Złośliwi krytycy polskiej historii „bohaterskiej” chyba słusznie twierdzą, że do wielu naszych pomnikowych postaci można przyczepić całkiem spore łatki.

A to Tadeusz Kościuszko przysięgający carowi, że nie będzie przeciw niemu służyć, a to znów Jan Henryk Dąbrowski, długo walczący w szeregach armii pruskiej, czy też wreszcie Kazimierz Pułaski, bohater nie tylko nasz, ale i Stanów Zjednoczonych. Z premedytacją złamał złożoną Rosjanom przysięgę umożliwiającą mu wyjście z niewoli, a potem nie tylko walczył z tymi Rosjanami, ale zorganizował też porwanie króla Stanisława Augusta, za co skazany został zaocznie na ćwiartowanie i śmierć.

A może wszystkie te postaci funkcjonowały w takich czasach, kiedy o jednoznaczność poczynań „pro publico bono” było niezwykle trudno, tak trudno, że i potomni mają trudności z ustaleniem ostatecznych ocen. No bo o sens porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego spierano się od listopada 1771 roku i spory nie ustały aż do dziś, a oceny tego postępku konfederatów barskich są równie sprzeczne, jak dwieście trzydzieści sześć lat temu. I tylko oliwy do ognia dodaje fakt, że kasata wyroku śmierci ciążącego na Kazimierzu Pułaskim została przeprowadzona w 1793 roku, w kilkanaście lat po śmierci Pułaskiego, i to na dodatek przez konfederację targowicką, dzięki jednemu z jej przywódców, którym był Antoni Pułaski – brat Kazimierza. W ten sposób pośmiertne losy patrioty powiązane zostały z najgorzej ocenianą w polskiej historii zdradziecką konfederacją wysługującą się Rosji, z którą Kazimierz Pułaski walczył przez całe życie. Oto chichot naszej historii!

Wróćmy do niezwykłego jak na polskie warunki pomysłu porwania króla. W Rzeczypospolitej nie było tradycji królobójstwa, a zamach na Zygmunta III Wazę, dokonany przez Piekarskiego 15 listopada 1620 roku, był próbą zabójstwa dokonaną przez człowieka niespełna rozumu. W tych warunkach spisek konfederatów barskich uznać trzeba za niezwykły pod każdym względem.

Stanisław August Poniatowski znalazł się na polskim tronie dzięki poparciu carycy Katarzyny II, które to poparcie zawdzięczał – jak twierdzą niechętni królowi historycy – wcześniejszym związkom łóżkowym z carycą.

Jednak gdy w 1764 roku koronowano go – jako pierwszego władcę w naszej historii – w Warszawie, przystąpił do przeprowadzania reform, które w założeniach miały unowocześnić Rzeczpospolitą, znajdującą się praktycznie od początku XVIII wieku w stadium bezwładu, pod kontrolą „trzech czarnych orłów” – czyli Rosji, Prus i Austrii. Te mocarstwa nie chciały dopuścić do żadnych reform, które mogłyby przywrócić Polsce choćby cień samodzielności i podmiotowości. Wrogo do reform nastawieni byli także polscy magnaci, którzy najwięcej korzystali z rozkładu państwa. Nic dziwnego, że finansowali oni propagandę antykrólewską, w której ukazywano władcę nie tylko jako eks-kochanka carycy, ale i jako człowieka dążącego do absolutyzmu, a na to słowo wzdrygał się z obrzydzenia każdy polski szlachcic.

 

Reformy stanisławowskie nie przypadły do gustu także Katarzynie II, więc pod pozorem równouprawnienia innowierców w Polsce chciała ona zwiększyć swoją kontrolę nad królem, który w zamian za pewną uległość chciał, między innymi, jej zgody na zniesienie w Polsce liberum veto. Niestety, trwałe istnienie w naszym kraju tego zabójczego dla Polski przywileju szlacheckiego, gwarantowała nie tylko rodzima sarmacka tradycja, ale także Rosja od 1720 roku, czyli od układu poczdamskiego. Dla Rosji zniesienie liberum veto było całkowicie nie do przyjęcia, więc ambasador rosyjski w Polsce, Nikołaj Repnin, udzielił poparcia przeciwnikom króla. Ci, licząc na obalenie i detronizację Stanisława Augusta, zawiązali w 1767 roku konfederację radomską, jednak gdy zebrał się Sejm, na rozkaz Repnina wywieziono do Rosji przywódców tej konfederacji ze Stanisławem Sołtykiem na czele. Caryca zmusiła króla nie tylko do równouprawnienia dysydentów, ale także do przyjęcia praw kardynalnych, które gwarantowały rosyjską kontrolę nad Polską.

 

Konfederacja barska

Król został upokorzony, a dawni konfederaci radomscy w lutym 1768 roku zawiązali w Barze konfederację, której celem była nie tylko walka z rosyjskim protektoratem, ale także dążenie do detronizacji Stanisława Augusta, jako głównego, według konfederatów, gwaranta rosyjskich wpływów w Polsce. 4 marca, w dniu św. Kazimierza, zaprzysiężony został związek wojskowy. Warto pamiętać, że w pierwszej Rzeczypospolitej św. Kazimierz był patronem rycerstwa.

Król chciał rozstrzygnąć konflikt na drodze pokojowej, jednak konfederaci nie chcieli z nim rozmawiać. Zarzucano mu, że chce zniszczyć wolność szlachecką i wiarę katolicką, że podburza chłopów, czego efektem była słynna rzeź humańska, że to on jakoby namawiał ambasadora Repnina do porwania Kajetana Sołtyka.

Przywódcy konfederaccy przysięgali, że będą „ścigać króla na życiu i mieniu” i uznawali go za uzurpatora. W 1770 roku tzw. Generalność konfederacka uchwaliła akt bezkrólewia i wzywała nawet do królobójstwa słowami: „podnieście ramię, w krwi deklarowanego przyjaciela Moskwy, w kraju nieprzyjaciela, tyrana Stanisława Poniatowskiego zmyjcie hańbę i obelgę narodu”. Obok walki z królem i Rosją ważnym punktem programu konfederatów była obrona wiary rzymskokatolickiej.

1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze