Był upalny czerwcowy wieczór. Komisarz Wiśniewski po ciężkim dniu służby wracał pieszo do domu. Do przejścia miał dobre trzy kilometry. Idąc ulicą przez centrum miasta, w pewnym momencie usłyszał charakterystyczny huk. Nie miał wątpliwości – gdzieś w pobliżu, najprawdopodobniej na sąsiedniej ulicy, ktoś strzelał.

Przyspieszył kroku, do ręki wziął służbowy pistolet… Po przejściu kilkunastu metrów spostrzegł leżącego na chodniku człowieka. Podszedł bliżej. Denatem okazał się młody mężczyzna, obok niego leżał rewolwer. Rozejrzał się dookoła. Kilkadziesiąt metrów dalej ujrzał oddalającego się szybkim krokiem wysokiego mężczyznę. Po lewej stronie, przy wejściu do kamienicy inny młody człowiek siłował się z nastolatką. Szybko ocenił sytuację, zareagował automatycznie.

– Stój! Policja! – krzyknął, ale uciekający zdawał się lekceważyć jego słowa. – Stój, bo będę strzelał – ponownie krzyknął i oddał strzał ostrzegawczy.

Tamten zatrzymał się. Również drugi mężczyzna, który być może doszedł do wniosku, że okrzyk skierowany jest do niego, stanął niemal na baczność.

– Na ziemię. Nie ruszać się… – komisarz wydawał kolejne polecenia.

Nie zdążył podjąć decyzji, co robić dalej, gdy nagle, jak spod ziemi, na ulicy pojawił się policyjny radiowóz. „Chyba z nieba spadli” – przemknęło mu przez myśl. Dwójka funkcjonariuszy od razu poznała komisarza.

– Co mamy robić? – zapytali wyskakując z auta.

– Zatrzymajcie obydwu. Tam dalej – komisarz pokazał w głąb ulicy. – Ktoś zastrzelił człowieka i porzucił broń. Muszę ich przesłuchać. Kto wie, czy nie mają czegoś wspólnego z tą zbrodnią!

Na pierwszy ogień poszedł Jacek Nowak – wysoki mężczyzna, który przed kilkoma minutami oddalał się z miejsca zdarzenia.

– Szedłem do znajomych na partię brydża, kiedy nagle usłyszałem huk wystrzału. Nie wiedziałem co się dzieje, zacząłem się nerwowo rozglądać i wtedy zobaczyłem tego człowieka na chodniku. Nie mam pojęcia, kto i skąd do niego strzelał. Obleciał mnie strach, że policja będzie mnie podejrzewała. Przed rokiem wyszedłem z więzienia i wiem, jak patrzycie na takich jak ja. Dlatego zacząłem uciekać.

– Za co odsiadywał pan karę? – dopytywał komisarz

– Kradzieże samochodów… Wiem, nie ma się czym chwalić… Ale swoje odpokutowałem. Jestem porządnym obywatelem, nie mam nic na sumieniu.

– Sprawdzimy – mruknął komisarz. Nie wiadomo, czy do siebie, czy do niego.

Drugim przesłuchiwanym mężczyzną okazał się Roman Karpiński.

– Nie wiem czy mi pan uwierzy, ale spodobała mi się pewna młoda kobieta i od trzech dni przychodzę tutaj z nadzieją, że uda mi się z nią porozmawiać. Przed kilkoma minutami dostrzegłem tego wysokiego mężczyznę. Szedł po drugiej stronie ulicy i chyba się zmieszał, kiedy mnie zobaczył. W pewnym momencie z budynku, do którego się zbliżał, ktoś wyszedł. Wtedy ten człowiek strzelił w jego kierunku, rzucił broń na ziemię, zawrócił i odszedł szybkim krokiem. Kiedy mnie mijał, odwrócił głowę, tak bym nie zobaczył jego twarzy.

– A pani ma coś do dodania? – komisarz zwrócił się do młodej kobiety.

– Raczej nie. Wyszłam z domu, w bramie stał ten człowiek – kobieta wskazała na Karpińskiego. – Pierwszy raz go widzę na oczy. Chciał mnie pocałować, zboczeniec jeden, próbował mnie objąć. Ugryzłam go w rękę. Miał rękawiczkę, bo do tej pory czuję jeszcze smak skóry w ustach. I wtedy pan się pojawił, a potem ci policjanci z radiowozu. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie wasza interwencja.

– Czy widziała pani sam moment zbrodni?

– O czym pan mówi?! Jakiej zbrodni? Kogo zabili i gdzie? Przecież obaj faceci żyją – kobieta spojrzała na Nowaka i Karpińskiego.

– Kilkadziesiąt metrów stąd zastrzelono człowieka.

– O Boże, to stąd ten huk, który słyszałam jeszcze w mieszkaniu…

– To już teraz chyba wszystko jasne. Domyślam się, kto jest sprawcą zabójstwa – niespodziewanie stwierdził komisarz Wiśniewski.

Czy i Ty domyślasz się, kogo miał na myśli policjant?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze