Nocny kłopot

Już podczas pierwszej szczegółowej rewizji w ich domu, policjanci zwrócili uwagę na dziwny szczegół: szafkę przy pralni wypełnioną paczkami pampersów. Okazało się, że był to produkt nieodzowny w życiu sześcioletniej JonBenet. Jej nadpobudliwość przejawiała się w dokuczliwej przypadłości, polegającej na nocnym moczeniu. Przypadłość ta dawała o sobie znać z taką regularnością, że matka dziewczynki już zupełnie machinalnie ściągała co rano pościel z jej łóżka i wrzucała ją do pralki.

Brzmi to może śmiesznie, ale nocne moczenie JonBenet stało się centralnym punktem śledztwa w sprawie jej śmierci. Przemawiało na niekorzyść rodziców i wzmacniało wymowę podejrzeń.

Całkiem prawdopodobne – rozumowali detektywi, że nocne moczenie stało się w końcu nie do zniesienia, więc jej matka w ataku złości uderzyła dziewczynkę, powodując jej przypadkową śmierć. Inny sposób myślenia był jeszcze bardziej śmiały, wręcz karkołomnie ryzykowny. Wychodził on z założenia, że regularne nocne moczenie do łóżka było reakcją dziewczynki na seksualne wykorzystywanie ze strony jedynego mężczyzny w tym domu, a więc ze strony ojca.

Oba przypuszczenia stały się przedmiotem skrupulatnej analizy, dokonanej przez Johna Douglasa, emerytowanego eksperta FBI, zapraszanego często przez policję różnych miast USA do pomocy w sprawach najbardziej skomplikowanych i beznadziejnych.

John Douglas podjął próbę zrekonstruowania wydarzeń w domu rodziny Ramseyów w tę tragiczną noc, idąc tropem policyjnego myślenia. Założył więc, że Patricia Ramsey zabiła swą ukochaną córeczkę w nagłym, trudnym do opanowania wybuchu gniewu. Skąd ten wybuch, akurat w tę świąteczną noc? Przyczyny gniewu mogły być dwie. Matka mogła mieć już dosyć tego stałego moczenia łóżka albo dziecko być może wreszcie zaprotestowało przeciwko męczącym występom na wybiegach konkursowych.

Matka pod wpływem wybuchu gniewu uderzyła, czy popchnęła dziewczynkę tak niefortunnie, że mała padając na podłogę uderzyła lewą częścią głowy o kant łóżka czy komody.

Oto prawdopodobny scenariusz dalszych zdarzeń. Raptowny szok: dziecko nie żyje! Patricia budzi męża: „Zabiłam JonBenet w ataku gniewu. To był nieszczęśliwy wypadek. Co teraz zrobimy?” John domaga się szczegółów zdarzenia, a dokładny opis wypadku pomaga mu w odzyskaniu zdolności do logicznego myślenia. „Trzeba wezwać pogotowie. Nie musisz się niczego obawiać, to był przecież wypadek”.

Patricia nie wyraża zgody. Boi się, że policja natrafi na ślady ciosu jej ręki, więc i tak zostanie oskarżona o spowodowanie zdarzenia ze skutkiem śmiertelnym. Wtedy mąż proponuje upozorować nieudane porwanie. Znoszą dziecko do komórki na wina, gdzie kneblują usta taśmą, wiążą ręce linką, zaciskają pętlę na szyi. Na wypadek, gdyby policja nie chciała uwierzyć w porwanie, pozorują też napad o podłożu seksualnym, powodując naruszenie intymnych części ciała córeczki. Potem mają już niemal całą noc na napisanie listu sporządzonego przez rzekomych porywaczy.

 

Każdy, kto przeczyta powyższy opis, od razu stwierdzi: to czysty absurd! To niemożliwe, by John i Patricia, kochający rodzice dokonali tak odrażających czynności, nawet wówczas, gdyby początkiem czarnej serii zdarzeń miał być rzeczywiście nieszczęśliwy wypadek w sypialni JonBenet. W badaniu przyczyn śmierci dziewczynki ekspert nie kierował się jednak emocjami. Dokonał krytycznej analizy dowodów i policyjnych poszlak. Wykazał więc, że bezpośrednią przyczyną śmierci dziewczynki było uduszenie przy pomocy pętli. Obrażenia głowy nastąpiły w drugiej kolejności, o czym świadczy brak śladów krwi w całym domu. W tym momencie serce dziecka już nie pracowało, nie pompowało krwi; krew więc nie wytrysnęła. Tym samym brak nawet nikłych śladów krwi w sypialni dziewczynki zaprzecza teoretycznemu przypuszczeniu, że zmarła ona właśnie tam w rezultacie wybuchu gniewu matki i związanego z tym upadku.

Ekspert John Douglas wykluczył również, by tak kochająca matka, jaką zawsze była Patricia Ramsey, mogła udusić własne dziecko. To mogła być tylko robota pozbawionego skrupułów mordercy. Ekspert stwierdził również, że uduszenie dziecka nie mogło być również następstwem seksualnego wykorzystywania ze strony ojca.

John Ramsey nie był pedofilem, a tym bardziej wobec własnej córeczki. Gdyby nawet prowadził podwójne życie i potrafił ukryć najstraszliwszą prawdę, w momencie śmierci dziecka nie mógłby liczyć na milczenie żony. Patricia Ramsey zbyt kochała swą córeczkę, by ochraniać jej mordercę, kimkolwiek on by nie był.

Dokonując powyższej analizy, ekspert John Douglas wykazał, że podejrzenia policji są całkowicie bezpodstawne. Zamiast marnować czas, skupiając uwagę na rodzicach, detektywi powinni zabrać się do poszukiwania prawdziwego sprawcy, czy też sprawców, tragedii małej JonBenet.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]