Ten dzień dla dyrektora Kochalskiego zaczął się fatalnie. Najpierw tuż po godzinie 8 rano zdenerwował go telefon z Warszawy. Niezbyt uprzejma baba z ministerstwa poinformowała krótko, że na uroczystości 40-lecia fabryki obecny będzie sam minister, co wymagało wprowadzenia do harmonogramu obchodów rocznicy fabryki mnóstwa zmian.

A zaraz potem zadzwonili z drukarni, by oznajmić, że cenzor wykreślił jeden tekst, a w innym artykule okolicznościowej gazetki cały akapit i trzeba zadecydować, co z tym robić.

Wykreślony akapit to nie problem, ale wspomnieniowy tekst o jednym z pionierów i działaczu związkowym to „dziura” na całą kolumnę, czyli pusta strona. Więc trzeba przywieźć nowy tekst. Kochalski pieklił się:

– Skąd ja im, do cholery, wezmę nowy tekst? Czy ja mam tu redakcję, czy produkcję maszyn?

Nad okolicznościową gazetką na 40-lecie fabryki jego ludzie pracowali przez kilka miesięcy. Kadrowcy grzebali w archiwach i przeprowadzali wywiady z emerytami, by przypomnieć pierwsze, historyczne lata, a kilku emerytów – pionierów spisało swoje wspomnienia.

W księgowości wysmażono teksty o rozbudowie fabryki i wzroście wyników finansowych na przestrzeni lat.

Związkowcy zajęli się wyszukiwaniem starych fotografii: na ich apel odpowiedź ze strony załogi przekraczała wszelkie oczekiwania. Napisano o funduszu socjalnym, przedszkolu zakładowym, koloniach dla dzieci pracowników i stołówce zakładowej. W sumie wspólnym wysiłkiem, pod kierunkiem zastępcy dyrektora, powstała publikacja, której nie powstydziłaby się nawet profesjonalna redakcja.

Gazetka miała trafić do całej załogi podczas uroczystego festynu pracowniczego. Zlecenie na skład i druk już podpisano. Tak czy inaczej drukarni trzeba zapłacić przynajmniej część kosztów. Więc nie ma wyjścia – trzeba ratować tę jubileuszową gazetkę…

 

Bezskuteczna perswazja

Po naradzie ustalono, że w sprawie zatrzymanych przez cenzurę tekstów trzeba pertraktować. Do drukarni wysłano obrotną panią Basię z działu kadr. Na wszelki wypadek, gdyby perswazje nie odniosły skutku, zgodnie z radą drukarzy panią Basię zaopatrzono w plik zdjęć z zakładowego przedszkola.

– Do tego to chyba cenzura się nie przyczepi! – zdecydował dyrektor.

Ale najpierw, jak brzmiała instrukcja, pani Basia miała próbować perswazji. Po przyjeździe do drukarni kazała się zaprowadzić do cenzora i z zadziorną miną wtargnęła do jego zagraconego pokoju.

Cenzor Jerzy Piechota nie przywykł do takich wizyt.

Jego gościem była zgrabna i apetyczna blondynka, a nie wiecznie skrzywieni i burkliwi redaktorzy techniczni. Zaskoczony urodą i tupetem gościa Piechota podsunął pani Basi nieco zakurzone krzesło.

– Co się panu nie podoba w naszej gazetce? – pani Basia spostrzegła wrażenie, jakie zrobiła na cenzorze i postanowiła działać ostro.

– No, moja pani, to nie jest kwestia podoba czy nie. Ten tekst o waszym pionierze Kowalskim nie może się ukazać w druku.

– To przecież bardzo zasłużony pracownik! I działacz związkowy. Całe miasto go szanuje! – oponowała rezolutnie pani Basia.

No właśnie… Zakładał nawet „Solidarność” i był działaczem regionu. – Piechota, cenzor z kilkunastoletnim stażem, uśmiechnął się złośliwie. – Ale wybaczy pani, o tym dyskutować nie będziemy. Pani ma swoje racje, a ja swoje.

– Ale tam o „Solidarności” jest jedno, góra dwa zdania na końcu… Można ten kawałek wyrzucić – argumentowała pani Basia.

– Nie. Cały tekst nie nadaje się do druku. To zresztą bardzo słaby tekst i obniża poziom całej gazety.

Pani Basia, osóbka inteligentna, w mig pojęła, że nie tędy droga i momentalnie zmieniła taktykę.

– No to co ja mam robić? Na gazetę czeka cała okolica, nawet minister przyjeżdża na jubileusz. Jak gazeta się nie ukaże, wyrzucą mnie z pracy! – sięgnęła do torebki po chusteczkę i ocierała oczy, ale tak, by tusz się nie rozmazał.

Cenzor wzruszył ramionami.

Kompletna idiotka! Tekst o działaczu „Solidarności”, a tu jeszcze minister to przeczyta… No, ale ładna bestia i figura jak z żurnala. W tej drukarni nikt nie szanuje jego pracy. Nawet dzień dobry nie usłyszy, omijają go jak zadżumionego. Okazja do poflirtowania raczej się tutaj nie trafia.

– Na pewno nikt pani z pracy nie wyrzuci. Już tam w składzie coś wymyślą, zawsze są jakieś zapasy. A pani sobie dla pewności spokojnie poczeka, aż przejrzę poprawioną gazetkę. Niech pani uzgodni z kierownikiem co trzeba i wraca do mnie na kawę.

 

Kawa na początek…

Gdy pani Basia wróciła do pokoiku cenzora, już czekała na nią kawa. Cenzor uprzątnął nawet nieco swoje biurko, na którym znalazł się też talerz z szynką i kiełbasą myśliwską, świeżutkie bułeczki i czekoladki.

– Proszę się częstować. Pani pewnie bez śniadania, a zanim w składzie się uwiną, minie trochę czasu.

Jak zakończyła się znajomość pani Basi z cenzorem? Przeczytaj w najnowszym „Detektywie Extra” – Kryminalny Świat PRL-u nr 3/2019.

Więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym kwartalniku „Detektyw Extra” nr 3/2019 w sprzedaży od 23 lipca 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze