Mary i Ernest Connorsowie od 5 lat żyli w separacji. Łączyło ich jeszcze wychowanie córki Ann i okazały dom, który kupili za dobrych czasów. Ze względu na dziecko, starali się utrzymywać poprawne kontakty, dla­tego Ernesta nie zdziwił telefon od żony:

Potrzebuję pieniędzy na prywatną szkołę dla Ann. Chciałabym sprze­dać trochę mebli i obrazów z domu. Wpadnij wieczo­rem, pogadamy.

Kilka razy podchodzili do podziału majątku, ale bez skutku. Tym razem też nie doszli do ładu. Ernest zgodził się wprawdzie na sprzedaż kilku mebli, ale nie obrazów.

Potem już tylko się kłócili: kto daje więcej na cór­kę i kto jest winien rozpadu związku. Mary dostała szału, a Ernest ataku astmy. W końcu emocje opadły. Zrobiło się późno, Ernest powiedział, że prześpi się na kanapie w salonie. Mary poszła do swojej sypialni. Około godziny 3 nad ranem zbudził ją jakiś hałas.

Dalszy przebieg wydarzeń tej nocy Mary przed­stawiła detektywom, którzy rano podjechali pod dom państwa Connorsów

– Usłyszałam coś, jakby gulgot. Wiedziałam, że Ernest ma napady astmy, więc pobiegłam do jego pokoju. Leżał na wznak, dusił się. Pościel była zakrwawiona, jakby się czymś skaleczył. Kiedyś, w stanie depresji, już mu się to zdarzyło. Wróciłam do sypialni po telefon. Zadzwoniłam po pogotowie. Zeszłam na dół. Zauważyłam otwarte okno w łazien­ce. Pobiegłam do sąsiada po pomoc. Chwilę trwało, zanim sąsiad otworzył. Powiedziałam, że Ernest miał atak, potrzebuje pomocy. Sąsiad pobiegł do domu, a ja zostałam na zewnątrz, czekając na pogotowie.

Kiedy ratownicy przyjechali, stwierdzili zgon pana Connorsa. W protokole napisali, że denat miał rany na szyi i klatce piersiowej. Wezwali policję.

Agenci Fennel i Dark wysłuchali wersji zdarzeń Mary Connors.

Jej sąsiad nie miał wiele do dodania, poza stwier­dzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedział, gdzie szukać Ernesta. Zdenerwowany otwierał wszystkie drzwi na parterze domu. Kiedy w końcu znalazł Ernesta leżącego w salonie, ten nie dawał już zna­ku życia.

Detektywi dokładnie przeszukali posesję. Na par­terze ich uwagę zwróciło okno w łazience, wycho­dzące na tyły domu. Było otwarte. Na podłodze leżały grudki ziemi.

– Zabezpieczę te ślady. Ktoś mógł wejść przez okno do domu państwa Connorsów. Może złodziej? Pan Connors mógł go spłoszyć i wtedy został zaatakowany nożem – głośno myślał agent Fennel.

Samookaleczenie z powodu ataku astmy wydało mu się mniej prawdopodobne…

– Zabezpiecz, ale coś mi się zdaje, że to błędny trop. Przepytajmy lepiej panią Connors… – zdecy­dował agent Dark.

Co zdziwiło agenta Darka w opowieści Mary Connors?

 Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze