W 1951 roku przy ulicy Fort Wola stanął kompleks hal produkcyjnych i dziesięciopiętrowy budynek biurowy, należący do Zakładów Mechanicznych im. Marcelego Nowotki. Na sześciohektarowym terenie pracowało około 6 tysięcy ludzi. Produkowano tam silniki (m.in. do czołgów i ciężarówek).

Zmienił się ustrój, zmieniła się nazwa zakładu, fabryka zatrudniała coraz mniej osób. Potężny budynek biurowy trafił pod wynajem i tak w latach 90. pojawiła się tam trzypoziomowa dyskoteka (otworzono ją na przełomie 1997 i 1998 roku). Klub mógł pomieścić 4 tysiące osób. Każda impreza rozpoczynała się od muzycznego intro i słów „Welcome to Planeta”, od których zebranym przechodziły ciarki po plecach.

Lubili tam wpadać znani bokserzy, a nawet syn Kaddafiego, dyktatora Libii. Koncertowały tam m.in. Spice Girls, Modern Talking, Massive Attack. W Planecie bywał także koszykarz Chicago – Bulls Dennis Rodman. Anegdota głosi, że po wejściu do klubu powiedział tylko: „Mam niewiele czasu. Dajcie mi dziewczynę, trochę koksu i cygaro”. Jego zamówienie zrealizowano bez zwłoki. Nikogo nie dziwił widok marokańskich gwiazd porno, które swoimi występami miały pomóc „wyluzować się” warszawskiej młodzieży…

Właścicielami lokalu był Jarosław S. „Masa” – zajmujący ówcześnie wysoką pozycję w „Pruszkowie” i Leszek D. „Wańka”. Pierwszy z nich o Plancie mówił: „To jaskinia rozpusty, do której chciał wejść prawie każdy i dla nikogo nie było to powodem do zażenowania. Warszawa końca lat 90., podobnie jak pół zamożniejszego świata chciała się bawić, i Pruszków zorganizował dla niej rozrywkę na miarę Londynu, Nowego Jorku, a nawet Moskwy. Dyskoteka przyciągała jak magnes piękne kobiety i te, które występowały na scenie, i te, które odgrywały swoje role na zapleczach”.

Gangster wyznał także, że w Planecie wielokrotnie odbywały się negocjacje dotyczące wyborów miss Polski, a kluczowe decyzje były podejmowane pod stołem. Malowniczo opowiadał, jak tanim i ogólnodostępnym towarem w Planecie był seks. Przechwalał się, z jakich obowiązków wobec „prezesa” pracujące w klubie dziewczyny musiały się regularnie wywiązywać…

Zachodni dziennikarz, który w 1998 roku odwiedził Planetę (pisał reportaż o klubowym życiu w Polsce), porównał wejście do klubu do przejścia przez odprawę na lotnisku. Był zaskoczony, ile znanych nazwisk odwiedza ten lokal. Pisał, że polska młodzież była „gotowa na wszystko”. Bywalców tego miejsca opisuje jako pięknych, 20-letnich i energicznych. Wspomina także, że choć młodzież patrzyła na przywiezione przez gości z zagranicy butelki z drogimi alkoholami tak „jakby spadły właśnie z kosmosu”, wiedzieli dokładnie, jak należy postępować z ich zawartością. O alkoholowych zwyczajach pisze: „Kieliszki stały w trójkątach, niczym kule bilardowe. (…) Napełniano je po brzegi 96-procentowym spirytusem, a resztą polewano bar. Potem całość podpalano. Kiedy płomienie nieco przygasły, wypijało się gorący alkohol i machało na pożegnanie swojemu superego”.

Po zamknięciu Planety jej miejsce zajął Magnetic (otwarty w 2009 roku), a potem Progresja.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze