Tragedia rozegrała się w poniedziałek (2 października) podczas koncertu muzyki Country, koło hotelu Mandalay Bay. Strzały padły z okna na 32 piętrze.

Ogień otworzył mieszkaniec miasta,
64-letni Stephen Paddock. Mężczyzna popełnił samobójstwo, zanim policja wtargnęła do jego pokoju hotelowego.

To najkrwawsza tego rodzaju tragedia w historii USA.

Do ataku przyznało się państwo islamskie, chociaż amerykańskie służby nie wierzą
w prawdziwość tego oświadczenia. Nie podano jeszcze informacji o motywach zamachu. Policja w Las Vegas poinformowała, że do tej pory nie znaleziono żadnych powiązań pomiędzy Stephenem Paddockiem, a jakąkolwiek międzynarodową organizacją terrorystyczną.

Stephen Paddock wiódł spokojny żywot emeryta. W 2015 roku kupił dwupiętrowy dom w popularnej wśród emerytów miejscowości Mesquite (godzina drogi od Las Vegas). Mieszkał tam razem ze swoją przyjaciółką, pochodzącą z Filipin (kobieta została już zatrzymana). Mężczyzna nie należał do osób przyjaznych otoczeniu. Raczej unikał towarzystwa. W przeszłości pracował w firmie zbrojeniowej Lockheed Martin.  Z dostępnych publicznie dokumentów wynika, że miał licencję pilota, pozwolenie na polowanie w stanie Alaska i był właścicielem dwóch samolotów. Wcześniej nie łamał prawa, raz tylko został ukarany mandatem z powodu drobnego wykroczenia drogowego. Jednak jego ojciec nie był już taki „grzeczny” – Benjamin Hoskins Paddock był skazany za napady na banki. Po ucieczce w 1969 roku z więzienia w Teksasie, gdzie odsiadywał karę 20 lat więzienia, znajdował się na liście 10 najbardziej poszukiwanych przez FBI przestępców.

Sąsiedzi nie zauważyli, aby Stephen Paddok zachowywał się ostatnio jakoś inaczej. Rodzina mordercy trwa w osłupieniu, a cała Ameryka opłakuje ofiary tragedii. Ci, którzy byli na koncercie mówią, że mieli wrażenie, że z każdej strony padają strzały. Opowiadają, że słyszeli serie z broni automatycznej, ale nikt nie wiedział, gdzie jest napastnik. Ludzie nie wiedzieli dokąd uciekać i gdzie się chować.

MF

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze