To się nazywa szczęście w nieszczęściu. Gdy 50-letni Amerykanin ze stanu Michigan w USA kupił swój szczęśliwy los na loterii, był od dwóch lat w separacji ze swoją żoną. Sąd nie wziął tego pod uwagę i stwierdził, że fortuną musi się podzielić ze swoją byłą partnerką.

Richard Zelasko w 2013 roku postanowił zagrać w loterii Mega Millions. Jego los okazał się wyjątkowo szczęśliwy – mężczyzna wygrał aż 80 mln dolarów, czyli w przeliczeniu ponad 300 mln zł.

Podatki i inne daniny (w tym chęć wypłaty środków natychmiast, a nie w ratach) obcięły wygraną do niecałych 39 mln dolarów, ale to ciągle około 147 mln zł.

W czasie, gdy 50-latek wygrywał miliony, toczyła się jego sprawa rozwodowa. Ze swoją żoną nie mieszkał pod jednym dachem już od 2011 roku, ale dwa lata później para wciąż nie porozumiała się co do warunków rozwodu.

Negocjator rozwodowy polecił Amerykaninowi podzielić się wygraną. Stwierdził, że Zelasko kochał hazard, a na tym często cierpiała jego rodzina. – Skoro więc dzielił się z rodziną stratami, powinien podzielić się i wygraną – argumentował.

Ekspert rozwodowy dodawał też, że Zelasko po separacji nie płacił alimentów na swoje dzieci. Amerykanin jednak stanowczo na to odpowiadał, że wygrana jest jego. I dzielić się fortuną nie musi. Sprawa trafiła więc do amerykańskich sądów.

W końcu sąd przyznał rację byłej żonie Zelasko – i Amerykanin musi oddać jej połowę wygranej. Podczas pierwszych rozpraw mężczyzna bronił się przed sądem, że sam za swoje pieniądze kupił los na loterii, który kosztował jednego dolara. Sąd jednak przychylił się do argumentów, że to była wspólna kasa małżonków. A do tej kobieta wpłacała znacznie więcej niż jej mąż, bo zarabiała około trzy razy więcej.

Mega Millions to jedna z największych loterii w USA. Rekordowa wygrana padła w 2018 r. i wyniosła aż 1,5 mld dol.

źródło: www.finanse.wp.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze