Większość osób taki tytuł natychmiast skojarzy z tzw. pałowaniem, przesłuchiwaniem przy lampie świecącej w oczy i innymi podobnymi wyobrażeniami o pracy milicjantów. Oczywiście takie zdarzenia miały miejsce i zostały dostatecznie opisane. Nie były jednak wyłącznym przejawem działania ówczesnych funkcjonariuszy MO.

Oprócz tych pacyfikujących manifestacje i traktujących gazem obywateli, byli też tacy, którzy całkiem sprawnie i z dużym zaangażowaniem zajmowali się ściganiem zabójców i innych bandytów popełniających najcięższe przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. O metodach stosowanych przez milicjantów z pionu kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego warto wspomnieć, bo pracę mieli ciekawą i niełatwą.

Aby lepiej przybliżyć realia, w jakich pracowali milicjanci, należy przypomnieć sobie poziom techniki przed 1989 rokiem, czyli przed otwarciem granic Polski na Zachód i przekształceniem milicji w policję. Młodemu pokoleniu może to wydać się nieprawdopodobne, ale nie było w tym czasie nie tylko internetu, ale także telefonii komórkowej, komputerów i innych elektronicznych usprawnień, ułatwiających pracę obecnym stróżom prawa.

Kartoteka przestępców była dosłownie kartoteką, czyli zbiorem kart, a nie zbiorem bitów na dysku serwera komputerowego.

Jeśli milicjant chciał poszukać informacji o przestępcy, musiał wysłać telegram do pracownika obsługującego kartotekę, który wyjmował odpowiednie karty z segregatora, spisywał z nich informacje, nanosił nowe (np. kto przysłał zapytanie) i odpisywał na telegram.

W nadzwyczajnych przypadkach, posiadając specjalne uprawnienia, można było załatwić to przez telefon, ale potem i tak trzeba było wysłać odpowiednie pisma.

Warto także podkreślić, że nie istniał jeszcze miejski monitoring, a był on tylko w marzeniach niektórych stróżów prawa. Coś takiego, jak kamery zapisujące obraz na kilka dni wstecz, wszechobecne teraz przy sklepach, stacjach paliw i nowych osiedlach, były wówczas fantazją w futurystycznych wizjach pisarzy science fiction. Pewnie niewiele osób uwierzyłoby wtedy, że tak będzie wyglądała przyszłość.

 

Było jednak łatwiej

Jednym z przykładów okoliczności ułatwiających pracę milicjantów może być sprawa… butów. Milicjantów zaopatrywano centralnie w buty służbowe i w całym kraju obowiązywał ten sam wzór. Dzięki temu ekipa kryminalistyczna badająca miejsce jakiegoś zdarzenia, po natrafieniu na konkretny ślad buta mogła być w 99 procentach pewna, że ślad tego typu pozostawił jakiś ich ofermowaty kolega, a nie sprawca i mogła szukać bardziej istotnych śladów.

Milicjanci dostawali wówczas dwa rodzaje butów. Czarne, zwykłe półbuty na lato i wysokie, sięgające połowy łydki buty na protektorze ocieplane na zimę i cieńsze na lato.

Protektor był tak gruby, że na te buty mówiono też śniegochwyty. Patrol wchodzący zimą do jakiegoś pomieszczenia zawsze pozostawiał po sobie sporą kałużę wody ze śniegu, który utkwił w protektorze.

Innym aspektem badania śladów były ślady opon samochodowych. Przy szczelnych granicach krajowy rynek opon zaopatrywały tylko zakłady z Polski i po wzorze bieżnika na śladzie można było szybko zawęzić liczbę typów samochodów, do których stosowano takie opony. Inną sprawą był fakt, że liczba marek pojazdów też była ograniczona. W grę wchodził mały lub duży fiat, polonez, żuk lub nysa. Liczba samochodów pozostałych marek była tak znikoma, że błyskawicznie wyławiano właścicieli nietypowych pojazdów.

 

Podobnie ograniczona była liczba warsztatów samochodowych, w których można było naprawić rozbity samochód. Jeśli kierowca uciekł nim z miejsca wypadku, musiał się naprawdę postarać, aby zrobić to w tajemnicy przed milicjantami. W wielu warsztatach samochodowych pracowali ludzie, którzy błyskawicznie donosili milicjantom o pojawieniu się uszkodzonego auta. Nic dziwnego, bowiem wielu właścicieli warsztatów było jednocześnie milicjantami z pionu ruchu drogowego.

 

Dominowały prymitywne metody

Ze względu na brak rozwiniętej techniki, która nie przenikała do Polski zza „żelaznej kurtyny”, milicjanci musieli radzić sobie z problemami, wykorzystując dostępne środki. Niektóre rozwiązania okazały się tak doskonałe, że niekiedy są stosowane także dzisiaj.

Jednym z nich było rozwiązywanie problemów dotyczących zabezpieczania śladów przez techników kryminalistyki. Ślady butów czy stóp pozostawione w miękkim podłożu na miejscu np. morderstwa są ważnym dowodem i muszą być zabezpieczone poprzez wykonanie odlewów. Obecnie do tego celu stosuje się różnego rodzaju gotowe pianki czy substancje na bazie silikonu (można też sfilmować ślad techniką 3D), ale kiedyś jedynym dostępnym sposobem było wykonanie odlewu gipsowego. I pół biedy, kiedy ślad został odciśnięty w gęstym, gliniastym podłożu i wysychając, stwardniał i utrwalił się. Wówczas milicyjny technik rozrabiał z wodą odpowiednią porcję gipsu, kładł na śladzie kilka patyczków i wylewał przygotowaną masę. Gwarancją sukcesu była odpowiednia gęstość masy i wykonanie jej przez osobę z doświadczeniem. Potem wystarczało poczekać, aż masa stężeje i odlew był gotowy.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze