Nieuczciwy wspólnik

Dzięki tym mozolnym działaniom, krok po kroku odtwarzano coraz więcej szczegółów na temat umorzonego w 1981 roku śledztwa w Chorzowie. Mało tego – zaczęły wychodzić na jaw zupełnie nowe szczegóły! Jeden z mieszkańców Bielska-Białej – podczas nieoficjalnej rozmowy ze śląskimi policjantami – stwierdził, że w 2003 lub 2004 roku Antoni M. pochwalił się „po kielichu” skokiem na ginekologa, do jakiego miało dojść kilkanaście lat wcześniej gdzieś na Śląsku.

Opowiadał o kneblowaniu starszej kobiety, o rzekomo wielkim łupie, który w całości zagarnął jego ówczesny wspólnik Piotr W.

On się nigdy ze mną nie podzielił tymi pieniędzmi, chociaż kilka razy mówiłem mu, żeby odpalił mi jakąś dolę. On wszystko sam zagarnął, a mnie tylko wykorzystał . Nic nigdy z tego nie miałem, prowadzę skromne życie, a on od tamtej pory nigdy nie narzekał na brak pieniędzy. To niesprawiedliwe! – żalił się M. – W samym zabójstwie nie brałem udziału, ale dokładnie widziałem całe zdarzenie.

Piotr W. kilkakrotnie przypomniał mu, że ma zachować milczenie do grobowej deski. W 1997 roku przyjechał do niego z trzema mężczyznami, którzy kopnęli go w nogę, złapali za twarz tak mocno, że aż pękły mu okulary.  „Nie mam wątpliwości, że chcieli mnie wystraszyć, mimo że nie odezwali się ani słowem” – zeznawał w 2006 roku w prokuraturze. A kiedy Antoni M. upominał się o chociaż jakiś procent ze wspólnego skoku Piotr W. eskalował swoje groźby: „pozostawiłem cię przy życiu tylko dlatego, żebyś się poszwędał jeszcze trochę po świecie” – powiedział w 2001 roku. A dwa lata później zagroził mu, że wrzuci granat do jego mieszkania: „tylko powiedz, które okno należy do sypialni, bo szkoda twoich dzieciaków”…

Antoni M. – pomimo upływu lat – musiał być albo rozżalony na Piotra W., albo też rzeczywiście targały nim wyrzuty sumienia, bo podczas kolejnych przesłuchań opowiadał coraz więcej szczegółów na temat zdarzeń z 1980 roku… Z Piotrem W. znali się od dzieciństwa. Bawili się na tym samym podwórku, chodzili do tej samej szkoły, mieli tych samych przyjaciół. I od najmłodszych lat  mieli konflikty z prawem. Pod koniec lat 70., M. kierując samochodem spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym. Bał się, że pójdzie do więzienia. Piotr W. zaproponował mu wspólną ucieczkę za granicę. Chętnie na to przystał, tym bardziej, że przyjaciel nie chciał za to żadnych pieniędzy. Ale w życiu nie ma nic za darmo. Któregoś dnia poprosił go o pomoc w napadzie na mieszkanie starszej kobiety w Chorzowie. O jej bogactwie dowiedział się od znajomego taksówkarza, który kilka razy odwoził ją do domu i pomagał wnieść bagaże do mieszkania. Dzięki książce telefonicznej ustalił jej adres zamieszkania. Do pierwszego napadu doszło w lipcu, ale pierwszy kumpel Piotra W. wpadł w ręce policji. Potem mężczyzna wtajemniczył w swoje plany Antoniego M., z którym planował wspólną ucieczkę na Zachód przez „zieloną” granicę.

 

Trzeba wznowić śledztwo!

Decyzja o wznowieniu postępowania w sprawie zabójstwa Janiny K. zapadła 17 kwietnia 2007 roku. Jedynym  podejrzanym w tej sprawie był Piotr W., od kilkunastu miesięcy przebywający w areszcie w zupełnie innej sprawie kryminalnej. Mężczyzna oczywiście nie przyznał się do zabójstwa Janiny K., bagatelizował też składane przez Antoniego M. obciążające go zeznania: – znam pana M. od wielu lat, mamy konflikty finansowe ze sobą. Od wielu lat żąda ode mnie jakichś pieniędzy, ale nie umie dokładnie wyjaśnić, za co jestem mu je winien. To się ciągnie od przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy handlowaliśmy razem samochodami. On od dawna chciał ode mnie więcej pieniędzy niż mu się należało. Antoni M. jest bankrutem finansowym, który roztrwonił cały swój majątek, w tym mieszkanie. Wielokrotnie, gdy kończyły mu się pieniądze, przychodził do mnie i próbował coś pożyczyć. Niekiedy dawałem mu jakiś grosz, ale on zawsze miał problemy z ich oddaniem. W końcu przestałem mu pożyczać i stąd cała złość na mnie. Nie wiem, dlaczego próbuje mnie wrobić w morderstwo tej kobiety. Oczywiście, że ja tego nie zrobiłem, chociaż nie wykluczam, że mógł to zrobić właśnie Antek razem z którymś ze swoich kumpli.

Prokuratura i policjanci nie dali wiary wyjaśnieniom Piotra W. Zeznania składane przez Antoniego M. były spójne, logiczne i układały się w jedną całość. Ich efektem był akt oskarżenia sporządzony 19 grudnia 2007 roku przez katowicką prokuraturę, który zarzucał Piotrowi W. zabójstwo Janiny K. „w sposób gwałtowny, brutalny i bezwzględny. Dusił ją poprzez uciskanie szyi, wepchnął głęboko do jamy ustnej knebel ze szmaty uniemożliwiający jej oddychanie, do tego zatkał nos i usta szerokim na 16cm bandażem elastycznym, który obwiązał wokół głowy.

Ponadto skrępował nogi kablem telefonicznym, a ręce bandażem elastycznym i jedwabną koszulą, uniemożliwiając jej oswobodzenie się i zerwanie knebli z ust i nosa. Pozbawił ją tym samym jakiejkolwiek możliwości uratowania swojego życia.

Zaznaczyć należy, że Piotr W. był wtedy 23-letnim silnym mężczyzną, który zaatakował 80-letnią kobietę. Był przygotowany do ataku na ofiarę. Zachodziła rażąca dysproporcja sił wynikająca z wieku i wagi ciała…”

Podczas procesu przed Sądem Okręgowym w Katowicach, Piotr W. nie przyznał się do zabójstwa, a jego linia obrony polegała przede wszystkim na podważaniu zeznań dawnego wspólnika. On sam przyznał się jedynie do tego, że planował włamanie do mieszkania Janiny K. i wprawdzie jeździł kilkakrotnie do Chorzowa na rozpoznanie terenu, niemniej z samym morderstwem nie ma nic wspólnego.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]