Jan kazał połowie osób przesiąść się do drugiego autobusu. Chciał zrobić miejsce na zwłoki. Zabrał ciała Miecia, Staszka i Krysi i wrzucił do autobusu, który ruszył w kierunku Zrębina. Kiedy uznał, że miejsce jest właściwe, kazał zatrzymać pojazd i postanowił upozorować wypadek. Ciała ułożono w rowie, wtedy Sojda nakazał Adasiowi najechać na nie autobusem.

 

Postanowił jeszcze częściowo rozebrać Krysię, że niby została zgwałcona.

Przysięgaj na krzyż

Kiedy problem ze zwłokami został „załatwiony”, Sojda kazał wszystkim wsiąść do jednego autobusu i powiedział, że mają milczeć na temat tego, co widzieli. Aby mieć pewność, że nikt nie puści pary z ust, wyciągnął z kieszeni różaniec z krzyżykiem i kazał powtarzać za sobą: „To co się stało, każdy za tajemnicę weźmie i będzie trzymał tylko dla siebie”. Później każdemu dawał do ucałowania krzyżyk, medalik i obrazek święty. Każdemu też nakłuwał palec agrafką i odciskał krwawy ślad na kartce papieru. W ten sposób przysięga miała nabrać mocy. W tym czasie zięć Sojdy przywiózł torbę z pieniędzmi (ponad 200 tys. zł), które były rozdawane obecnym. W zamian za milczenie oferował świadkom od 2 do 10 tys. zł dla każdego (przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło wówczas 4,3 tys. zł).

Jan postanowił, że wszyscy wrócą drugim autobusem do kościoła, aby inni widzieli, że byli na pasterce. Zdążyli na ostatnie kilka minut. Pojazd prowadzony przez Felka miał zostać w rowie. On sam także pojechał pod kościół. Po nabożeństwie ludzie zaczęli się rozchodzić. Feliks Stefaniak nerwowo chodził po parkingu i udawał, że szuka swojego autobusu. Wreszcie zaczął mówić, tak aby wszyscy słyszeli, że pewnie ktoś dla kawału go ukradł.

Ludzie zaczęli zajmować miejsca w autokarze Wysockiego i ruszyli do Zrębina. Stefaniak zabrał się z nimi. Po drodze, co oczywiste, minęli porzucony w rowie autobus. Wysocki zatrzymał pojazd i razem ze Stefaniakiem wyszli sprawdzić, co się stało. Ich śladem poszli niektórzy pasażerowie. Nagle ktoś zauważył leżącą w rowie kobietę… Wysocki udając zdziwienie, sprawdził czy żyje, po czym postanowił wezwać milicję. Wyprosili ludzi z pojazdu i pognali do komisariatu w Połańcu.

Wojciech Gantowski

Zakończenie opowieści o tej poruszającej zbrodni już jutro!

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze