Zdzisława Grabarczyka jego matka widziała po raz ostatni 31  lipca 1998 roku. Tamten dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym. 32-letni wówczas mężczyzna wyszedł z domu rano, miał na kilka dni pojechać do sąsiedniej wioski aby pomóc koledze w pracach wykończeniowych w budowanym przez niego niewielkim, parterowym domku.

I choć Grabarczyk mieszkał razem z matką, to nie powiedział jej, gdzie i u kogo będzie przebywał. Nigdy nie wtajemniczał jej w szczegóły swojego życia, a na jej pytania – gdzie jedzie? z kim się spotyka? –  zawsze odpowiadał: – I po co to matce wiedzieć. Nie robię przecież nic złego.

Rzeczywiście, mówił prawdę. Wprawdzie nigdzie nie pracował na stałe, ale zarobić na siebie potrafił i jeszcze dorzucał się do wspólnego życia. We wsi miał opinię całkiem dobrego murarza.  Na swoje utrzymanie zarabiał pracami dorywczymi. Na brak zleceń nie narzekał, bo sąsiedzi często potrzebowali takiej „złotej rączki” do pomocy w gospodarstwie: a to pomóc dach naprawić, a to ogrodzenie postawić albo dom  otynkować i pomalować. On nigdy nie odmawiał! W okresie letnio-jesiennym często najmował się do pomocy przy żniwach. Ale Zdzisiek miał dwie skazy na charakterze. Po pierwsze – nadużywał alkoholu. To nawet niektórzy może i byliby mu w stanie wybaczyć, gdyby nie druga wada – mniejsze i większe kradzieże. Iluż to ludzi pomstowało na niego bo Grabarczyk często łamał siódme przykazanie.  Skradzione przedmioty szybko sprzedawał na niewielkie pieniądze, które z kolei jeszcze szybciej zamieniał na alkohol w którymś z pobliskich sklepów monopolowych.

Grabarczykowi zdarzało się znikać niespodziewanie z domu, jednak po kilku dniach zawsze wracał. Tym razem minął tydzień, a matka nie miała o nim żadnej informacji. Zaczęła dopytywać się sąsiadów o los syna, ale nikt nie potrafił powiedzieć, gdzie jest Zdzisław.

Próbowała zgłosić ten fakt na miejscowym posterunku, ale policjant nie chciał przyjąć zawiadomienia: syn na pewno się odnajdzie, a pani będzie musiała pokryć koszta tych poszukiwań. Przekonał ją, wróciła do domu i dalej czekała…

 

Gdzie jest Zdzisiek?

Dopiero pod koniec października 1998 roku oficjalnie przyjęto zgłoszenie o zaginięciu Zdzisława Grabarczyka. Sprawa rzeczywiście wyglądała na dość zagadkową. Mężczyzna zapadł się pod ziemię. Od początku sierpnia nikt go nie widział i nie wiedział też, co się z nim dzieje. Wykluczono, aby wyjechał za granicę bo mężczyzna nie posiadał nawet paszportu. Ucieczka z miejsca zamieszkania, chęć zerwania rodziną i przyjaciółmi również wydawała się w tym konkretnym przypadku mało prawdopodobna. Grabarczyk wiódł banalnie proste, nieskomplikowane życie. Żył z dnia na dzień, nie snuł żadnych planów na przyszłość. Co zarobił jeszcze szybciej przepijał. Kiedy nie miał ani grosza w portfelu zawsze mógł liczyć na pomoc i wsparcie ze strony matki. Nigdy daleko nie wyjeżdżał, krąg jego przyjaciół i znajomych ograniczał się do ludzi żyjących w promieniu kilkunastu kilometrów. I choć przesłuchano większość z nich to nikt nie potrafił powiedzieć gdzie mógł być Zdzisiek…

 

Co się zatem z nim stało? Nie udało się ustalić, aby na początku sierpnia 1998 roku miał komuś pomagać w pracach budowlanych. Dlaczego zatem okłamał swoją matkę, z którą na co dzień utrzymywał raczej poprawne stosunki. Najprawdopodobniej nie chciał po raz kolejny wysłuchiwać jej dobrych rad o konieczności znalezienia stałej pracy, skończenia z upijaniem się i założeniu rodziny. Może znowu chciał urwać się spod jej kontroli i zabawić się w towarzystwie podobnych jemu „niebieskich” ptaków, które nie wiadomo z czego żyją i zawsze znajdą pieniądze na kilka butelek taniego wina…

Jedna z przyjętych przez śledczych wersji zakładała, że Zdzisław Grabarczyk padł ofiarą nieszczęśliwego wypadku i np. utopił się w rzece lub w pobliskich bagnach. Było to o tyle prawdopodobne, że jeden z sąsiadów widział go jak na przełomie lipca i sierpnia (dokładnej daty nie był w stanie sobie przypomnieć) zbierał grzyby w lesie, nieopodal bagien.

Może Grabarczyk w poszukiwaniu prawdziwków i maślaków zapuścił się zbyt daleko w las, zabłądził i utopił się gdzieś na bagnach. Takie przypadki bardzo rzadko, ale niestety zdarzają. Gdyby tak się stało, to szanse na odnalezienie jego ciała były w praktyce równe zeru!

I chyba tym właśnie tropem poszli śledczy pod koniec lat 90. Wprawdzie kilku mieszkańców wioski, w której mieszkał zaginiony wspomniało mimochodem o krążących w okolicy plotkach, jakoby mężczyzna został zabity w trakcie jakiejś libacji, padało nawet nazwisko domniemanego sprawcy… ale ponieważ nie udało się znaleźć zwłok potencjalnego denata wersja zabójstwa nie była wtedy poważnie brana pod uwagę. Po upływie kolejnych kilku miesięcy, z braku jakichkolwiek punktów zaczepienia sprawa została umorzona, zaś dane Zdzisława Grabarczyka trafiły do policyjnej kartoteki osób zaginionych, a jego fotografia przez dłuższy czas figurowała na stronie internetowej pomorskiej policji. Śledczy mimo wszystko łudzili się, że sprawa znajdzie jakieś wyjaśnienie. Niestety, podejmowane przez nich działania nie przyniosły  żadnego skutku. Wydawało się, że sprawy zaginięcia 32-letniego mężczyzny nigdy nie uda się wyjaśnić.

 

Minęło kilkanaście lat…

Na początku stycznia 2005 roku Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym, powstał specjalny zespół, potocznie nazywany „archiwum X”. W jego skład weszło pięciu policjantów, zajmujących się najtrudniejszymi i najpoważniejszymi przestępstwami, popełnionymi w przeszłości na Pomorzu, ale umorzonymi z powodu niewykrycia sprawców. Dzięki rozwojowi techniki i nowym możliwościom badań w laboratoriach kryminalistycznych, pojawiły się nadzieje na rozwikłanie takich właśnie mrocznych tajemnic z przeszłości. Technika techniką, ale równie ważna jest umiejętność współpracy ze świadkami i przekonanie ich do składania szerszych i dokładniejszych niż w przeszłości zeznań. Pierwszym znaczącym sukcesem było wykrycie sprawców zabójstwa słupskiej aptekarki, zamordowanej w 1989 roku, okrutnie torturowanej przed śmiercią. Kilka miesięcy później  ostatecznie zamknięto sprawę zabójstwa innej kobiety i dzięki badaniom DNA  ostatecznie wyjaśniono, że sprawcą jej śmierci był jej małżonek, który potem popełnił samobójstwo. Minęły kolejne miesiące i śledczy mogli pochwalić się kolejnym sukcesem!

1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze