To miał być spokojny czas dla detektywa Bena Wade’a. Chciał powrócić do rodzinnego miasteczka, aby zmienić swoje życie i uratować małżeństwo. Niespodziewanie okazuje się, że okolica zamienia się w teren łowiecki seryjnego mordercy, który atakuje nocą.

Mężczyzna podkradł się bliżej wzdłuż bocznej ściany budynku. Kobieta nadal tam była: pochylona nad deską kroiła pomidory. Gotowała makaron; gęsta, mączna woń buchała z przesłoniętego moskitierą okna. Aż mu zaburczało w żołądku – odkąd ostatni raz jadł, minęło sporo czasu. Szyba kuchenna perliła się od skroplonej pary, która zmieniała szkło w lustro i przez moment mógł dostrzec odbicie połowy swojej twarzy. Przez ostatnie miesiące zaledwie mu migała –  czubek głowy w lusterku wstecznym, policzek i oko w lusterku bocznym, nos i czoło, gdy nachylony nad zlewem szorował ręce. Twarz miał miękką i chłopięcą, a teraz zmuszony był patrzeć na nią –  na tę dziecinną buźkę – dopóki kobieta nie przesunęła dłonią po szybie i nie wyjrzała przez okno. Zamarł, patrząc na nią, czując przepływający między nimi prąd elektryczny. Jeżeli go zauważy, ucieknie, ale jeśli nie… Za oknem było ciemno i zdawał sobie sprawę, że ona widzi w szybie tylko własne odbicie.

Odnalazł szklane, przesuwne drzwi. Były otwarte, do domu wpadał gorący wiatr. Tylko moskitiera dzieliła go od wyłożonego wykładziną salonu. Pociągnął za klamkę. Zablokowana. Krew uderzyła mu do głowy, lewe oko wpadło w nerwowy tik. Drzwi do piwnicy też były zamknięte od zewnątrz, na żelazny rygiel. Kiedy się zamykały, na powrót stawał się dzieckiem i czuł się jak ptak w naciągniętym na głowę kapturze: mrugał oczami w ciemnościach własnego umysłu, dopóki głos w jego głowie nie zdołał nanizać na nitkę zmyślonych sylab i w jego wyobraźni nie otwierała się przestrzeń, którą ów głos zamieszkiwał, odpędzając od niego strach.

Zablokowana. Moskitiera była zablokowana.

Przyglądał się kobiecie w kuchni, jej pochylonym plecom i zgarbionym ramionom, parze szybującej nad jej głową w chaosie metalicznych pobrzękiwań.

To tylko aluminiowa rama i siatka, chciał jej powiedzieć. Siatka i aluminiowa rama. Durne rzeczy, które cię chronią. Drzwi i ściany, szyby i światła. Nałożył rękawiczki jakby wślizgiwał się w nową skórę, a potem przesunął ostrzem noża wzdłuż aluminiowej ramy – odgłos pękających nitek siatki utonął w kwiku trąbek. Pociągnął i przecięta siatka ustąpiła, torując mu drogę, zapraszając do środka.

Alan Drew, Milczący świadek – JUŻ W SPRZEDAŻY!

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze