Roman od jakiegoś czasu obserwował Helenę. Popołudniami przesiadywał na ławce, tuż przy wejściu do budynku, gdzie odbywały się zajęcia gimnastyczne dla starszych pań.

„Dzisiaj to się nazywa fitness” – poprawił się w myślach. Zawsze to miło popatrzeć na wysportowane ciałko, chociaż większość przychodzących tam kobiet miało przed sobą jeszcze długą drogę do upragnionej figury. Ale co tam, nie ciało się liczy… Roman kilka razy próbował zagadać to jedną, to drugą babeczkę, ale błysnęły mu przed nosem obrączką i tyle było z romansu. Liczył na rozwódkę albo wdowę. Samotną i spragnioną miłości. Romek wiedział, że taką kobitkę trzeba odpowiednio podejść. Aparycję miał jak trzeba, mimo ponad 60. wiosen na karku – to już połowa sukcesu.

– Lala, bucik ci się… rozwiązał – pewnego dnia zawołał do biegnącej na zajęcia Heleny i zaśmiał się rubasznie.

Tak się zaczęło. Helena nieufnie pozwoliła zaprosić się na kawę. Za eklerkę podziękowała. Spotkanie było krótkie, bo kobieta prowadziła biuro rachunkowe i nie miała czasu na randki. W wolnych chwilach przyjeżdżała na zajęcia sportowe. Była wdową. Roman spodobał jej się mimo pewnego nieokrzesania, ale – jak opowiadała koleżankom – miało to swój urok.

On dużo pytał o jej życie i upodobania. Chętnie opowiadała. Takie zainteresowanie to była dla niej nowość. Nie spodziewała się, że jeszcze coś takiego spotka ją w życiu. Była atrakcyjną kobietą i przytrafiali się jej adoratorzy, ale potem okazywało się, że bardziej niż nią zainteresowani są jej majątkiem.

– Może wpadniesz do mnie na obiad? – zaproponowała nieśmiało Helena po kilku tygodniach randkowania na mieście.

– A może na kolację…? – zaryzykował Roman.

– I na to przyjdzie czas – zarumieniała się kobieta.

– Oczywiście, najmilsza. Daj mi tylko znać, co przygotujesz, abym dobrał odpowiednie wino.

Obiad w domu Heleny przebiegał modelowo. Kwiaty, wino, pochwały dla gospodyni. Dla Heleny był to intymny moment. Po raz pierwszy też odważyła się zapytać Romka o jego życie. Coś tam wiedziała, że rozwodnik (z żoną rozwiódł się pod koniec lat 80., a potem miał tylko nieformalne związki), że jeździł po świecie, że teraz emerytura… ale chciała wiedzieć więcej. Ten facet zaczynał ją poważnie interesować i nie wykluczała, że niebawem dojdzie do kolacji… ze śniadaniem.

– Żyłem szybko i intensywnie. Dużo pracowałem. Miałem liczne, męskie zainteresowania i kolegów. Jeździliśmy razem, a to na ryby, a to na grzyby…

– I pewnie wódeczka lała się strumieniami – skomentowała z naganą Helena. – Nie dziwię się twojej żonie, że chciała rozwodu.

– Nawet nie o wódeczkę szło. Znałem umiar. Wolę dobre wino, a kiedyś było o to trudno. Irena była chorobliwie zazdrosna…

– Miała powody? – nerwowo przerwała mu Helena.

– A gdzież tam! To znaczy, nie powiem, dziewczyny oglądały się za mną, ale ja nie byłem tym zainteresowany. Zresztą okazało się, że to ona mnie zdradzała.

– Jak to?! – Helena aż podskoczyła na krześle.

– A tak to! – odpowiedział filozoficznie Roman. – Od pewnego czasu coś mi nie pasowało. Irenka cały czas robiła mi sceny zazdrości, a tymczasem zaczęła się inaczej zachowywać. Stroiła się i mocniej malowała. Początkowo naiwnie myślałem, że rzeczywiście jest zazdrosna i nie chce, abym na inne zwracał uwagę, stąd tak o siebie dba. Jednak było coś jeszcze. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale czułem, że coś przede mną ukrywa. Pewnego wieczora, kiedy poszła wziąć prysznic, przejrzałem jej komórkę… No i wyszło szydło z worka. Płomienne SMS-y, gorące ­MMS-y, jak z telenoweli. Irena miała romans…

Helena patrzyła na Romana coraz większymi oczami.

– Zrobiło się późno, powinieneś już iść – skomentowała zwierzenia. – Aha, i nie dzwoń do mnie więcej… – powiedziała, kiedy sięgał po płaszcz.

Dlaczego Helena zerwała znajomość z Romanem?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze