W Tour de France zachwycał klasą Lance Armstrong. Amerykanin, siedmiokrotny zwycięzca najsłynniejszej kolarskiej pętli, przez lata zaprzeczał, jakoby przyjmował środki dopingujące. Złamał się w 2013 roku w słynnym programie Oprah Winfrey. Co ciekawe, stwierdził wówczas, że nie uważał się za oszusta, bo… brali wszyscy!

– Gdy wygrywałem w Tour de France, na dwieście osób w peletonie może pięć było czystych. Ta piątka to prawdziwi bohaterowie kolarstwa – stwierdził

Sportowiec przyznał się do przeprowadzenia transfuzji krwi i zażywania zakazanych środków, takich jak testosteron czy kortyzon. Mimo to czuł się ofiarą systemu. Twierdził, że ścigał się w niedoskonałych czasach, które wymusiły na nim złe decyzje.

– Wiem, że za późno na skruchę. To tylko moja wina, że przez tyle czasu ukrywałem prawdę. Moje życie było jednym wielkim kłamstwem, ale była to historia idealna – ¬wyznał.

Przyznał także, że nie bał się wpadki, bo najpierw nie było testów na EPO, a gdy się pojawiły, on w czasie wyścigu był czysty. Szprycował się w trakcie przygotowań. Armstrong stwierdził, że dzisiaj takie oszustwa nie byłyby możliwe, ponieważ wprowadzono częste kontrole wyrywkowe, także poza zawodami.

Armstrong został dożywotnio zdyskwalifikowany z zawodowego kolarstwa, z czym się oczywiście nie zgadza. Tytuł zwycięzcy nie został w zastępstwie przyznany nikomu innemu.

– Chciałbym, żeby był zwycięzca. Mówię to jako fan. Tour de France ma potężną wyrwę na liście zwycięzców w czasie I i II wojny światowej, a potem w moich czasach, tak jakby doszło do innej światowej wojny. Historia prostuje pewne rzeczy. Mam wrażenie, że wygrałem te wyścigi – komentował decyzję Armstrong.

Z czasem okazało się, że to luksusowy problem sportowca. W 2014 roku sąd uznał, że Lance musi zwrócić 10 milionów dolarów firmie ubezpieczeniowej SCA, która go sponsorowała. Nie był to jedyny pozew o odszkodowanie…

Wiele osób uważa, że Armstrong przyznał się do winy, by uratować co się da. Twierdzą, że jak lew walczył o współczucie Amerykanów. Tym bardziej, że wcześniej zyskał takie wsparcie. W 1996 roku zdiagnozowano u niego nowotwór. Eksperci zastanawiali się, czy sportowiec nie nabawił się raka jąder (z przerzutami na płuca i mózg) właśnie przez wspomagacze. Po operacji mózgu, wycięciu jądra i wyleczeniu płuc wrócił do sportu.

Trzeba jednak przyznać, że nieuczciwy kolarz uczynił także sporo dobrego. Jego fundacja zebrała wiele milionów dolarów na walkę z rakiem. Na ten cel, on sam przeznaczył także pokaźną część swojego majątku. Ponownie stał się idolem, nie tylko chorych na raka.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze