„Jest młody, żonaty, z dwojgiem dzieci. Wierzy w wartości i wielką przyszłość ustroju socjalistycznego, dlatego decyduje się na wspieranie ZSRR. Jest gotowy dostarczać tajemnice systemu obronnego USA, rzecz jasna – za odpowiednio wysokim wynagrodzeniem” – mówił Daulton Lee oficerowi KGB, siedząc z nim w pokoju przyjęć ambasady ZSRR w Mexico City, przy stoliku ozdobionym dwiema butelkami zamrożonej wódki i czarką z kawiorem.

Był pierwszy tydzień kwietnia 1975 roku. Daulton rozpoczął swą tajną misję zupełnie w swoim stylu: wchodząc bezczelnie do ambasady prosto z ulicy, w samym środku dnia, nie dbając o żadne środki ostrożności. Jego nagła wizyta wywołała trudno skrywane zainteresowanie graniczące z sensacją. Nigdy przedtem się nie zdarzyło, by młody Amerykanin przychodził z propozycją szpiegowską, przynosząc na zachętę oryginalny dokument wykradziony z tajnych archiwów przeciwnika. Dlatego Vasilij Ivanowicz Okana, oficer KBG od tej pory wyznaczony do prowadzenia sprawy, tryskał serdecznością, nalewał wódkę, wznosił toast za przyszłość, kiedy to ZSRR wreszcie będzie rządził Ameryką, lecz przede wszystkim chciał wiedzieć jak najwięcej. Jednak Daulton zachowywał powściągliwość. Nie dodał nic do opisu przyjaciela, a na pytania o system wywiadu satelitarnego odpowiadał skąpo, powtarzając kilka podstawowych informacji uzyskanych od Chrisa. Dopiero gdy na stole pojawiła się koperta zawierająca banknoty „na pokrycie kosztów wizyty”, obiecał większą porcję dokumentów. Zapowiadając jednak, że to będzie sporo kosztować…

Już w tydzień później spotkali się w jednej z restauracji w centrum miasta, w bezpiecznej odległości od ambasady. Daulton trzymał w hotelu większą ilość kart szyfrowych, którymi postanowił karmić klienta stopniowo i skąpo, by podniecić jego apetyt, a tym samym uzyskać większe wynagrodzenie. Prawdziwy, owocny dla obu stron interes ubili 18 maja, podczas trzeciego z kolei spotkania, wyznaczonego na popularnym deptaku Mexico City. Agent Okana przybył ubrany w czarny garnitur i poprowadził Daultona klucząc w tłumie jak zając i rozglądając się uważnie na wszystkie strony do zacisznego zaułka, gdzie przejął dostawę dziesięciu kolejnych kart szyfrowych. Umówili się wieczorem w restauracji Villa Nova, po czym agent szybko odjechał  ze zdobyczą.

Widocznie dostawa przedstawiała dla ekspertów w ambasadzie dużą wartość, bo po sutej i mocno zakrapianej kolacji Okana dyskretnie przekazał Daultonowi sztywną kopertę wypchaną banknotami. Daulton równie dyskretnie zajrzał do środka i z przyjemnością stwierdził, że są to studolarówki. Agent zauważył ten błysk w oku, więc nadal grając serdecznego przyjaciela zaczął domagać się nowej porcji szczegółów i dodatkowych informacji. Chciał wiedzieć jak najwięcej o Chrisie, lecz Daulton trzymał się mocno i nie zdradził nic. Powtórzył jedynie to samo, co podczas dwóch poprzednich rozmów: jego przyjaciel pracuje w kompanii produkującej satelity szpiegowskie. Kocha Związek Radziecki i chce się przyłożyć do utrwalenia pokoju między narodami. Ma dostęp do wręcz niewyczerpanego źródła tajnych dokumentów, więc ich dostawy będą regularne, obfite i wymagające sowitych honorariów.

 

* * *

Jednak agent Okana konsekwentnie dążył do konkretów. Jeszcze biesiada nie dobiegła końca, a on już wydobył z kieszeni zapisany po angielsku karteluszek i odczytał listę zadań dla „przyjaciela”, czyli dla Chrisa. Podać nazwę i lokalizację kompanii. Podać listę nazwisk wszystkich zwierzchników. Zdobyć opis maszyn szyfrujących, ich modele oraz numery seryjne. Postarać się o zakresy i częstotliwości fal radiowych, na których przekazuje się dane zdobyte przez satelity. Zdobyć nazwy i dokładne dane techniczne, przeznaczenie oraz orbity satelitów produkowanych w firmie. Lista żądań świadczyła o gruntownym przygotowaniu radzieckiego wywiadu do tematu oraz zdecydowanych oczekiwań agentów KGB pod adresem Daultona i jego „przyjaciela”.

 

Nastąpiło więc wyraźne nakreślenie warunków gry: my płacimy, ale wymagamy. Pamiętajcie, że nie zadowolimy się byle czym.

Agent zapoznał też Daultona z wyraźnie określonym i surowym regulaminem kontaktów i ostrzegł przed poważnymi konsekwencjami w razie ich złamania. Zabronił jakichkolwiek niezapowiedzianych wizyt w ambasadzie. Zabronił również telefonować. Jedno i drugie groziło wpadką, gdyż ambasada jest pod stałą obserwacją agentów USA i Meksyku, a telefony na podsłuchu. Ustalił dość prosty system porozumienia. Dał Daultonowi rolkę taśmy samoprzylepnej. Na dzień przed żądanym spotkaniem Daulton ma naklejać znak „X” na wyznaczonych słupach telefonicznych w rejonie kilku skrzyżowań w centrum stolicy. Będzie to dla KGB znak, że spotkanie odbędzie się w miejscu z góry wyznaczonym. Agent Okana wręczył Daultonowi zestaw fotografii wyznaczonych skrzyżowań oraz listę miejsc.

– Żadnych wizyt, żadnych telefonów! – powtórzył na pożegnanie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze