–  Oni naprawdę nas potrzebują! Oni wpadli w to wszystko głęboko, po same uszy! – podniecał się naiwnie Daulton Lee, gdy kilka dni później przyleciał na dzień do Los Angeles, by podzielić się ze wspólnikiem pieniędzmi, a właściwie po nowy transport kart szyfrowych. Chris otrzymał swoje pierwsze piętnaście setek, z czego natychmiast kilka oddał Daultonowi w zamian za kokainę. Następnego dnia Daulton odleciał do Mexico City, by kontynuować niebezpieczny biznes.

 

Mroczny świat

Wiosną 1975 roku Chris Boyd wchodził coraz głębiej w mroczny świat podwójnego życia, jakby nie dostrzegając czyhających na niego zagrożeń, lub też celowo je ignorując. Ironia jego losu polegała teraz na tym, że jako strażnik największych tajemnic swego kraju zdobywał coraz większe zaufanie zwierzchników, a zarazem dostęp do informacji wyjątkowo atrakcyjnych dla rosyjskiego odbiorcy.

W ramach szkoleń wewnętrznych znalazł się w grupie pracowników zaproszonych do poznania największych tajemnic firmy. Wziął więc udział w wycieczce do High Bay Area, kopulastej części kompleksu zabudowań TRW Systems, swym wyglądem przypominającej planetarium. Tam dokonywano finałowych testów na nowych modelach satelitów szpiegowskich przed ostatecznym dostarczeniem ich na Przylądek Canaveral na Florydzie lub do kalifornijskiej bazy sił powietrznych w Vandenberg, skąd wystrzeliwano je w kosmos. Chris wreszcie ujrzał całą serię legendarnych „ptaków”, szczególnym zainteresowaniem obdarzając najnowszy model satelity z serii Rhyolite, o powierzchni najeżonej antenami do elektronicznego nasłuchu. Gdy tę „zabawkę” oglądał, ze zdumieniem zauważył, że zachowuje się jak typowy szpieg, próbując notować w pamięci jak najwięcej szczegółów technicznych.

Bo Chris Boyd wciąż jeszcze nie uważał siebie za szpiega. Akurat tej wiosny poznał wreszcie dziewczynę, która potrafiła wywołać w nim uczucie i wypełnić mu niemal cały wolny czas. Młodsza o cztery lata piękna blondynka imieniem Alana studiowała w college, umiała dyskutować na wszystkie interesujące Chrisa tematy, a na dodatek podobnie jak on kochała przyrodę. Chris miał w niej wreszcie właściwą partnerkę do wypraw z sokołem nad ocean i na pustynię. Zaczął doceniać pełnię życia, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że już wkrótce wolność, sokół i dziewczyna staną się tylko częścią wspomnień z utraconego świata.

A może już się zaczynał bać? Coraz więcej pił, korzystając z pogłębiającego się rozprzężenia moralnego wśród załogi „Czarnego Sejfu”. Codzienne pijaństwo stało się tam zwyczajną rutyną. Wybrana szóstka prześcigała się w pomysłach łamania ścisłego regulaminu pracy, wciągając w to starannie wytypowanych wybrańców z innych działów kompanii. Udało im się nawet upić najnowszy nabytek komórki CIA, atrakcyjną blondynkę, która z biesiady w sejfie nie potrafiła wyjść o własnych siłach. Nowością stało się używanie telefonów służbowych do sprzedawania w czasie pracy produktów pewnej kompanii (żywność oraz chemikalia domowego użytku). Chris dał się w to wciągnąć przez kolegę  Normana i miał z tego jakiś dodatkowy zastrzyk gotówki.

Wbrew początkowym oczekiwaniom, kradzież dokumentów nie przynosiła mu rewelacyjnych korzyści. Kilka tysięcy dolarów przekazane przez Daultona z przesadnie wielkim gestem nie zmieniło nic w stylu życia Chrisa.

 

Kasa pod łóżkiem

W odróżnieniu od wspólnika, Daulton Lee pokładał w handlu z Rosjanami ogromne nadzieje. Szpiegowski biznes stawał się ważną częścią jego ustalonego już przepisu na życie. Po ucieczce do Meksyku policja stanu Kalifornia oraz FBI rozesłały za nim listy gończe. Jako poszukiwany przestępca nie zamierzał zrezygnować z przyjemności krótkich wypadów do kraju. Kupił więc metrykę oraz biografię zmarłego narkomana. Występując teraz jako Theodore Philip Lovelance wyrobił sobie nowe prawo jazdy i dokumenty podróżne.

Daulton (lub też „Ted”, bo tak o nim teraz mówiono) wysyłał nadal do USA transporty narkotyków, lecz ważną częścią jego dochodów były regularne transakcje z agentami KGB. Jak się później wydało, przekazywał Chrisowi zaledwie jedną trzecią wypłat. W rezultacie nie rozstawał się z neseserem pełnym studolarówek i znów zasłynął z wielkiego gestu w próbach zdobycia miłości. Jego łupem była teraz Carole, dziewczyna jednego z dilerów, rzeczywiście wybitna kalifornijska piękność, chwilowo wolna z powodu ucieczki jej chłopaka na Florydę z inną, nową pięknością. Daulton wydał na Carole fortunę, goszcząc ją w meksykańskim kurorcie Mazatlan. Gdy wyciągał neseser spod łóżka, a ona pytała skąd bierze się jego szeleszcząca zawartość, Daulton odpowiadał ze szczerą naiwnością:

 

Sprzedaję Rosjanom tajemnice!

O swojej misji szpiegowskiej opowiedział też bratu i kilku znajomym, lecz znając go aż nazbyt  dobrze wszyscy przyjmowali to jako kolejną próbę samochwalstwa i mistyfikacji.

Tymczasem afera szpiegowska przyjmowała coraz bardziej poważny obrót, zaś agenci sowieckiego wywiadu podejmowali subtelne lecz wytrwałe wysiłki, by przejąć całkowitą kontrolę nie tylko nad Daultonem, lecz przede wszystkim nad ciągle dla nich nieosiągalnym, zagadkowym „przyjacielem”. W lipcu, gdy Daulton zwiększył częstotliwość dostaw i niemal co tydzień oklejał taśmą słupy na skrzyżowaniach centrum Mexico City domagając się spotkań z kontrahentami, agenci KGB zaczęli zdradzać pierwsze oznaki niecierpliwości. Do urabiania Daultona zaangażowano – oprócz agenta Okany – starszego wiekiem szpiega o pseudonimie „Pułkownik”. Daulton nadał mu pseudonim „Steely Teeth”, ze względu na obfitość metalowych zębów ujawnianą podczas rzadkich przypływów dobrego humoru. Spotykali się odtąd w trójkę, w restauracjach, w parkach, a nawet w ambasadzie ZSRR, dokąd amerykańskiego partnera dostarczano w pozycji  leżącej na tylnych siedzeniach ogromnego samochodu. Negocjacje podlewano ogromną ilością alkoholu, okraszano dawką udawanej serdeczności i toastami za pokój i zdrowie „towarzysza Daultona”, lecz nawet w stanie dużej nietrzeźwości Amerykanin wyczuwał fałsz, napięcie i wrogość. Był jednak naiwny i przeliczając w hotelu zawartość coraz to nowej koperty ze studolarówkami cieszył się jak dziecko, że znowu „nabrał Ruskich”…

Ludzie KGB poznali jednak jego słabe strony i to oni byli górą. Najmocniej strzeżone i niedostępne tajemnice wroga kupowali niemal za bezcen. Wiedząc niemal od razu, że Daulton jest zaledwie płotką i chorobliwie chciwym pośrednikiem zasługującym wreszcie na wyeliminowanie z gry, zamierzali teraz dotrzeć do kury znoszącej złote jajka. Chcieli zdobyć dane Chrisa, by nawiązać z nim bezpośredni kontakt z wykluczeniem Daultona i przy pomocy szantażu wyeksploatować go maksymalnie.

Na początku września, gdy Daulton dostarczył od Chrisa kolejną porcję dokumentów ostemplowanych „Ściśle tajne”, agentom niemal udało się osiągnąć ten cel. Siedząc znów w dobrze znanym pokoju przyjęć w ambasadzie, Daulton łatwo łykał niewyszukane komplementy Rosjan, upajał się swoją niezwykłą rolą i pił na umór. W stanie niemal urwanego filmu stracił kontrolę i częściowo ujawnił imię partnera, zniekształcając je po hiszpańsku, oraz zdradził wszystko co wie o jego funkcji w „Czarnym Sejfie”i kompanii TRW Systems. Rozgadał się również na temat rodziny „Christobala”, z własnej inicjatywy dostarczając informacje o służbie ojca Chrisa w FBI oraz w komórce do spraw bezpieczeństwa zakładów przemysłu zbrojeniowego.

Rosjanie słuchali bełkotliwej spowiedzi-monologu z ledwie skrywanym zachwytem. Daulton zapragnął w zamian natychmiastowych korzyści. W ramach zapłaty za kolejną porcję „towaru” zażądał dostawy radziecką pocztą dyplomatyczną ogromnego transportu (10 kg!) kokainy z Limy w Peru do Los Angeles. Agentom KGB ze zdumienia opadły szczęki, lecz potakiwali grzecznie, nie wyrażając jednak słownego zobowiązania. Wiedzieli już przecież, że ten bezczelny kryminalista i narkoman wypada właśnie z gry.

Tadeusz Wójciak

Na ostatnią część jej pasjonującej historii zapraszamy już jutro!

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]