Dziewczyny niepokoją się, jak naprawdę jest z tym brakiem dozoru. Czy rzeczywiście nikt nie wchodzi. „Cukiereczek” pisze: My to mamy farta, bo nikt nie wchodzi, a nawet pokój zamykany jest na klucz i w razie czego najpierw słychać, jak ktoś próbuje przekręcić zamek. „Nika” (kolejna włączająca się w rozmowę) zwierza się: Kiedy byłam na takim widzeniu na Służewcu pokój nie był zamykany na klucz, ale nikt nie wszedł. Cały czas byłam zestresowana.

Następna nowa forumowiczka „Aga” nie dziwi się, że „Nika” mogła być zdenerwowana i chwali wstrzemięźliwość swojego chłopaka: Mój twierdzi, że z „tymi rzeczami” lepiej poczekać na przepustkę, ale czasami emocje biorą górę. „Nika” potwierdza, że nad rodzącym się pożadaniem czasem ciężko zapanować: Kto nie ryzykuje, ten nie ma. Dobre i pół godziny – na koniec wyciąga wnioski.

Widać, że „Nika” bardzo przeżywa rozłąkę, bo pod każdą jej wiadomością pojawia się informacja: „Bez Ciebie znikam – już od 856 dni”. Oczywiście, z każdym dniem ta liczba rośnie.

Dziewczyny na forum rozmawiają nie tylko o bezdozorowych spotkaniach w intymnych salach, ale również tych, gdzie jest ograniczony dozór, czyli np. czuwa oko kamery. Stwierdzają, że lepiej tak się widzieć, niż w sali pełnej obcych osób. Te, które trafiają na forum po raz pierwszy nie kryją zadowolenia. To dla nich źródło wiedzy i nadziei. „Asiula” pisze: Nie wierzyłam, że takie spotkania są możliwe. Jest jakieś światełko w tunelu – ekscytuje się dziewczyna. – Tylko czy trzeba być koniecznie żoną? Mamy dziecko, może to coś zmienia? – zastanawia się. „Mała” uspokaja „Asiulę”: W każdym zakładzie istnieje taka możliwość. Wszystko zależy czy dany zk ma taką salę. No i jaki jest wychowawca lub dyrektor. W jednym zakładzie patrzą, czy jesteś żoną lub konkubiną, w innym nie wnikają. Musisz zobaczyć jak to jest u Twojego Łobuza. „Asiula” dziękuje za odpowiedź, zwierza się, że bardziej jej chodzi o to, aby córka mogła trochę pobyć z ojcem, ale jej zdaniem takie intymne sam na sam, też nie byłoby złe. Dalej pyta „Małą”: Jak myślisz, co wpływa na decyzję o takim widzeniu? „Mała” odpowiada natychmiast: To nagroda. Może być ze szkoły np. za frekwencję czy oceny, albo za sprzątanie. Mój Łobuz dostał kiedyś za posprzątanie kaplicy. Najlepiej będzie jak twój pójdzie do wychowawcy i zapyta, co powinien zrobić, aby dostać taką nagrodę – radzi.

Nieaktywna do tej pory „Jula” również zaczepia „Małą”, która wśród dziewczyn wyrasta na specjalistkę w tym temacie: A co ja mam zrobić, jak mojemu M. powiedzieli, że na takie widzenie nie ma szans, bo ma  za krótki wyrok. Chyba dla nich krótki, bo do końca zostało 7 miesięcy!!! Dla nas to szmat czasu. Niezawodna „Mała” uspokaja: Napisz wniosek do wychowawcy, albo jeszcze lepiej do dyra i poproś o bezdozorowe widzenie. Wcale nie jest powiedziane, że wam odmówią. „Jula” obiecuje, że zajmie się tematem. Nie wie tylko jak uzasadnić wniosek. Do dyskusji włączają się inne osoby, które podpowiadają, aby napisała, że to pomoże podtrzymać albo zacieśnić więzi rodzinne. Inne forumowiczki sugerują, aby napisać, że takie widzenie będzie miało pozytywny wpływ na stan psychiczny osadzonego. Sugerują też, że może lepiej „pogadać” z wychowawcą. I tu znowu dochodzi do ożywionej dyskusji, z której wynika, że „tylko papier, nic na gębę”. Wymieniające się informacjami dziewczyny uspokaja „Mała”: Nigdzie nie jest powiedziane, że osadzony na ponad rok ma prawo się starać o intymne widzenie, a taki poniżej roku nie. Każdy ma prawo się starać. Pytanie tylko czy zostanie zatwierdzony przez wychowawcę. Najlepiej jak napiszesz wniosek, a Twój Łobuz będzie grzeczny.

 

Do dyskusji włącza się nowa dziewczyna – „Mery” i chwali się swoim sukcesem, zachęcając koleżanki do pisania wniosku: Napisałam do dyrektora zk w którym mój siedzi i poprosiłam o ulgę dla mojego Łobuziaka. Wprost poprosiłam o bezdozorowe „mokre”. Zgodę dostałam. Aha, poprosiłam też o połączenie godzin widzeń, bo przecież taka godzinka w intymniaku to mało!

Jedna z dyskutujących dziewczyn przyznaje, że też za pierwszym razem dostała zgodę po napisaniu wniosku, ale za drugim razem odmówiono im widzenia, argumentując, że mają „za duży kontakt”. Forumowiczki oburzają się na taką odpowiedź, przecież „kontakty z rodziną sprzyjają resocjalizacji” – komentują fachowo.

 

***

Te szczęściary które mogą spotkać się sam na sam ze „Swoim” mają różne dylematy. Od posiadania wyżej wspomnianych już prezerwatyw, po informowanie na bramie, po co przyszły. „Gabi” pyta: Mój jest w Iławie. Dostaliśmy widzenie intymne. Trochę się stresuję, co mam powiedzieć na bramie, jak będę się zgłaszać na takie widzenie. Boję się, że jak powiem, że bezdozór, to zaprowadzą mnie tam, gdzie są kamery. Intymne trochę głupio brzmi. A wy jak mówicie? – dopytuje. I tutaj ponownie wiedzą wykazuje się „Mała”: Albo powiesz intymne albo bezdozorowe, w osobnym pomieszczeniu. Przecież oni w systemie widzą, jaki masz rodzaj widzenia. Chociaż faktycznie lepiej to zgłosić. Pewnie zapytają czy przy stoliku czy w oddzielnym pomieszczeniu. Po rewizji i tak pewnie zaprowadzą cię na zwykłą salę, aby zrobić zakupy w kantynie. Pewnie tam doprowadzą Twojego Łobuza z oddziału, a później razem zaprowadzą do intymniaka.

„Kasiulek” dyskutuje z „Małą”, jak to u niej bywało. Dziewczyny wymieniają się wiedzą, popartą oczywiście doświadczeniem. „Kasiulek” stwierdza, że to ona ma rację, bo jej jeździł po ośmiu zk i as (Areszt Śledczy). Podobno co kraj to obyczaj, a co areszt to zwyczaj. Tę słuszną regułę potwierdza „Nika”: Tam, gdzie był mój mąż, na bramie nie musiałam nic mówić. Czekałam na widzenie ze wszystkimi. Siadałam przy którym chciałam stoliku i czekałam aż przyprowadzą mojego. To on musiał iść do okienka i powiedzieć, że chce intymniaka, a wtedy oni sprawdzali w komputerze czy mu się należy. Jak wszystko się zgadzało, to informowali, który pokój jest nasz. Najgorzej było raz, jak jechałam nastawiona na intymniaka, a na miejscu okazywało się, że nie ma wolnego pokoju. Wyszło tak, że mieliśmy zwykłe widzenie. Nie było nam to na rękę, ale co zrobić? Wtedy był taki oddziałowy, który nie lubił mojego i zrobił to po złości.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze