Wiek XIX, który przyniósł duży postęp cywilizacyjny, pogłębił wraz z rozwijającym się kapitalizmem różnice między bogatymi i biednymi. Miało to konsekwencje dla rozwoju prostytucji: z jednej strony wzrósł popyt na płatne usługi seksualne wśród dobrze prosperującej części społeczeństwa, z drugiej zaś ogromnie zwiększyła się podaż. Wiadomo bowiem, że nędza była i jest najpoważniejszą siłą spychającą rzesze kobiet do uprawiania nierządu.             

W dziewiętnastym wieku zmienił się również stosunek opinii publicznej do nierządu. Zaobserwować to można zwłaszcza wśród tej części lokalnych społeczności, które aspirowały do miana „porządnych”, niekoniecznie spełniając w praktyce wszystkie kryteria w tym względzie. Efektem tego była w naszym kraju „dulszczyzna”, niestanowiąca zresztą tylko krakowskiego wynalazku; „kołtuństwo” stanowiło cechę ówczesnego mieszczaństwa w ogóle.

Zjawisko to występowało w największym natężeniu w wiktoriańskiej Anglii, gdzie osiągnęło stopień wręcz pokazowy.

Moralne zakłamanie sprawiało, że oburzano się głośno na rozwiązłość i „porubstwo”, po cichu zaś panowie, zarówno wolni, jak i ojcowie rodzin, uczęszczali do licznych w tym czasie burdeli lub deprawowali służące i szwaczki, które zasilały potem armię sprzedajnych kobiet działających na własną rękę.

W owej epoce krańcowej pruderii więcej było prostytutek niż kiedykolwiek przedtem lub potem na przestrzeni całej historii Zachodu – twierdzi Nickie Roberts, autorka głośnej książki „Dziwki w historii”, będącej bardziej pamfletem na stosunki społeczne i zakłamanie moralne niż historią prostytucji. Słowa te – jak zobaczymy dalej – doskonale pasują i do polskiej rzeczywistości epoki fin-de-siécle, czyli końca XIX wieku.

 

Zaostrzenie kursu

We Francji, która była od wieków nie tylko kolebką mody, ale i dostarczycielką obyczajowych wzorców, po okresie rewolucyjnego libertynizmu przyszły dla prostytutek czarne dni. Napoleon, chociaż sam uwielbiał i praktykował postronne miłostki, dla płatnego seksu nie miał żadnego zrozumienia, jako że rozprzestrzeniające się  „francuskie dolegliwości” dziesiątkowały jego armię o wiele skuteczniej niż nieprzyjacielskie kartacze i czyniły niezdolnymi do boju nawet najbardziej heroicznych wiarusów. Wyrozumiały okazał się tylko dla niewiernych mężów; słynny kodeks nazwany jego imieniem i zawdzięczający wiele rozwiązań jego prawniczemu geniuszowi, obowiązujący od 1804 roku i stanowiący wzór dla prawodawców nie tylko Europy – przewidywał karę do dwóch lat więzienia dla niewiernych żon. Mężowie natomiast mogli je zdradzać bezkarnie, czy to ze stałymi, czy też okazjonalnymi kochankami.

Inicjatywie „małego kaprala” zawdzięcza też swe powstanie policja obyczajowa (police des moeurs), której funkcjonariusze od 1810 roku zapisywali w specjalnych rejestrach zawodowe prostytutki, pilnie bacząc, by poddawały się one obowiązkowym, okresowym badaniom lekarskim (na okoliczność chorób wenerycznych).

Gdy stwierdzono taką przypadłość, delikwentkę czekała przymusowa kuracja w warunkach podobnych do więziennych w osławionym szpitalu św. Łazarza.

W ciągu pierwszej połowy XIX wieku drobiazgowe przepisy uprzykrzające życie francuskim prostytutkom uległy takiemu uszczegółowieniu i zaostrzeniu, że właściwie mogły one „łowić” bezkarnie klientów tylko na Sekwanie, jak to złośliwie zauważyła cytowana już tu Nickie Roberts. Wszystkie ulice były bowiem dla nich zakazane; w wielu rejonach miasta nie mogły uprawiać swojej profesji, nie wolno im było wystawać w oknach ani bramach. Wolno im było tylko pracować w domach publicznych, nad którymi policja obyczajowa sprawowała wnikliwą kontrolę do tego stopnia, że nawet nazwiska klientów wpisywane być musiały do specjalnych ksiąg.

„Obyczajówka” stopniowo brała w karby nie tylko „kobiety upadłe”; z czasem w krąg jej zainteresowań weszły prócz prostytutek także i te samotne niewiasty, zwłaszcza z nizin społecznych, które np. często zmieniały kochanków, niekoniecznie ciągnąc z tego zyski. Nękano je, zamykano w areszcie, szantażowano. Wszystko to czyniono w imię „publicznej moralności”.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze