Była piękną, bardzo seksowną kobietą, szatynką o dużych oczach. Stanisław S. zadurzył się niej po uszy. Zawsze, gdy była blisko, odczuwał silne podniecenie. Postanowił nie czekać na zrządzenie losu, a wziąć „sprawy w swoje ręce”. Choćby siłą…

Klub „Topaz” przy ul. Bohaterów Westerplatte w czasach Polski Ludowej był nie tylko rozpoznawalnym miejscem na rozrywkowej mapie Zielonej Góry, ale lokalem wręcz kultowym. Ludzie nieomal zabijali się, by zdobyć wejściówki na tutejsze zabawy sylwestrowe. Z dużych, rozbudowanych schodów „Topazu” oglądało się parady winobraniowe, ale to nic przy bardziej pikantnych rozrywkach. Kilka razy w miesiącu w klubie odbywały się wieczory ze striptizem.

Nic dziwnego, że „Topaz” przyciągał publikę, nie tylko zresztą polską. W Zielonej Górze do dziś wspomina się Szwedów, którzy rozbudowywali miejscowe Zakłady Mięsne w Przylepie, a wieczorami przesiadywali właśnie w „Topazie”. Był jednym z kilku lokali, obok Witebskiej czy Ratuszowej, w których się po prostu bywało. O ile klient z zagranicy, przyzwyczajony do dostępności rozrywki, przychodził do klubu „na luzie”, o tyle dla polskiego gościa wizyta w restauracji była „wydarzeniem”. Panowie przestępowali progi takich przybytków wbici w garnitury i pod krawatami.

W 1987 roku w klubie „Topaz” jako kelnerka pracowała 33-letnia Krystyna. Samotnie wychowywała syna. Do Zielonej Góry przyjechała znad morza, ze Świnoujścia, gdzie skończyła szkołę handlową. Pochodziła z Głogowa na Dolnym Śląsku. Była piękną kobietą. Miała włoski typ urody – ciemne oczy, włosy, karnację. Mężczyźni wodzili za nią wzrokiem.

Pod koniec lat 80. „Topaz” nadal był liczącym się lokalem na rozrywkowej mapie miasta, choć brakowało już tego prestiżu sprzed dekady. W czasach gierkowskich wydawało, się że smutny i szary PRL, może na swój „socjalistyczny” sposób również być szczęśliwym miejscem do życia, oferować konsumpcję przynajmniej zbliżoną do tego, z czego mogli korzystać ludzie na Zachodzie. Były to oczywiście mrzonki. Pod koniec Polski Ludowej krajem wstrząsał chroniczny kryzys gospodarczy i polityczny.

Krystyna, jak wielu wówczas, szanowała swoją pracę. Nie miała zresztą wyboru, jako samotna matka…

Łowca

Stanisław S. – z zawodu elektryk – miał 27 lat i na swoim koncie już pokaźne kryminalne „portfolio”. Pochodził ze Sławy, ale mieszkał na Śląsku. Tu zaliczył pierwszy wyrok – 7 lat więzienia za podduszanie i okradnie sąsiadek. Młodzieniec nie odsiedział pełnej kary. Wyszedł wcześniej za dobre sprawowanie.

W listopadzie 1987 roku trafił do Zielonej Góry w odwiedziny. Już wcześniej bywał tu u znajomych i znał lokal „Topaz”. Urodziwa kelnerka o włoskim typie urody szybko zwróciła jego uwagę. Szukał jej wzrokiem, jednak ona go unikała…

 

Poznaj kulisy tragicznej historii kelnerki z klubu „Topaz” sięgając po „Detektywa Extra” 2/2019.

Kwartalnik „Detektyw Extra–Kryminalny świat PRL-u” nr 2/2019 w sprzedaży od 23 kwietnia 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze