Ten nieco zaskoczony kiwnął głową na zgodę i szybko dodał: – Kupisz następną butelkę. Ale ze mną jest jeszcze dwóch znajomych. Siedzą w moim samochodzie. Pojedziemy na łąki, jedź za nami – zapowiedział Marcin R., po czym wsiadł do Jeepa i pomału odjechał. Michał J. posłusznie ruszył za nim swoim Renault.

Samochody przejechały kilka kilometrów w kierunku obrzeży miasta. Tam były żołnierz Legii Cudzoziemskiej zatrzymał Jeepa przy jednym z sadów owocowych. Po chwili przesiadł się wraz ze swoimi towarzyszami do dostawczego samochodu Michała J. Kiedy skończyła się pierwsza butelka wódki, sklepikarz zaproponował, że teraz on stawia. Wyciągnął z kieszeni pieniądze.

– Niech młodsi pojadą po flaszki. Możecie jechać moim Jeepem – łaskawie zezwolił Marcin R.

Dariusz W. i Andrzej K. mało się nie pobili, który z nich będzie kierował „terenówką”. Po kilkunastu minutach wrócili z wypełnioną wódką i napojami reklamówką. W ciągu kilku godzin mężczyźni wypili 3 lub 4 półlitrówki wódki. Byli mocno wstawieni.

 

Trzy wersje zbrodni

 I w tym momencie relacji z przebiegu feralnego wieczoru pojawiły się rozbieżne wersje. Były legionista twierdził, że mało pamięta z dalszej części spotkania, ponieważ rzadko pije alkohol i ma… słabą głowę. Przekonywał, że w pewnym momencie popijawy wsiadł do swojego Jeepa i odjechał. A jego kompani zostali w aucie sklepikarza. Co się działo dalej? Nie wiedział.

Według wersji podanej przez Dariusza W., w czasie picia doszło do kłótni i bójki między sklepikarzem, a byłym legionistą.

– Marcin uderzył kilka razy Michała, potem wypchnął go z samochodu. Michał nie ruszał się. Wrzuciliśmy go do bagażówki i pojechaliśmy w inne miejsce. Tam rozebraliśmy Michała, ubranie wrzuciliśmy do jakiegoś pojemnika w jego aucie. Pojechaliśmy jeszcze dalej. Potem widziałem, że auto sklepikarza płonie – mgliście opowiadał Dariusz W.

Jeszcze inaczej zapamiętał tragiczny wieczór Andrzej K. Według jego relacji w trakcie picia sklepikarz zaczął kpić z Dariusza W., który aż poczerwieniał ze złości. Po chwili wyciągnął Michała J. z samochodu i okładał pięściami starszego od siebie mężczyznę. Ten szybko stracił przytomność. Wobec tego pozostali wciągnęli go do auta i pojechali w inne miejsce. Potem dalej pili alkohol.

– Nagle Darek wyciągnął Michała z samochodu. Zaczął go znowu bić. Zobaczyłem, że ma w ręce taki duży nóż masarski. Widziałem jak zadawał ciosy Michałowi. Tym nożem odciął mu głowę. Poszedłem na bok wymiotować. W tym czasie ktoś podpalił samochód Michała – wyjaśniał Andrzej K.

Już po pierwszych przesłuchaniach policjanci nie mieli wątpliwości, że wszyscy trzej mężczyźni nie mówili prawdy. Co ukrywali?

 

Ze szczególnym okrucieństwem

Szokujące informacje przyniosła sekcja zwłok Michała J. Okazało się, że mężczyzna został przejechany samochodem. I to nie raz, ale kilka. Miał też liczne złamania kości twarzy. Obrażenia te powstały jeszcze za życia ofiary. Nie udało się określić przyczyny zgonu. Z pewnością nie żył już, kiedy jego oprawcy podpalili samochód.

Wobec rozbieżności w wyjaśnieniach podejrzanych, a także nowych faktów, które wyszły w czasie sekcji, policjanci przeprowadzili konfrontację. Żaden z podejrzanych nawet nie udawał zaskoczenia tym, że funkcjonariusze wiedzieli o przejechaniu Michała J. samochodem. Zarówno Andrzej K. jak i Dariusz W. wskazywali na Marcina R. Ten w końcu się przyznał.

– Zrobiłem to, kiedy Darek odciął głowę Michałowi. Ciało miało drgawki. Chciałem przerwać mu męczarnie i przejechałem po nim samochodem – tłumaczył były żołnierz Legii Cudzoziemskiej.

W kolejnych przesłuchaniach każdy z podejrzanych umniejszał swoją winę i usiłował odpowiedzialnością za śmierć właściciela sklepu obciążyć pozostałych.

W końcu prokurator oskarżył wszystkich trzech mężczyzn o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem Michała J. Według ustaleń oskarżyciela, wszyscy trzej brali udział w biciu Michała J., po czym Marcin R. przejechał swoim samochodem kilka razy po ciele ofiary, na koniec Dariusz W. odciął mężczyźnie głowę. Dla zatarcia śladów oskarżeni spalili zwłoki w samochodzie.

 

Zapomnieli jak zabijali

 Sprawa zabójstwa Michała J. trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Kielcach. Był to jeden z najbardziej bulwersujących procesów, jakie toczyły się w ostatnich latach w tym sądzie. Ze względu na przeszłość Marcina R. i jego wyszkolenie w Legii Cudzoziemskiej, sądowej sali strzegli w trakcie rozpraw uzbrojeni po zęby antyterroryści. Wdowa po zamordowanym oraz  brat zdecydowali się zostać oskarżycielami posiłkowymi. Z ogromnym bólem słuchali słów, jakie padały w sądzie.

 

Jako pierwszy wyjaśnienia składał były żołnierz Legii. Bez żenady przyznał, że jako legionista stacjonował w Ruandzie, Czadzie i na Bałkanach. Mniej rozmowny był w sprawie morderstwa właściciela sklepu. Bijąc się w piersi przekonywał wszystkich, że w czasie zajścia był pijany i nic nie pamięta. Wobec tego sędzia odczytał mu wyjaśnienia ze śledztwa, w tym przesłuchanie dotyczące przejechania samochodem po ciele ofiary.

– Podczas śledztwa byłem w szoku. Rzadko piję alkohol. Nic nie pamiętam – beznamiętnie wyjaśniał w sądzie.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]