Jeszcze inną linię obrony przyjął Dariusz W. Ten młody mężczyzna twierdził, że wszystkie jego wcześniejsze wyjaśnienia zostały wymuszone biciem przez policjantów.

– To nie są moje słowa, tylko policjantów. W komendzie byłem nieprzytomny ze strachu. W czasie tamtej popijawy, to Michał mi ubliżał, śmiał się ze mnie. Uderzył mnie nawet, to mu oddałem. Tak go pobiłem aż stracił przytomność. Wprawdzie był wyższy i tęższy ode mnie, ale ja biłem na oślep i dałem mu radę. On był pobity, dławił się krwią, ale żył. Nie odciąłem mu głowy. Nikt po nim nie przejechał samochodem. Nie wiem, co się wydarzyło. Jak odjeżdżaliśmy, to auto się nie paliło – mówił Dariusz W. patrząc wdowie prosto w oczy.

Również trzeci z oskarżonych był w sądzie małomówny. Nie przyznał się do winy. Nie chciał wyjaśniać, ani odpowiadać na pytania. Tak jak pozostali twierdził, że nie pamięta, co się działo.

– Nie widziałem noża. Nie widziałem, aby ktoś przejeżdżał po ciele Michała. Ubarwiłem swoje wyjaśnienia w śledztwie. Wydaje mi się, że to Darek zabił Michała w czasie bójki – mówił Andrzej K. i przez ramię zerkał na reakcję współoskarżonych. Ci przyjęli jego słowa z zadowoleniem.

Sąd powołał na świadków pracowników automyjni, którzy potwierdzili, że oskarżeni zlecili mycie Jeepa Cheeroke dzień po zabójstwie.

Mimo to na tapicerce samochodu pozostały brunatne ślady krwi. Były legionista nie umiał wytłumaczyć, skąd się wzięły w jego samochodzie. Inni świadkowie potwierdzili, że feralnego dnia widzieli zaparkowane koło siebie na łące samochody: ofiary i byłego legionisty. Auta stały tam kilka godzin.

Wstrząsające zeznania złożyła żona Michała J. Kobieta opisała odnalezienie spalonego auta w lesie. Był przy tym również brat ofiary.

– Modliłem się, aby w spalonym samochodzie nikogo nie było. Z tyłu auta zobaczyłem jednak zwęglone zwłoki bez głowy. Uciekłem z stamtąd z krzykiem. Brat był lubiany i szanowany. Kiedyś zorganizował zbiórkę pieniędzy na leki dla ojca oskarżonego, Dariusza W. – mówił przez łzy brat zamordowanego.

 

Strach przed dożywociem

 Prokurator nie miał wątpliwości, co do winy  oskarżonych i zażądał dla wszystkich dożywocia. Dopiero wówczas dotarło do nich, jak sroga czeka ich kara. Najbardziej wystraszony był Andrzej K. Poprosił sąd o złożenie dodatkowych wyjaśnień. Stwierdził, że nie chce być skazany za czyjeś grzechy.

– Do tej pory twierdziłem, że nie widziałem noża. Myślałem, że pomogę w ten sposób Dariuszowi W. Ale nie mogę tego dłużej ciągnąć. Każdy z nas musi odpowiedzieć za swoje czyny – zaczął wyjaśnienia Andrzej K., a w sądowej sali zapadła grobowa cisza. Nawet współoskarżeni wyglądali na zaskoczonych i z uwagą wpatrywali się w byłego kompana.

– Jak przyjechaliśmy do tego drugiego miejsca, na tych łąkach, to Darek wyciągnął z samochodu Michała. Bił go, tamten leżał na ziemi i jakby się bronił. Machał rękami. Próbowałem odciągnąć Darka, ale nic to nie dawało. Nagle on poszedł do kabiny samochodu. Kiedy wrócił trzymał w ręce długi nóż rzeźnicki. Siadł na Michale i zadał mu kilka ciosów nożem w brzuch i pierś. Ranny charczał, coś mówił. Potem Darek podciął Michałowi gardło. Śmiał się, kiedy tryskała na niego krew. Widziałem jak wstał i trzymał odciętą głowę za włosy – spokojnie relacjonował młody mężczyzna.

Po tych wyjaśnieniach wstał były legionista i potwierdził, że rzeczywiście tak było.

– Co wy mówicie? To jakaś wymyślona historia! Nikt w nią nie uwierzy – denerwował się na byłych kolegów Dariusz W.

 

Więcej niż zabić

Wyrok zapadł 18 lipca 2002 roku. Sąd Okręgowy w Kielcach skazał za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem: Dariusza W. na dożywocie, byłego legionistę Marcina R. na karę 25 lat, zaś Andrzeja K. na 15 lat więzienia.

Chcieli więcej niż zabić. Chodziło im o wyżycie się, udręczenie ofiary. W trakcie picia alkoholu doszło do drobnego incydentu, który sprowokował oskarżonych do pobicia Michała J. Potem Marcin R. przejechał kilka razy po ciele. Ofiara jeszcze żyła. Wobec tego Dariusz W. zadał ciosy nożem. Jego zachowanie było wyjątkowo drastyczne. Tylko dożywotnia izolacja uchroni społeczeństwo przed nim – uzasadniał wyrok przewodniczący składu.

Sędzia podkreślił, że oskarżeni są wysoce zdemoralizowani. W trakcie procesu ani razu nie okazali refleksji, czy skruchy.

Brat zamordowanego właściciela sklepu przyznał po ogłoszeniu orzeczenia: „Kiedy się straci najbliższą osobę, to żaden wyrok nie jest satysfakcjonujący”.

Od wyroku kieleckiego sądu apelację złożyli zarówno prokurator, jak i obrońcy oskarżonych. Marcin R. skierował do Sądu Apelacyjnego w Krakowie pismo, w którym chlubił się służbą w Legii Cudzoziemskiej.

– Dostałem pięć medali za swoją służbę w Legii. Nie jestem zdemoralizowany – przekonywał były legionista sędziów apelacji.

Sąd Apelacyjny w Krakowie podtrzymał wyrok pierwszej instancji wobec byłego żołnierza Legii, który o warunkowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać dopiero po odbyciu 18 lat kary. Sąd w Krakowie łagodniej potraktował jedynie Dariusza W. i zmniejszył mu karę z dożywocia na 25 lat. Sędziowie dostrzegli okoliczność łagodzącą wyrok pierwszej instancji – Dariusz W. nie był wcześniej karany. O warunkowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać dopiero po spędzeniu 20 lat w więzieniu.

Były legionista usiłował jeszcze przekonać Rzecznika Praw Obywatelskich o wniesienie w jego sprawie kasacji do Sądu Najwyższego. Rzecznik odrzucił prośbę skazanego.

W tym makabrycznym morderstwie trudno jednoznacznie wskazać motyw zbrodni. Można jedynie przypuszczać, że mordercy zabili dla samego zabijania. Z chęci popisania się własnym okrucieństwem. Dariusz W. chwycił za nóż, aby zaimponować byłemu legioniście i pokazać, że potrafi zabić z zimną krwią.

Katarzyna Strzelecka

Wszystkie personalia zostały zmienione.

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]