W październiku 1921 roku Okręgowy Sąd Wojskowy w Warszawie rozpatrywał sprawę porucznika Witolda Rozego; pobierał on wynagrodzenie za fikcyjnych oficerów narażając Skarb Państwa na stratę ponad 40 tysięcy marek polskich.

Ponadto oskarżono go o przywłaszczenie puszki marmolady i wyłudzenie 7 obiadów z kantyny.

Do przestępstwa – stwierdził Roze – skłoniło go to, iż od czasu postrzału w nogę stał się morfinistą. Na morfinę i kokainę wydawał 3-4 tys. marek miesięcznie, a tylko tyle zarabiał. Na wniosek obrony sąd powołał biegłych psychiatrów; nie stwierdzili u niego objawów patologicznych, które cechuje głód narkotyczny. O wpół do pierwszej w nocy zapadł wyrok: rozstrzelanie. Tylko taką bowiem karę przewidywała ustawa z sierpnia 1920 roku („sierpniówka”) za przestępstwa popełnione przez osoby wojskowe z chęci zysku (w marcu następnego roku sankcją taką objęto również urzędników – była to tzw. „marcówka”). „Roze – odnotowała „Rzeczpospolita” (1921 nr 281 wyd. wiecz.) – przyjął wyrok spokojnie”.

Adwokat oskarżonego Wacław Zaczyński odwołał się od tego wyroku, podkreślając, że Roze jest osobnikiem anormalnym, nałogowym morfinistą. Ekspertyza psychiatryczna na rozprawie – dowodził – była dokonana w sposób nienależyty i niezgodny z ustawą. Najwyższy Sąd Wojskowy uznał jego zarzuty i wyrok pierwszej instancji unieważnił, polecając wykonać nową ekspertyzą i uzupełnić śledztwo.

Porucznik Roze uniknął plutonu egzekucyjnego. Z „Gazety Warszawskiej” (1935 nr 114B) wynika bowiem, że władze sądowe uznały go w końcu za trwale niebezpiecznego dla otoczenia i osadziły na stałe w zakładzie dla psychicznie chorych w Grodzisku.

Przebywał tam z innymi nałogowcami: niejakim Grabowskim okrzykniętym „królem morfinistów” oraz Janem Kuszczyńskim, który wpadł w nałóg jeszcze w 1918 roku, używając początkowo tylko kokainy.

Onże Kuszczyński zanim trafił do Grodziska, doprowadził do ruiny świetnie prosperujący zakład grawerski przy ul. Senatorskiej 10, który został zlicytowany za 350 złotych. Oskarżył następnie brata, że to właśnie on przyczynił się do jego upadku fizycznego i moralnego, dostarczając morfinę i przyuczając do jej używania, by w ten sposób pozbyć się wspólnika i zagarnąć pracownię na wyłączną własność.

Prokuratura wszczęła śledztwo i postawiła przed sądem Bronisława Kuszczyńskiego razem z rzekomym wspólnikiem, który ponoć dostarczał narkotyki. Proces był kilka razy przerwany, nim ostatecznie oskarżony, który przeżywał gehennę z powodu oskarżeń brata, został oczyszczony z zarzutów. Ze sprawozdania sądowego wynikało, że chcąc Jana odzwyczaić od morfiny, „zamykał go na kłódkę w osobnym pomieszczeniu, gdzie ten urządzał dzikie awantury. Do kłótni, a nawet bójek – czytamy – dochodziło po kilka razy dziennie. Nałogowiec pod wpływem głodu narkotykowego dostawał ataków szału”.

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze