W podpoznańskich Owińskach znajduje się budynek nieistniejącego już w tym miejscu szpitala psychiatrycznego. Dużo wcześniej znajdował się tam klasztor cystersów, ufundowany w 1250 roku przez księcia poznańskiego Przemysława i jego brata Bolesława Pobożnego. Niestety w wyniku antypolskich i antykościelnych działań rządu pruskiego opactwo zlikwidowano.

Zakład psychiatryczny utworzono w Owińskach w styczniu 1838 roku. Był to pierwszy tego typu obiekt w Wielkopolsce. W 1871 roku przebywało tam 120 osób, natomiast w 1939 roku aż 1100 pacjentów. Po wybuchu wojny szpital zlikwidowano. Później znajdował się tam Zakład Wychowawczy, a od 1952 do 1994 roku Ośrodek Szkolno-wychowawczy dla niewidomych dzieci.

Obecnie zniszczony i zdewastowany budynek świeci pustkami. Mimo to przyciąga fotografów, szukających ciekawych ujęć oraz… łowców duchów. Podobno w opuszczonym szpitalu słychać diaboliczne chichoty i jęki, a po murach przemykają cienie. Skąd duchy w tym zapomnianym miejscu? Jeśli pojawiają się tam, to zapewne ma to związek z tragicznymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w listopadzie 1939 roku. Otóż po wybuchu II wojny światowej zakład zaczęto likwidować… Chorych (dorosłych i dzieci) początkowo wywożono do Fortu VII w Poznaniu, gdzie znajdował się pierwszy na terenie Polski hitlerowski obóz koncentracyjny. Założył go Herbert Lange. Kierował nim tylko przez tydzień, ale w tym czasie zdążył przygotować pierwszą w historii komorę gazową. Doskonale wiedział, kto będzie w niej zamordowany…

Sukcesywnie dowożeni pacjenci byli zagazowywani. Po pewnym czasie z chorymi nie „fatygowano” się już do Poznania. Podjeżdżała po nich specjalna ciężarówka uszczelniana blachą, do której doprowadzano gaz z butli umiejscowionych na zewnątrz pojazdu… Ciała zamordowanych zakopywano w lasach koło Rożnowa – robili to więźniowie Fortu VII.

Naziści potrzebowali jeńców do pracy, chorzy ludzie nie byli im potrzebni, dlatego postanowiono natychmiast się ich pozbyć. Robiono to w ramach akcji T4, E-Aktion – był to program realizowany w III Rzeszy w latach 1939-1944, polegający na fizycznej „eliminacji życia niewartego życia”. Akcja ta była także nazywana „eutanazją” osób upośledzonych – stąd skrót E-Aktion. Natomiast skrót P4 pochodzi od adresu biura tego makabrycznego przedsięwzięcia mieszczącego się w Berlinie przy Tiergartenstraße 4. Mordowano m.in. chorych na schizofrenię, niektóre postacie padaczki, otępienie, osoby niepoczytalne, chorych przebywających w zakładach opiekuńczych dłużej niż 5 lat, osoby z wrodzonymi zaburzeniami rozwojowymi. T4 była pierwszym masowym mordem ludności dokonanym przez nazistowskie państwo niemieckie, podczas którego opracowano „technologię” zbiorowego zabijania, zastosowaną później w niemieckich obozach zagłady.

Nie jest też tajemnicą, że hitlerowcy planowali stworzenie idealnej rasy. Jeszcze przed wojną przygotowali akcję uśmiercania pacjentów szpitali psychiatrycznych. Około 20 września 1939 roku w „Grand Hotelu” w Sopocie odbyła się narada z udziałem Hitlera, na której przedstawił on plany dotyczące likwidacji na terenie Niemiec osób umysłowo chorych. Wychodził z założenia, że wpłynie to na utrzymanie „czystości niemieckiej krwi”. W Wielkopolsce pierwsi „na listę” trafili pacjenci właśnie ze szpitala w Owińskach i Poznaniu.

Ta mroczna historia szpitala psychiatrycznego jest faktem. Jednak pytanie „czy tam straszy?”, budzi skrajne emocje. Jedni zdecydowanie twierdzą, że tak, zaznaczając, że dziwne zjawiska nasilają się w listopadzie, w rocznicę tragicznych wydarzeń. Żądni wrażeń odwiedzają opuszczone mury, robią zdjęcia, analizują, czy widać na nich coś w rodzaju tajemniczych postaci.

 

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze