Zabójstwo miało miejsce jesienią 2017 roku, w jednym z domów w Lipinach na obrzeżach Hajnówki (Podlaskie). Znaleziono tam zwłoki 41-letniego mężczyzny z postrzałem w głowę.

Okazało się, że śmiertelny strzał padł podczas spotkania grupy znajomych przy alkoholu; na miejscu policja zabezpieczyła karabin typu mauser z czasów II wojny światowej.

Jednemu z uczestników spotkania prokuratura postawiła zarzut zabójstwa przy użyciu broni palnej. W jej ocenie, sprawca działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia.

Powołani w sprawie biegli ocenili, że sprawca był poczytalny, choć niedostosowany społecznie.

W śledztwie przyznał się do zabójstwa i złożył wyjaśnienia, z których wynikało, że strzelił na prośbę znajomego, który z powodów osobistych (nie widział przyszłości po tym, jak odeszła jego konkubina zabierając też dzieci) chciał rozstać się z życiem.

Podczas spotkania przy alkoholu ów znajomy miał wyjąć karabin typu mauser, który miał nielegalnie. Najpierw demonstrował broń, potem oddał ją koledze, prosząc, by ten do niego strzelił. 37-latek miał się upewnić co do intencji znajomego, a potem z bliska oddał strzał, który okazał się śmiertelny.

Prokuratura chciała w tej sprawie kary 25 lat więzienia i w kwietniu przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zapadł taki wyrok.

Sąd ten nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących, które można byłoby wziąć pod uwagę przy wymiarze kary.

Apelację złożyła obrona. Chciała kary możliwie łagodnej przy założeniu, że – oddając śmiertelny strzał – oskarżony kierował się współczuciem wobec przyjaciela, poddał się jego sugestii i spełnił jego ostatnią wolę. W polskim Kodeksie karnym ujęta jest bowiem sytuacja zabójstwa na żądanie i pod wpływem współczucia (tzw. zabójstwo eutanatyczne); grozi za to do 5 lat więzienia, a w wyjątkowych sytuacjach możliwe jest nadzwyczajne złagodzenie, a nawet odstąpienie od wymierzenia kary.

Sąd Apelacyjny w Białymstoku uznał, że kwalifikacja prawna zastosowana przez sąd pierwszej instancji była prawidłowa, ale kara zbyt surowa.

Przewodnicząca składu orzekającego sędzia Brandeta Hryniewicka przypominała w uzasadnieniu, że znajomy, który poniósł śmierć od postrzału, wcześniej wielokrotnie prosił oskarżonego, by go zabił, robił to też w obecności innych osób. Decyzja zapadła jednak nie pod wpływem współczucia, ale dlatego, że późniejszy sprawca miał już dosyć takiego nagabywania.

– Trochę ze złości wziął broń i wypalił w kierunku pokrzywdzonego – mówiła sędzia.

Łagodząc jednak wyrok sąd uznał, że 25 lat to kara o charakterze eliminacyjnym, która powinna być stosowana w przypadku najcięższych zbrodni, o wielkim ładunku społecznej szkodliwości, „gdy okoliczności obciążające zdecydowanie przewyższają okoliczności łagodzące”. Oskarżony był karany (ale za lżejsze przestępstwa), nadużywał alkoholu ale nie jest osobą niebezpieczną, zagrażającą społeczeństwu i wymagającą eliminacji z tego społeczeństwa – uzasadniał sąd.

– Kary wymierzane za zabójstwo niewątpliwie należą do najsurowszych, ale nie w każdej sytuacji należy sięgać po kary najwyższe, czyli 25 lat czy dożywocia. To bowiem kary „zarezerwowane” dla sprawców najbardziej zdemoralizowanych, najbardziej okrutnych zbrodni popełnionych w szczególnie obciążających okolicznościach. Tutaj takich okoliczności sąd apelacyjny nie dopatrzył się, uznał że tą karą sprawiedliwą (…) będzie 15 lat więzienia – zakończyła sędzia Hryniewicka.

Wyrok jest prawomocny.

Źródło: www.bialystok.onet.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze