Padający od rana uporczywy deszcz nie nastrajał nikogo optymistycznie. Również funkcjonariusze z ekipy śledczej komisarza Hamiltona klęli tę pogodę na czym świat stoi, gdyż w takie dni nawet psy nie chcą wyjść na spacer, ale ludzie pracować muszą. Mniej więcej na kwadrans przed pierwszą w nocy, senną ciszę komisariatu przerwał dzwonek telefonu oficera dyżurnego.

Telefonował niejaki Anthony Kramer, oświadczając policjantowi, że właśnie przypadkowo zastrzelił bandziora, który pod osłoną nocy włamał się do jego domu. Natychmiast po odebraniu tego zgłoszenia, na miejsce zdarzenia udał się komisarz Hamilton wraz z ekipą techników kryminalistycznych i sierżantem Loganem. Pod wskazanym adresem policjanci ujrzeli niewielki parterowy domek z dobudowanym garażem, a przed drzwiami wejściowymi oczekującego na przyjazd stróżów prawa mężczyznę, który przedstawił się jako Anthony Kramer.

To ja do was dzwoniłem – bez zbytecznego wstępu oświadczył mężczyzna. – Ten bandyta włamał się do mego domu podczas mojej nieobecności! Broniłem tylko świętego prawa własności i własnego bezpieczeństwa. Biegł prosto na mnie, przestraszyłem się i dlatego strzeliłem… Mierzyłem w korpus, jednak przypadek sprawił, że dostał w głowę… –    Komisarz Hamilton po upewnieniu się, że włamywacz rzeczywiście już nie żyje, postanowił najpierw dokonać wizji lokalnej, zaś szczegółowe przesłuchanie Kramera odłożył na później.

Przed schodami prowadzącymi na ganek domu leżało  ciało zabitego. Towarzyszący Hamiltonowi sierżant Logan zbliżył się do denata i oświetlił jego twarz latarką. – Panie komisarzu – zawołał sierżant. – Ja go znam! To Bob Ronson, niepoprawny włamywacz – recydywista, zwany przez kumpli „Kapitanem”. O ile się nie mylę, dopiero co wyszedł z pudła po odsiedzeniu trzyletniego wyroku za któryś tam z kolei włam. Tym razem miał jednak pecha… – Nic mu już nie pomożemy – Hamilton przerwał monolog Logana. – Sierżancie, wezwijcie ekipę, niech zabiorą ciało. My zaś obejrzymy sobie dom od środka.

– Wchodząc do przedpokoju, komisarz zobaczył na podłodze błotniste ślady butów, które z pewnością zostawił włamywacz, gdyż zgadzały się ze wzorem protektora podeszew zabitego. – Niech nikt na razie nie wchodzi do środka! – zarządził komisarz. – My zaś – zwrócił się do sierżanta Logana – musimy zdjąć obuwie, aby nie zadeptać tych śladów! – Następnie, wraz z sierżantem, Hamilton poszedł tropem śladów włamywacza, które prowadziły przez cztery pokoje, łazienkę, kuchnię i garaż na zewnątrz domu, aż do miejsca, gdzie „Kapitana” dosięgła kula. Na wyrwanej z notesu kartce, komisarz skrupulatnie narysował rozkład pomieszczeń domu i zaznaczył linią przerywaną trasę włamywacza po mieszkaniu.

Dopiero po zakończeniu tych czynności, postanowił przesłuchać właściciela domu, Anthony Kramera. Oto jego zeznanie: – Wracałem do domu z podróży w interesach. Ponieważ uporczywie padał deszcz i było ciemno, prowadziłem wóz bardzo ostrożnie, jadąc stosunkowo wolno. Dlatego pokonanie trasy z Dover do Londynu zajęło mi znacznie więcej czasu, niż początkowo planowałem. Dotarłem do domu dopiero pół godziny po północy. Wprowadziłem samochód do garażu i zamykając garażowe drzwi zobaczyłem w jednym z okien mego domu pełgające światło latarki. Od razu pomyślałem, że w środku są złodzieje, więc chcąc im odciąć drogę ucieczki przez drzwi frontowe, nie wszedłem do domu przez garaż, ale podkradłem się pod schody ganku, wyciągnąłem pistolet ( a jakże, mam pozwolenie na broń!) i zaczaiłem się na nich przy drzwiach frontowych.

Chwilę później, ku memu zaskoczeniu, zobaczyłem cień bandyty wymykającego się z garażu i biegnącego prosto na mnie. Przez głowę przeleciała mi myśl, że napastnicy chcą mnie zaatakować z dwóch stron, więc wpadłem w panikę i nie zastanawiając się ani chwili, wypaliłem w kierunku tego drania. Nie chciałem go zabić, bo mierzyłem w korpus, ale pech chciał, że trafiłem go w głowę. Dopiero po jakiejś chwili zrozumiałem, że on był sam. Na wszelki wypadek nie wchodziłem już do domu. Zaraz też z telefonu komórkowego zadzwoniłem na policję. To wszystko, co mam do powiedzenia. Zgodnie z prawem, broniłem tylko swojej własności przed bezprawnym zamachem tego przestępcy na moje mienie! Jak pan dobrze wie, komisarzu, prawo jest po mojej stronie. To była obrona konieczna! – zakończył swoje zeznanie Anthony Kramer.

Komisarz Hamilton uważnie wysłuchał relacji właściciela domu, ale chyba nie całkiem uwierzył w jego słowa, gdyż ku zaskoczeniu Kramera powiedział:

– W pańskim zeznaniu jest zasadnicza sprzeczność i jeśli jej pan zaraz nie wyjaśni, będę musiał pana aresztować pod zarzutem zabójstwa!

Jaka to sprzeczność?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze