Każdy bazar ma swój klimat i lokalny folklor. W Warszawie najbardziej znany pod tym względem jest Bazar Różyckiego, który można niestety uznać za wymarły. Jego historia jest zdecydowanie ciekawsza niż obecna rzeczywistość.

Nie zniszczyli go Niemcy, nie dali rady decydenci partyjni za czasów socjalizmu, ale mocno podupadł, kiedy do Polski wkroczył kapitalizm wraz z bazarem „Europa” na stadionie X-lecia PRL, działającym w pobliżu. Widząc większe zyski i gigantyczne obroty, najbardziej przedsiębiorczy handlarze odpłynęli z popularnego „Różyca” i już do niego nie wrócili. Działają jednak nadal w Warszawie takie bazary, jak „Na Kole”, „Wolumen”, czy targowiska na Placu Szembeka i przy ulicy Banacha. Atmosferę każdego z takich miejsc tworzą ludzie, zarówno ci sprzedający, jak i kupujący. Bez tych barwnych postaci każdy z nich byłby taki sam.

Na jednym z takich mniejszych bazarów przez wiele lat działała para stanowiąca nie tylko dziwne zestawienie, ale też prawdziwą esencję bazarowego życia. Ona – lekko otyła, zawsze z zadbaną fryzurą utapirowanych blond włosów, mocno umalowana starsza kobieta, nazywana przez wszystkich panią Helenką. On – wysoki, mocno zbudowany młody człowiek. Pani Helenka mówiła do niego Wojtuś lub po prostu synku.

Wszyscy znali go pod imieniem Wojtuś i dla pewności dodawali „ten od pani Helenki”.

Obserwując tę parę, nikt nie miał wątpliwości, jaki obowiązuje między nimi podział ról. Mocno apodyktyczna pani Helenka wydawała polecenia, które Wojtuś bez marudzenia wykonywał. Uśmiechał się przy tym pogodnie, co czasami niektórzy odbierali niekoniecznie jako wyraz wielkiej bystrości umysłu. Wbrew pozorom Wojtuś nie był ograniczony umysłowo, a ten uśmiech przykleił mu się jako sposób obcowania z innymi ludźmi np. klientami na bazarze. Były przecież momenty, w których się nie uśmiechał, ale wtedy zdecydowanie lepiej było nie przebywać w jego pobliżu.

Pani Helenka miała stoisko owocowo–warzywno–cukiernicze położone dość daleko od wejścia do bazaru. Obowiązkiem Wojtusia było dowożenie towaru na stoisko. Oprócz pracy z panią Helenką, Wojtuś – dzięki swojej masywnej sylwetce – znalazł zatrudnienie w jednym z nocnych klubów. Wiadomo było też, że od zawsze interesował się różnymi sztukami walki, najwięcej czasu poświęcając jednak tradycyjnemu boksowi. Prawdopodobnie miałby większe osiągnięcia w tym sporcie, ale władcza pani Helenka nie pozwalała mu na wyjazdy na zgrupowania, bo wtedy zostawałaby sama z ciężką robotą. On nie potrafił się sprzeciwić.

Spółdzielnia usługowa

Niełatwo ustalić, kiedy to się zaczęło, ale w 2010 roku było już powszechnie wiadomo, że do pani Helenki można się zwrócić z każdym kłopotem, a ona, za pewną opłatą, postara się ten kłopot rozwiązać.

Ludzie związani z targowiskiem na Placu Szembeka wspominają na przykład problem, jaki stwarzał pewien alkoholik regularnie pojawiający się tam i wymuszający drobne kwoty na alkohol. Osobom, które nie chciały mu nic dać, potrafił praktycznie uniemożliwić handel, stojąc przed straganem, przeklinając głośno i zaczepiając potencjalnych kupujących. Odchodził dopiero wtedy, gdy dostał pieniądze. Niestety, następnego dnia wracał i był jeszcze bardziej natarczywy. Bywał też do tego stopnia agresywny, że groził wywróceniem straganu i zniszczeniem towaru. Właściciele stoisk mieli go dość, zwłaszcza że z czasem robił się coraz bardziej bezczelny, a jego żądania rosły.

Kiedy dzwoniono po policjantów, błyskawicznie gdzieś znikał i pojawiał się po ich odjeździe.

Podobno kiedy rozmowy na jego temat toczyły się przy straganie pani Helenki, miała ona powiedzieć, żeby zrobili zrzutkę, a ona postara się temat załatwić raz na zawsze i pijaczyna więcej się nie pokaże. Jedna z handlarek szybko obeszła bazar i zebrała ponad 1 tys. zł, które przekazała pani Helenie.

Wszyscy z ciekawością czekali, co wydarzy się następnego dnia. Ze zdziwieniem stwierdzili, że bezczelny alkoholik rzeczywiście zniknął. Niektórzy twierdzili, że widzieli go pod pobliskim sklepem, ale zauważyli, że ktoś musiał solidnie obić mu twarz. Jedna z kobiet widziała też, jak przechodził na drugą stronę jezdni, aby z daleka ominąć wejście na bazar.

Ile było prawdy w tych opowieściach, nie wiadomo, ale fakt był niezaprzeczalny: pani Helenka rozwiązała problem. Choć najprawdopodobniej rozwiązał go jej Wojtuś, być może z aktywną pomocą kolegów z sekcji bokserskiej.

Potem już poszło szybko i renoma Helenki stale rosła.

Na przykład pani ze stoiska z kosmetykami i chemią gospodarczą miała problem z bezczelnym kierowcą, który stale stawiał swoje auto na miejscu zarezerwowanym dla niej i nic sobie nie robił z jej uwag. Z tego powodu kobieta musiała parkować dalej i nosić towar do stoiska z dużej odległości. Poproszona o pomoc, pani Helenka szybko ustaliła kwotę i już następnego dnia auto blokujące miejsce stało na czterech „kapciach” i z rysą na karoserii od przedniego zderzaka aż po tylny błotnik. Ten jednorazowy „zabieg” wystarczył, aby pani od kosmetyków nie miała więcej problemów z parkowaniem na swoim miejscu.

Bywalcy tego bazaru słyszeli o innych zleceniach, które realizowała pani Helenka nawet z dala od Placu Szembeka. Na przykład zmartwiony sprzedawca wędlin i mięsa, którego córka zaczęła zadawać się z jakimś narkomanem, wiedział do kogo pójść w tej sprawie. Podobno z efektów działania pani Helenki był tak zadowolony, że oprócz ustalonej stawki, obsypywał ją porcjami wyśmienitej cielęciny.

Równie zadowolony był pracownik administracji targowiska, którego problem z kochankiem uwodzącym jego żonę rozwiązała w jeden dzień. Bazarowa plotka głosiła, że jeszcze przez wiele miesięcy, zamiast brać od pani Helenki opłatę, uiszczał ją z własnej kieszeni, aby spłacić zobowiązanie wobec niej.

Można mnożyć przykłady, z powodu których pani Helence kłaniano się z szacunkiem…

Poznaj kulisy związki Pani Helenki i jej synka i sięgnij po najnowsze wydanie Detektyw Wydanie Specjalne 1/2020.

Więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym kwartalniku „Detektyw Wydanie Specjalne” nr 1/2020 w sprzedaży od 25 lutego 2020 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze