Tego dnia 27-letnia Agnieszka miała zostać w domu z powodu choroby. Od rana zdążyła już wypić coca-colę, kawę, zrobiła pranie i rozwiesiła je na sznurku na balkonie.

Umyła też zimowe buty, co babcia zauważyła później po powrocie do domu. Jak zwykle, kiedy wnuczka nie miała zamiaru wychodzić z domu, ubrana była jedynie w dół piżamy, a na górze nosiła rozpinany sweterek albo bluzkę na zatrzaski. Pod spodem nie miała bielizny. Była to dziewczyna bardzo ładna – zgrabna, o ciemnych oczach, przefarbowana na blond.

Lubiła „podrywać” chłopaków, być w centrum ich zainteresowania, ale z powodu lekkiego upośledzenia umysłowego często dawała się ponieść swojej łatwowierności. Jeśli ktoś prawił jej komplementy i proponował spotkanie, to się zgadzała. Wystarczyło podejść do niej na osiedlu, powiedzieć kilka miłych słów i już uważała rozmówcę za swojego znajomego. Nie raz zachowywała się naiwnie, nieodpowiedzialnie, choć bywało, że i porywczo.

Nie zdawała sobie sprawy, że inni ludzie mogą zrobić jej krzywdę, nie rozumiała też swojej seksualności. Nie dostrzegała zagrożeń ze strony nieznajomych. Chętnie nawiązywała z nimi kontakty, o co zawsze bliscy mieli do niej pretensje.

Niektórzy mówili, że zachowywała się jak dziecko i miała rozum 10-latki. Nie można było jej dotknąć, a jeśli już tak się stało, krzyczała, płakała, myła się bez końca. Na punkcie czystości miała wręcz obsesję. Z dokumentacji z poradni zdrowia psychicznego wynika, że rozpoznano u niej zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, popularnie nazywane nerwicą natręctw.

 

Kto ją zadźgał i zgwałcił?

Kto więc śmiał ją dotknąć i skrzywdzić? Co się stało, że Agnieszka wpuściła kogoś do mieszkania, wbrew temu, co zawsze zapowiadała jej babcia? Czy może ktoś się jednak do mieszkania włamał? Tych pytań na razie pani Anna sobie nie zadawała, była w ogromnym szoku po tym, co zobaczyła.

Na miejsce zdarzenia została wezwana załoga pogotowania ratunkowego i policja. Lekarz stwierdził zgon dziewczyny, a funkcjonariusze przystąpili do czynności dokumentujących miejsce przestępstwa. Ciało Agnieszki znajdowało się w jednym miejscu pokoju, ale ślady krwi widoczne były też w innych zakamarkach. Sekcja zwłok wykazała, że Agnieszka Michniewicz została zgwałcona, była podduszana, na ciele miała 25 ran zadanych kuchennym nożem, a na twarzy liczne rany od widelca.

Pierwszym podejrzanym był narzeczony dziewczyny, 32-letni Adam. Bywał bardzo zazdrosny o Agnieszkę, a to nieraz stanowi wystarczający powód, aby kogoś zabić. Szybko go jednak wypuszczono z aresztu, nie znajdując żadnych dowodów jego winy. W wielkiej rozpaczy pożegnał Agnieszkę, a do trumny włożył jej pierścionek zaręczynowy.

Pochowano ją w wyścielonej białym atłasem trumnie, ubraną w białą suknię z bielutkim golfem aż pod samą szyję. Na szyi zawieszono złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie łezki.

Mimo że na miejscu zbrodni znaleziono spermę i obce ślady DNA na bieliźnie, ręcznikach, prześcieradle i narzucie, śledczy byli bezradni. Nie potrafili ustalić, kto dokonał mordu, kto tak okrutnie potraktował łatwowierną i ufną dziewczynę. Nie było pewności czy sprawca był jeden, czy było ich więcej, jak wyglądała trajektoria tej zbrodni ani co było jej przyczyną.

– Ponoć to jacyś młodzi chłopcy zabili, tak ludzie mówią, ale jak to było, nie wiem – mówi potem mieszkanka Sokółki, którą dziennikarze „Gazety Współczesnej” spotkają obok osiedlowego sklepu.      Podejrzeniom i plotkom przy tak brutalnej zbrodni nie ma końca. Jednak najbliżsi sąsiedzi utrzymywali, że nic nie widzieli i nie słyszeli, bo mieli włączone telewizory. Pretensje o to miała rodzina. Według siostry Agnieszki, Magdaleny A. ktoś po cichu się przyznał, że słyszał krzyk: – Babciu, ratuj!, ale nie zareagował, nie zamierzał się wtrącać. Jest też możliwe, że sąsiedzi po prostu nie słyszeli hałasu z racji wieku albo z powodu zakrywania ofierze ust.

Udało się jednak stworzyć dwa portery pamięciowe osób, które tego dnia były widziane w okolicy bloku.

Policja na podstawie swoich analiz ustaliła także, że sprawcami byli ludzie młodzi, mieszkańcy Sokółki albo okolic, być może pracujący na budowie.

Podejmowane przez kilka lat działania organów ścigania – przesłuchanie stu kilkudziesięciu świadków, prezentacja w telewizji rekonstrukcji wydarzeń – nie doprowadziły do ustalenia sprawców przestępstwa. Co więcej, wiele tropów, zwłaszcza po programach telewizyjnych, okazywało się mylnych i wprowadzało śledczych w błąd.

Dopiero na początku kwietnia 2014 roku powstały podejrzenia, że jednym z morderców może być Mariusz P., który w zakładzie karnym odbywał karę pozbawienia wolności za kradzieże. Podpuszczono go tym, że przed policją wysypali go koledzy i cała sprawa jest już ujawniona, a teraz lepiej dla niego będzie, jeśli wyjawi całą prawdę o swoim udziale, bo dzięki temu ma szansę na niższy wyrok. Policjantom z Wydziału Kryminalnego KWP w Białymstoku przyznał, że 21 stycznia 2009 roku był w mieszkaniu Agnieszki M. razem z Adrianem K. i Piotrem N. Pozostałą dwójkę zatrzymano 20 maja 2014 roku w Wielkiej Brytanii, a następnie zostali przekazani polskim organom ścigania. Decyzją sądu wszyscy zostali tymczasowo aresztowani.

 

Babcia i rodzina Agnieszki nadal są załamani. Nic już dziewczynie nie jest w stanie zwrócić życia. Pani Anna powie z płaczem jednemu z tabloidów: – Wychowywałam Agniesię od drugiego roku życia. Przeżyłam straszny wstrząs po wejściu do mieszkania. Wnusia leżała naga i zakrwawiona na podłodze. Co ona biedna zawiniła? Oby sprawcy nigdy nie wyszli z więzienia!  

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze