Przesłuchano pozostałych pasażerów samochodu Piotra M.

19-letni Maciej O. zeznał, że razem z chłopakiem zabranym po drodze, szli leśną ścieżką jako ostatni. Było zupełnie ciemno, rozświetlali sobie drogę włączaniem monitorów w komórkach. Gdy O. zobaczył Piotra na ziemi, chciał uciekać. Po chwili podbiegł do niego Julian krzycząc, że spartolili robotę, ciało na pewno znajdą grzybiarze.

Śledczy: – Kto zadawał ciosy?

– Nad Piotrem klęczeli Julian i Janek. W ciemnościach nie widziałem noża Julka, tylko szybki ruch ręki Jana, jakby wbijał gwoździe. On potem powiedział, że Piotr zasłużył sobie na taki koniec.

Ten nieznany chłopak to był Dariusz B. uczeń technikum, mieszkający w pobliżu lasu. Piotr go zabrał, aby pokazał im rezerwat bagien.

B. dopiero w lesie zorientował się, że kilka metrów przed nim w ciemnościach nocy rozgrywa się bójka. Nie znał bliżej jej uczestników, nie wiedział, o co im poszło. Z oddali on również widział nad leżącym Piotrem ruchy ręki Jana z góry na dół; wyglądało to tak, jakby S. klęczał w nogach ofiary.

Dariusz B. wrócił do domu w szoku – zamknął się w swoim pokoju i postanowił czekać na powrót ojca z wędkowania, chciał mu wszystko opowiedzieć. Przed ojcem nigdy nie miał tajemnic. Nie zdążył, wcześniej do drzwi zapukała policja. Postawiono mu zarzut niepowiadomienia organów ścigania o morderstwie na bagnach.

 

Rodzinne brudy

Na pierwszą rozprawę w sądzie matka ofiary Bożena M. przyniosła duże zdjęcie Piotra i postawiła w ławie dla oskarżyciela tak, aby siedzący naprzeciw mieli je cały czas przed oczami. Przewodnicząca składu sędziowskiego nie pozwoliła na taką demonstrację.

Od pierwszej chwili procesu Bożena M. usiłowała narzucić stronom procesu swój punkt widzenia w tej sprawie. Irytowało ją doszukiwanie się przyczyn zamordowania jej syna – wyraźnie chroniła rodzinne tajemnice. A kiedy pytania sędzi do świadków, a także odczytane zeznania ze śledztwa częściowo je odsłoniły, matka, jako oskarżyciel posiłkowy złożyła wniosek o wyłączenie sędzi z procesu:

Na sali panuje terror, człowiek boi się wypowiedzieć, gubi myśli… Sąd poszukuje odpowiedzi na pytania, dlaczego doszło do przestępstwa i wychodzi na to, że przez złe wychowanie syna, choć takie ustalenia nie mają związku ze sprawą. Jestem narażona na ośmieszenie. Jestem poniżana i obrażana jako matka. (…) Sąd jest zainteresowany relacjami z moim byłym mężem. Byłam zmuszona do wypowiedzi o przykrych zdarzeniach z życia rodziny. W konsekwencji sąd nie zajmuje się rzetelnie oskarżonymi, tylko badaniem życia rodziny zamordowanego.

Wniosek nie został uwzględniony.

A pewne sprawy z życia rodzinnego ofiary musiały być wyciągnięte na światło dzienne; zwłaszcza, że przed sądem świadkowie zmieniali zeznania.

Na przykład: matka Piotra twierdziła, że 16-latek był przykładnym dzieckiem, nie sprawiającym kłopotów wychowawczych. A z akt policyjnych wiadomo, że rok przed tragiczną śmiercią chłopak został zatrzymany przez policję, bo pił na ulicy alkohol i awanturował się. Odebrała go starsza siostra Zofia. Wkrótce potem znów trafił na komisariat, gdyż odurzony narkotykami prowadził, bez prawa jazdy, samochód BMW.

W opinii matki syn nie kolegował się z Janem S., o którym było wiadomo, że został usunięty ze szkoły, gdy wyszło na jaw, że był dilerem narkotyków. A skoro tak, to dlaczego, gdy Piotr nie wrócił na noc, jego dorosła siostra od razu pojechała ze znajomym do domu S. i uderzyła Jana w twarz? I dlaczego ten znajomy zeznał w śledztwie o planach kupna broni przez Piotra?

 

50-letnia Bożena M. twierdziła, że utrzymuje rodzinę sprzątając biura. Ale jej starszy syn Grzegorz podał w śledztwie, że matka w ogóle nie pracuje, opiekuje się babcią, która ma rentę. On dorywczo rozwozi paczki. W 2009 roku zarobił 400 zł. Skąd zatem co miesiąc miał 120 zł na karnet do siłowni? A także 5 tysięcy złotych na pożyczenie Jankowi? Pełnoletnia Zofia pomaga matce w prowadzeniu gospodarstwa. Na ojca nie mogli liczyć, bo dawno ich opuścił, alimentów nie płacił. Piotr naukę skończył na gimnazjum, potem wagarował. W domu nie było go całymi dniami, najwięcej czasu spędzał ze swym najlepszym kolegą Janem S. Gdy wśród chłopaków rozeszło się o pobiciu Juliana, Piotr zwierzył się bratu, że to on go tak urządził. Potem mówił, że musi kupić broń, aby się z kimś rozprawić.

Grzegorz nie pytał o szczegóły. – Ja z bratem dawno utraciłem kontakt – zeznał w śledztwie.

Ojciec Piotra, który na każdej rozprawie siedział obok byłej żony (nie rozmawiali ze sobą) zeznał, że od pół roku nie widział młodszego syna, gdyż za to, że spuścił powietrze z opon w samochodzie, którym Piotr jeździł bez prawa jazdy, został przez niego pobity.

Skąd 16-latek miał pieniądze na kupno luksusowego samochodu? Ojciec nie wie, ale przypuszcza, że pieniądze syn zarobił na rozprowadzaniu zakazanych używek. W rodzinie nie było to tajemnicą. Ale przed sądem Grzegorz zaprzeczył, aby jego brat miał coś wspólnego z narkotykami. Nie zauważył, że Piotr jeździł samochodem – czyimś, bo własnego nie miał. Nie pamiętał zatrzymania go przez policję. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego zeznał w śledztwie, że od dłuższego czasu nie miał z bratem kontaktu. Owszem, byli pokłóceni, ale szybko się pogodzili.

Co do wizyty siostry w domu Jana S. nie było w tym nic nadzwyczajnego, Piotr czasem zostawał na noc u swego przyjaciela. Nie wie, do czego bratu była potrzebna broń: „On tylko o tym napomknął, a ja się nie dopytywałem, bo uważałem, że nie powinienem”.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]