Zmasakrowane zwłoki Elżbiety i Mirosława C. znalazły ich dzieci. Zaniepokojone tym, że rodzice od kilku godzin nie odbierają telefonu, przyjechały w niedzielne popołudnie sprawdzić na miejscu, co się z nimi dzieje. Tamtego widoku w mieszkaniu w kamienicy w centrum Legnicy nie zapomną do końca życia. Ich rodzice zostali w brutalny sposób zamordowani. Kto i dlaczego dopuścił się tej zbrodni?

Z pewnością odpowiedzi mógłby udzielić niejaki Marcin K., 39-letni mężczyzna, który od kilku dni remontował ich mieszkanie. Na podłodze stały resztki farb i zaschnięte pędzle. Wyglądało to tak, jakby malarz miał lada chwila wrócić. Marcin K. jednak nie wracał, więc policjanci udali się do wynajmowanego przez niego mieszkania. Drzwi były otwarte, w środku grało radio, wydawało się, że mężczyzna musi tam być. Nie zastali go jednak w środku, ale postanowili na niego zaczekać.

Marcin K. pojawił się pół godziny później. Na widok policjantów próbował uciekać, jednak nie na wiele się to zdało. „Stawiał czynny opór” – napisali potem policjanci w notatce służbowej z jego zatrzymania. Śledczy wzięli go w krzyżowy ogień pytań, usiłując ustalić, co robił w ostatnich godzinach. Dlaczego nagle opuścił remontowane mieszkanie? Czy ma alibi? Kto może potwierdzić jego zeznania?

Marcin K. mylił daty, miejsca, nazwiska. Widać było, że kłamie, nieudolnie maskował coraz większe zdenerwowanie. Pozostawało tylko pytanie: dlaczego? Wreszcie wyrzucił z siebie. – Przyznaję się. To ja zamordowałem. Wszystko powiem.

Tak zaczyna się reportaż otwierający lutowe wydanie „Detektywa”. Nie minęły 3 godziny od znalezienia zwłok zamordowanego małżeństwa, a przed policjantami siedział człowiek, który przyznał się do popełnienia podwójnego zabójstwa. To jednak nie było jedyne osiągnięcie tamtego wieczora. Nie musieli długo naciskać na 39-letniego mężczyznę, żeby ten przyznał się do jeszcze jednego, również podwójnego zabójstwa. Doszło do niego 1 lutego 2015 roku w centrum miasta przy ulicy Oświęcimskiej. Od tamtej pory śledztwo w zagadkowej sprawie nie posunęło się ani o krok. – Tamtych też zabiłem, bo chciałem zabić. Kierowały mną patriotyczne pobudki. Nie znałem ich, nie wiem, jak się nazywali – Marcin K. opowiadał o kulisach drugiej, podwójnej zbrodni.

Różnych argumentów używają zabójcy dla wytłumaczenia motywów swojego działania, ale patriotyzmem chyba jeszcze nikt się nie usprawiedliwiał. Pod tym względem to precedensowa sprawa w powojennych dziejach Polski. Pierwsza i miejmy nadzieję, że ostatnia.

Oprócz tej wstrząsającej historii w lutowym „Detektywie” polecamy m. in.:

KOGO RAZI BROŃ – Zastrzelił instruktora, potem wziął ze strzelnicy broń, żeby jeszcze „zabić trochę ludzi”. Gdyby Hubertowi Ch. udało się opuścić strzelnicę i dotrzeć do centrum handlowego w Chorzowie, mógłby zabić dziesiątki ludzi.

MELODIA GRZECHU – Lekcje doskonalenia śpiewu były tylko przykrywką dla namiętnych spotkań, na których czterdziestotrzyletni lubieżnik robił co chciał z piętnastolatką.

KOBIETA SAMO ZŁO – Piękna i namiętna Joanna z Trójmiasta, strzałem w tył głowy zamordowała swego kochanka, potem zabetonowała jego ciało w garażu. Usłyszała wyrok 25 lat więzienia. Podczas procesu zarzekała się, że jest niewinna, a mężczyzna ciągle żyje i ukrywa się w Ameryce Południowej…

BUNKIER SZATANA – „Oni klęczeli, a my recytowaliśmy satanistyczne zaklęcia. Potem ja zaatakowałem nożem Konrada. Słyszałem, jak Karolina dźgana przez Sebastiana prosi mnie o pomoc. – Krystian, ratuj mnie – wołała, ale ja nic nie zrobiłem”.

Kulisy działalności zabójcy, który – jak twierdzi – kierował się pobudkami patriotycznymi oraz wiele więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym miesięczniku „Detektyw” nr 2/18 w sprzedaży od 16 stycznia 2018 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze