Trudne do przecenienia źródło informacji dotyczące prostytucji w naszym kraju w okresie przełomu siedemnastego wieku z osiemnastym i pierwszej jego połowy stanowi księga Jędrzeja Kitowicza: „Opis obyczajów za panowania Augusta III”.

Dodajmy tu dla ścisłości, że panowanie tego króla nie jest bynajmniej jakimś ogranicznikiem czasowym dla panoszącej się prostytucji; tak było i przedtem, tak też i długo potem. Autor tej księgi to człowiek niezwykle doświadczony: był w swoim życiu i żołnierzem, i księdzem; miał więc akurat i w tym przedmiocie szerokie pole do obserwacji.

Zaobserwował więc imć pan Kitowicz, że policja miejska, a więc marszałkowscy „Węgrzy”, gdyż to właśnie oni pełnili jej rolę, żyła w doskonałej symbiozie z „niewiastami publicznymi”; dotyczyło to zwłaszcza inwestygatorów securitatis – a więc wysokich szarż tej policji. Niewiasty owe dawały im znać „kiedy u siebie jakiego gaszka strojnego mieć będą”; takiego bogatego, złapanego w kompromitującej sytuacji „frajera” po prostu ograbiali, grożąc mu nie tylko kompromitacją, ale i zamknięciem w „marszałkowskiej kozie”. Brali też obfity okup i od samych prostytutek, „gdy miarkowali, że się już w ogarnięcie i grosze zapomogły”.

Dużo ciekawych informacji o prostytutkach warszawskich przekazał Kitowicz, opisując funkcjonowanie jurysdykcji marszałkowskiej, jako że „kuplerki i białogłowy nierządem żyjące do tych także sądów były pociągane”. W ślad za teologami średniowiecznymi – o czym wiele napisano w poprzednim odcinku – Kitowicz też uważał prostytucję za zło konieczne.

 

Twierdził, że jurysdykcja marszałkowska zwalczała ją „nie tak dla wykorzenienia złego, bez którego żadne wielkie miasto obejść się nie może, jako raczej dla zmniejszenia go cokolwiek i uczynienia wstrętu, aby się nie szerzyło”.

Pozywano także – czytamy w tej niezwykłej barwnej księdze – i gospodarzów, którzy takowym niewiastom domów najmowali, karząc ich grzywnami i wieżą, niewiasty zaś chłostą publiczną i wygnaniem z burdelu; a że takowa animadwersja nie była regularna ani punktualna, tylko wtenczas kiedy się z ich okazji między zalotnikami stała jakaś rąbanina, lub kiedy się instygatorowi marszałkowskiemu nie mogły tak drogo opłacać, jak od nich żądał… więc one ukarane i wypędzone z jednego domu, przenosiły się do drugiego, czyniąc swoje rzemiosło z lepszą ostrożnością, mając na pogotowiu dla podglądającego ich oka jaką pod ręką zabawę uczciwą, która ich częstokroć od rygoru sprawiedliwości ochraniała, zwłaszcza kiedy instygator nie miał przeciwko nim lica dowodnego albo kiedy się mu takie pszczółki podbierać często pozwalały.

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze