Ta historia ma kilka wątków. Koledzy Filina mówili o porachunkach zawodowych. Okazało się, że Filin od kilku miesięcy dostawał anonimy z pogróżkami. Odbierał też głuche telefony (opowiadali o tym bezpośredni świadkowie – tancerze). Ktoś przebił opony w jego samochodzie i porysował karoserię. Do tego już wcześniej rosyjska prasa pisała o konflikcie, jaki panuje w teatrze między tancerzami, a Filin miał być w jego centrum. Może dlatego, że był znany ze swojej nieustępliwości? Jeśli uznawał, że któryś z tancerzy nie pasuje do roli albo miał choćby minimalne wątpliwości – nie obsadzał go w niej. Wiele osób straciło w ten sposób szansę, a swoiste wojny o role doprowadziły do konfliktów między tancerzami.

Rzeczniczka teatru Bolszoj, Katerina Nowikowa napisała: „Siergiej otrzymywał pogróżki, od kiedy objął stanowisko, a przed nim byli atakowani jego poprzednicy. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że ta walka o role, a nie o nieruchomości czy złoża ropy, może przybrać tak kryminalną postać. Zawsze chcieliśmy wierzyć w to, że ludzie związani z teatrem, mają choćby minimalny poziom moralności”.

Anastazja Wołoczkowa skomentowała napad w wywiadzie dla telewizji NTV, bez cienia skrępowania mówiąc, że Bolszoj to jeden wielki dom publiczny: – Dyrektor Iksanow zamienił teatr w wielki burdel. Niektóre dziewczyny są zmuszane do świadczenia usług oligarchom. Kiedy jeszcze pracowałam w teatrze, wielokrotnie dostawałam propozycje łóżkowe od oligarchów.

Powiedziała wówczas, że tancerki są namawiane do randek z biznesmenami. Dzwonią do niech pośrednicy i umawiają na spotkania. Czasami miały pełnić funkcję żywych ozdób. Odmowa nie była mile widziane, a na pewno nie wróżyła kariery.

Władze teatru komentowały te wyznania, jako bzdury.

Mamy wielu dobroczyńców, którzy organizują imprezy z udziałem baletnic – próbowała ratować sytuację rzeczniczka Bolszoj. – Jedna z najlepszych odbyła się w Wersalu z udziałem 800 osób. Ale po ich zakończeniu już nic się nie dzieje.

Siła przebicia wypowiedzi przedstawicieli teatru była minimalna, bo Wołoczkowa przez wiele lat nauczyła się skupiać na siebie uwagę. Cały czas podsycała płomień zainteresowania sobą i jej słowa społeczeństwo przyjęło jako pewnik.

Przy okazji napadu na Filina światło dzienne ujrzały inne, do tej pory skrzętnie tuszowane tematy.

W teatrze miały pojawiać się nielegalne pieniądze – tancerze mieli wręczać łapówki przełożonym za obsadzanie ich w zagranicznych występach. W Bolszoj kwitł także nielegalny handel biletami (potwierdził to m.in. Włamir Małachow, solista berlińskiego baletu i przyjaciel Filina, który kończył szkołę baletową przy teatrze Bolszoj. Te, które teoretycznie były przeznaczone do sprzedaży w internecie, miały być upłynniane z nawet 100-procentowym przebiciem przez spekulantów.

 

***

Niespełna 2 miesiące od napadu na Filina świat obiegła zaskakująca wiadomość. Wielka gwiazda, Swietłana Łunkina podjęła decyzję o odejściu z zespołu. Oświadczyła, że otrzymywała anonimy z pogróżkami i nie chce ryzykować. Ta decyzja jeszcze bardziej uwydatniła poczucie głębokiego kryzysu panującego w teatrze. Wydawało się, że pogróżki pod jej adresem nie mają nic wspólnego z atakiem na Filina, jednak trzeba pamiętać, że primabalerina właśnie z nim występowała na scenie (partnerowała także Nikołajowi Ciskaridze).

W marcu 2013 roku okazało się, że za sprawą ataku na Siergieja Filina stoi solista baletu – 28-letni Paweł Dmitriczenko. Razem z nim zatrzymano wykonawcę napadu Jurija Zaruckiego oraz kierowcę, który zawiózł sprawcę na miejsce ataku – Andrieja Lipatowa.

Dmitriczenko był w teatrze Bolszoj od 2002 roku. Nie krył niezadowolenia ze sposobu, w jaki Filin przydzielał role w balecie.

Kropką nad i miał być moment, kiedy nie obsadził w „Jeziorze Łabędzim” jego 21-letniej narzeczonej.

Tancerz nie zgadzał się także z wizją Filina, który chciał wprowadzić do repertuaru nowsze tytuły. Kłócił się z nim o kwestie rozdziału grantów i stypendiów. Do wymiany zdań między nimi dochodziło wielokrotnie podczas spotkań rady teatru.

Wiele osób ze świata baletu nie chciało uwierzyć, że Dmitriczenko mógł zaplanować napad.

Za moich czasów nigdy nic takiego się nie zdarzyło. Czasem doszło do spoliczkowania kogoś w garderobie. I to wszystko – komentował weteran rosyjskiej choreografii Michaił Ławrowski.

Przed sądem Dmitriczenko tłumaczył, że nie miał pojęcia, że napastnik użyje kwasu! Chciał jedynie, aby trochę „potarmosił” Filina, nastraszył…

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze