Rozwiązanie zagadki kryminalnej:

Rzekomo poszkodowany zeznał, że w pewnym momencie napastnik złapał go oburącz za gardło. Krwawiąca dłoń bandyty musiała zostawić ślady na szyi lub na białym kołnierzyku koszuli właściciela sklepu. Jednak żadnych plam krwi nie było, a poszkodowany twierdził, że zdążył tylko otrzepać ubranie. To po pierwsze. Po drugie: sklepikarz twierdził, że napastnik miał plecak, a łupy pakował do torby. Po trzecie: twarz złodzieja była niemal zakryta, a mimo to wiedział, że był to młody człowiek. To pozwoliło domniemywać, że cała opowieść była jedną wielką mistyfikacją.

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze