Na początku 1932 roku gazety doniosły o wstrząsającym zdarzeniu w rodzinie Słabowiczów: żona morfinistka zabiła czterema strzałami męża, gdy odmówił jej pieniędzy na pożądany narkotyk.

Po zbrodni – jak pisała „Gazeta Polska” (nr 16 i 21) – Słabowiczowa „zaniemogła”. Dopiero zastrzyk morfiny przywrócił ją do jakiego takiego stanu i można ją było odwieźć do więzienia przy ul. Dzielnej.

To chyba właśnie wtedy w Urzędzie Śledczym powołano specjalną sekcję do walki z narkotykami. Podjęto intensywne kroki i na początek w aptekach zakwestionowano aż 1586 recept! Zrozpaczeni nałogowcy zwrócili się do Urzędu Śledczego, by im pozwolił egzystować. Dostawali adresy zakładów leczniczych, które mogłyby im pomóc; w tym czasie były cztery: pod Starogardem, Białymstokiem, Gnieznem i Krakowem.

Akcja antynarkotykowa zatacza coraz szersze kręgi – ekscytowała się prasa. Sukces odniesiono też dzięki działaniom inspektora farmaceutycznego Nartowskiego z Wydziału Zdrowia Komisji Rządu, który śledził hurtowników. „Robotnik” donosił o akcji władz bezpieczeństwa, które wspólnie z władzami skarbowymi, „po wywiadach i obserwacji na wielką skalę”, zrobiły rewizję w „Cafe Adria” na Moniuszki (zapewne to w tej kawiarni – o czym pisała inna gazeta, nie podając adresu – wystarczyło usiąść przy stoliku i dwoma palcami potrzeć sobie nos, by zaraz przysiadł się „porcjarz”).

Ta sama gazeta na początku maja informowała o wykryciu „centrali morfinistów” przy ul. Franciszkańskiej 19. Aresztowano felczera Alberta Schulza, który w pobliskim zakładzie fryzjerskim sprzedawał zastrzyki morfiny za 8-15 złotych (wartość realna 30 groszy).

Zamiast pieniędzy przyjmował też papierośnice, zegarki, a nawet ręczniki i prześcieradła. Znaleziono u niego zapasy kokainy, morfiny i heroiny; został osadzony w więzieniu.

Z kolei „Kurier Warszawski” już w połowie stycznia 1934 roku pisał o aresztowaniach wśród licznych pośredników. Zatrzymany został pod zarzutem nielegalnego handlu narkotykami właściciel apteki przy ul. Mokotowskiej 43, Stefan Michelis. Jak ustalono, proceder ten uprawiał od 1925 roku; w 1927 roku aresztowano go i ukarano grzywną.

Teraźniejsze aresztowanie wiązało się ze sprawą Słabowiczowej, gdyż w śledztwie okazało się, że wpadła ona w sidła szajki składającej się z braci Stanisława i Piotra Olechowskich, Leona Habera i małżonków Stanisława i Marii Orłowskich. „Urzędowali” oni w cukierni Witkowskiego przy ul. Marszałkowskiej i sprzedawali narkomanom „porcje szczęścia”, biorąc 20 zł za gram. W narkotyki zaopatrywali się w aptece Michelisa. Słabowiczowa kupowała morfinę w klubie „Italia” przy Nowym Świecie 23 – szajka i tam miała swe macki.

Ich proces toczył się w pierwszej połowie maja 1934 roku. Zeznawało wielu narkomanów – niektórzy już się wyleczyli, „na twarzach ich jednak znać ślady przeżytych zmagań” – odnotował sprawozdawca sądowy „Kuriera Warszawskiego” (1934 nr 126). Zapisał też, że Michelisa najbardziej obciążały zeznania Romana Celińskiego, który przez cztery lata kupował w jego aptece narkotyki. Początkowo sprzedawał mu je Olechowski, ale że dość drogo, postanowił zaopatrywać się bezpośrednio u dostawcy. Bywał tam prawie codziennie, a do transakcji dochodziło na zapleczu. Gdy był chory, posyłał chłopca z kartką, na której pisał litery „m” lub „k”.

Obrońcą Michelisa był sławny ze swego ekscentryzmu adwokat Zygmunt Hofmokl-Ostrowski (ojciec).

– Czy świadek nie uważa – zapytał Celińskiego – że alkohol jest równie szkodliwy jak kokaina?

– Oczywiście.

– Czy świadek ma żal do oskarżonych? – naciskał mecenas.

– Bynajmniej. W wielu wypadkach czuję wdzięczność.

– Czy wobec tego nie dziwi się pan, że te osoby znalazły się na ławie oskarżonych?

Tu już przewodniczący rozprawie sędzia Skawiński nie wytrzymał, i uchylił to dezawuujące kodeks karny pytanie. Wówczas mecenas złożył wniosek, który wywołał istną sensację. Zażądał ni mniej ni więcej, tylko powołania biegłego lekarza, który stwierdziłby, że często narkotyki są dobrodziejstwem i że ich działanie nie jest bardziej szkodliwe niż picie alkoholu. Powołał się przy tym na zdrowy wygląd stojących przed sądem narkomanów. Oczywiście, wniosek pozostał bez rozpoznania.

Sąd Okręgowy skazał aptekarza Michelisa na dwa lata więzienia, odebrał mu prawo wykonania zawodu na taki sam okres i orzekł 5 tysięcy złotych grzywny.

 

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze