Był 30 stycznia 1938 roku. W jednym z łódzkich komisariatów pojawiła się 29-letnia Maria Zajdlowa. Szlochając, zgłosiła zaginięcie 12-letniej córki, Zosi. Dwa dni później kobieta zjawiła się tam ponownie i pokazała anonimowy list, który otrzymała pocztą. Nieznani autorzy zagrozili kobiecie, że już nigdy nie zobaczy swojej córki.

Poradzili, aby miała się na baczności, bowiem czeka ją taki sam tragiczny los, jaki spotkał córkę. Z treści listu można się było domyślać, że dziewczynka została zamordowana. Nadawcy listu pisali też, że to, co spotkało Zajdlównę, jest zemstą za pokrzywdzonych przez jej ojca, który pozaciągał długi, ale ich nie spłacił.

– Dlaczego nie zgłosiła pani od razu zaginięcia córki? – dopytywał jeden ze śledczych.

– Już kilka razy dzieci sąsiadów znikały na dwa, trzy dni, po czym wracały do domu. Byłam przekonana, że córka pojechała do dziadków i lada dzień wróci. Ale ten list pozbawił mnie złudzeń – odpowiedziała kobieta.

Od początku pojawiły się podejrzenia co do prawdziwości doniesień matki zaginionej dziewczyny. Kiedy śledczy wzięli ją w krzyżowy ogień pytań, kobieta zaczęła składać niespójne zeznania. Maria Zajdlowa cały czas zachowywała się niezwykle spokojnie i nie zdradzała żadnych obaw o córkę. Gdy zaś zaczęto ją szczegółowo wypytywać o okoliczności zniknięcia dziewczynki, odpowiedziała:

– Ja widzę, że panowie mnie podejrzewają zamiast szukać rzeczywistego sprawcy.

Coraz więcej wskazywało na to, że to ona zamordowała swoją córkę. Sąsiedzi mieli o Zajdlowej jak najgorsza opinię: zmieniała kochanków, nadużywała alkoholu, nie zajmowała się dzieckiem, które było bardzo grzeczne, dobrze się uczyło i nie brało z matki złych przykładów.

„Wczoraj przed wieczorem wezwano na ul. Szopena 49 pluton straży ogniowej, który na polecenie urzędu śledczego przystąpił do opróżniania dołu biologicznego. Po dwu godzinach wydobyto nagie zwłoki dziewczyny, w której rozpoznano poszukiwaną Zajdlównę. Na głowie dziewczynki widniały rany, zadane jakimś tępym narzędziem. Znaki na szyi wskazywały na uduszenie. Po wstępnym badaniu, zwłoki przesłano do prosektorium, gdzie odbędzie się ich sekcja… Wiadomość o potwornej zbrodni wstrząsnęła całym miastem. Zarówno tłem, jak i okolicznościami, przypomina ona zbrodnię Rity Gorgonowej” – pisał 5 lutego 1938 jeden z łódzkich dziennikarzy.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze