Szybko okazało się, ze autorką anonimu, który przyczynił się do wykrycia zbrodni, jest sama Zajdlowa. Zapadła decyzja o jej aresztowaniu. Razem z nią zatrzymano jej przyjaciela, 31-letniego Stanisława Gibkiego, bezrobotnego muzykanta (jak się potem okaże, nie miał on nic wspólnego z tą makabryczną sprawą). Kiedy Zajdlowej pokazano papiery, znalezione w jej mieszkaniu i przez nią pisane, a następnie anonim, napisany tą samą ręką – zemdlała.

Wezwany lekarz pogotowia stwierdził, że kobieta symuluje omdlenie. Mimo zabiegów lekarskich Zajdlowa symulowała przez kolejne 20 godzin. W tym czasie lekarz trzykrotnie potwierdził swoją diagnozę. Za trzecim razem, kiedy w obecności policji lekarz powiedział: „Jest pani zdrowa”, Zajdlowa otworzyła oczy i zdecydowała się mówić. Potwierdziły się wstępne hipotezy, że kobieta starała się zachować przy sobie Gibkiego i najprawdopodobniej to było przyczyną potwornego czynu. Dorastająca córka była bowiem przeszkodą w planach wyrodnej matki.

Zanim kobieta przyznała się do winy, jeden z oficerów policji wpadł na pomysł i użył podstępu. W czasie dalszego przesłuchiwania aresztowanej już Zajdlowej, oficer ten oświadczył, że na szyi zamordowanej znajdują się ślady paznokci i władze na pewno na tej podstawie poznają mordercę. Odprowadzona do celi Zajdlowa błyskawicznie poobgryzała paznokcie u rąk. Podstęp się udał. Paznokcie załączono do akt…

Krytycznego dnia, po odrobieniu lekcji, Zosia chciała pójść do babci.

Matka jednak nie pozwoliła jej, oświadczając, że musi wyjść do miasta, dlatego Zosia musi zostać w domu. Dziewczynka zaczęła się z matką sprzeczać, a wreszcie rozebrała się i z książką położyła do łóżka. Zajdlową zabolał ząb. Zeszła więc do apteki, gasząc światło, na skutek czego Zosia nie mogła czytać. Po jej powrocie Zosia znów poczęła czynić matce wymówki. Maria Zajdlowa, rzekomo w zdenerwowaniu, chwyciła młotek i uderzyła dziecko w głowę. Potem zaczęła ją dusić.

– Położyłam jej rękę na szyi, przytrzymałam kilka minut. Zosia przez jakiś czas szamotała się, a po chwili zesztywniała. Gdy przekonałam się, że dziecko nie żyje, nie wiedziałam w pierwszej chwili, co robić. Zwłoki włożyłam do worka, przerzuciłam przez ramię, zeszłam na podwórze i wrzuciłam do ustępu. Worek zabrałam i zamknęłam się w mieszkaniu na klucz. Przespałam całą noc. Czynu swego dokonałam w zdenerwowaniu, a przy tym Gibki wyzyskiwał mnie pod pretekstem ożenku – powiedziała w trakcie pierwszego przesłuchania.

Pogrzeb dziewczynki zgromadził tysiące ludzi. Setki ich przyszło na proces sądowy Marii Zajdlowej. Prokurator w mowie oskarżycielskiej stwierdził:

– Ta kobieta kłamie, udaje, pozuje i nigdy nie jest sobą.

– Chciałam się pozbyć Zosi, bo koleżanki mówiły, że nie będę mogła wyjść za mąż, mając tak dużą córkę – powiedziała oskarżona.

Sąd skazał dzieciobójczynię na dożywocie.

Leon Madejski

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]