Milicja polowała na niego ponad dwa lata. Wpadł wiosną 1982 roku w szczawnickiej restauracji, gdzie jadł śniadanie z 17-letnią Małgorzatą Z.

W różnych stronach Polski do komisariatów milicji zgłaszały się nieco skrępowane młode kobiety, które z trudem opowiadały, że zostały okradzione przez pewnego mężczyznę. Wszystkie mówiły, że roztaczał wokół siebie aurę playboya, był czarujący i szarmancki. Rysopis się zgadzał, nazwisko nie zawsze, ale to drobiazg. Z dodatkowych rzeczy wiadomo było, że ubierał się w Peweksie i miał gest – potrafił jechać taksówką z jednego krańca Polski na drugi, a nowo poznane panie obdarowywał drogimi prezentami. Inna sprawa, że potem inwestycję, z nawiązką, odbierał…

Szybko udało się ustalić jego prawdziwe dane. W odróżnieniu do faktycznej liczby poszkodowanych kobiet. Zapewne wiele z jego ofiar, zwłaszcza tych zamężnych, z oczywistych względów nigdy nie zgłosiło się na milicję.

 

Na sercu niewidzialna obręcz

Milicja była przekonana, że uda się go schwytać, kiedy zmarła jego matka. Liczono, że pojawi się w rodzinnej miejscowości na uroczystościach pogrzebowych. On jednak podejrzewał, że bezpieczniej będzie wysłać wieniec, niż się wystawiać. Nie pomylił się.

Jednak kilka tygodni później w Kamieniu Pomorskim wpadł w ręce mundurowych. Milicjanci odetchnęli z ulgą, tymczasem ich aresztant zaczął się uskarżać na silny ból w klatce piersiowej. Trzeba było zawieźć go na rentgen. Przed badaniem, kiedy tylko zdjęto mu kajdanki, czmychnął, wyskakując przez okno na pierwszym piętrze.

Dwa lata później – w 1980 roku znowu wpadł, tym razem w Sarbinowie. Uciekł w trakcie przesłuchania. Podobnie jak wcześniej – przez okno. Pojechał do Karpacza i Szklarskiej Poręby. Tam ponownie zatrzymała go milicja. Znowu udało mu się uciec, tym razem z celi milicyjnego aresztu.

W 1981 roku poznał Małgorzatę Z. pseud. Niusia. Zostali parą. Pochodząca z Łodzi dziewczyna była w nim bezgranicznie zakochana. Wiosną 1982 roku siedział z „Niusią” w jednej z restauracji w Szczawnicy. Jedli późne śniadanie. Byli w trakcie „tournée” na południu Polski, gdzie okradali właścicieli prywatnych kwater i dziewczyny z bogatych domów. Rozpoznał go inny klient restauracji, notabene milicjant po cywilnemu, który dokładnie znał jego rysopis z listów gończych.

Tym razem nie udało mu się uciec. Czekał go proces. Listę jego grzechów pomogła ustalić „Niusia” i znaleziony przy nim atlas samochodowy z zaznaczonymi „spalonymi” miejscowościami, gdzie kogoś okradł albo oszukał.

Jerzy Kalibabka, bo o nim mowa, podrywacz, oszust, złodziej, gwałciciel, damski bokser, w półświatku znany jako „Tulipan”.

Nie szanował kobiet, wręcz gardził nimi. O swoich ofiarach mówił „kocmołuchy”. Liczyły się tylko pieniądze, dobra zabawa i on sam.

– Jestem najprzystojniejszy w tym kraju i nie ma potrzeby, abym niszczył sobie ręce; tylko chamy i motory pracują – tak Kalibabka mówił o sobie.

I dalej: – Kobiet uwiodłem kilka tysięcy. Po dwóch tysiącach przestałem je liczyć. W takiej Szczawnicy zaliczyłem wszystkie kelnerki we wszystkich domach wczasowych.

Uwodził dziewczyny z zamożnych domów. Najczęściej córki prywaciarzy. Na celowniku miał także samotne wczasowiczki, na które polował w popularnych kurortach. Kiedy grunt palił mu się pod nogami, albo już się znudził, zmieniał miejsce zamieszkania, zostawiając zrozpaczoną dziewczynę z ogołoconym mieszkaniem i… złamanym sercem.

Miał dar, bo aby poderwać dziewczynę potrzebna mu była zaledwie chwila.

Na przykład: jadąc pociągiem na Śląsk, przeszedł się po wagonach. Wpadła mu w oko samotna, atrakcyjna 20-latka. Natychmiast się przysiadł. Zrobił na niej takie wrażenie, że bez wahania zaprosiła go do mieszkania swojego narzeczonego, który akurat był w szpitalu. Następnego dnia wpadli na pomysł, aby wyjechać gdzieś i odpocząć. Ponieważ nie mieli pieniędzy, dziewczyna zaproponowała, że skoczy do Opola, gdzie mieszkali jej rodzice i pożyczy trochę grosza na wyjazd. Pojechała, zostawiając Jurkowi klucze do mieszkania. On – jak przystało na dżentelmena, odprowadził ją na przystanek PKS-u. Pomachał na do widzenia i poszedł do pobliskiej restauracji. Tam wpadła mu w oko młodsza i ładniejsza niewiasta. Zabrał ją do mieszkania narzeczonego dziewczyny z pociągu. Pobaraszkowali, ukradli co się dało i co nie było kłopotliwe w upłynnieniu. Po wszystkim wyjechali. Obrali kurs na Szczecin.

Kiedy nowa sympatia odpoczywała w przedziale, Jureczek poszedł rozprostować kości. Błyskawicznie poznał ponętną Agatę i wysiadł z nią w Poznaniu. Drzemiąca w przedziale dziewczyna nie miała pojęcia, że na stacji końcowej wysiądzie sama i bez biżuterii… Tymczasem Agata zagościła w życiu Jurka zaledwie kilka dni. Szybko się znudził. Nie podobało mu się, że dziewczyna chciała go przedstawić swoim rodzicom. Zgodził się jednak na wizytę. Spakowali się i ruszyli na dworzec. Oddali bagaże do przechowalni i udali się do kawiarni. Nagle Jureczek przypomniał sobie, że coś pilnego zostawił w walizce. Poszedł, zabrał swój bagaż i czym prędzej wsiadł w pierwszy lepszy pociąg. W którym poznał kolejną swoją ofiarę…

Ale uwodzenie to najdelikatniejsze z jego wyczynów. Na koncie miał również gwałty, uprowadzenia, szantaże – w których m.in. pomagała mu ślepo zakochana w nim „Niusia”…

Chcesz poznać kulisy działania Jerzego Kalibabki? Kup „Detektyw Extra” w którym obszernie opisywaliśmy jego życie i ostatnie lata „działalności”. Do kupienia TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze