O znakowaniu ludzi mających słabość do cudzych rzeczy tak twierdził Bartłomiej Groicki w wydanym po raz pierwszy w 1559 roku „Porządku sądów i spraw miejskich prawa magdeburskiego w Koronie Polskiej”:

„Te złodzieje – napisano na kartach tej księgi spełniającej rolę kodeksu karnego wykonawczego – którzy we dnie kradną, mieszki, wacki, kalety kryjomie rzężą, tak znaczą: za pierwszym kradziectwem je na twarzy cechują, za wtórnym obiedwie uszy urzynają, za trzecim krzyż na czole żelazem wypalają, a za każdym razem u prągi biją. Takie cechowanie na złodziejach dla tego bywa, aby je ludzie znali a ich się strzegli. A jeśliby się który dalej co takiego dopuścił, już ma być powrozem na szubienicy nacechowany, aby więcej ludziom nie szkodził (…)”

Był to więc swoisty rejestr skazań, który złodziej nosił na własnej skórze; piętnowanie zresztą stosowano jeszcze i na przełomie XVIII i XIX wieku, a za czasów carskich w drugiej połowie XIX wieku złodziejom warszawskim, podobnie jak innym katorżnikom rosyjskim skazywanym na Sybir, wypalano na czole napis: „wor”.

Dodajmy, że złodziejaszkowie traktowani według zaleceń Groickiego byli nadto „egzaminowani” przez kata, czyli brani na tortury. Szło głównie o to, żeby przyznali się do innych popełnionych kradzieży, a także wydali wszystkich wspólników.

Tak surowo nakazywał traktować Groicki tych złodziei, którzy łagodniejsze karanie „częstokroć sobie za śmiech mają i za nic nie ważą”. Inaczej – według niego – powinno postępować się z tymi, którzy ukradli „za potrzebą wielkiego głodu” lub gdy w grę wchodzą „inne okoliczności, za którymi się złodziej może czasami wymówić”.

Historycy badający tak zwane „libri maleficorum et damnatorum” (księgi złoczyńców i skazańców), w których sądy miejskie zapisywały zeznania sprawców kradzieży i zapadłe wobec nich wyroki, zwracają uwagę, że werdykty nie zawsze były tak surowe, jak zalecało prawo. Nie tracono nawet tych, którzy dobrowolnie lub na mękach szczerze wyznawali swoje wszystkie „kradzieżstwa”, a więc wielokrotnych recydywistów. Brano widocznie pod uwagę owe okoliczności łagodzące (w tamtych czasach często kradziono z głodu), a jeszcze pewniej deklarowaną przez złodziei skruchę, jako że bardziej traktowano ich czyny w kategoriach grzechu za złamanie przykazania „nie kradnij”, niż złamanie przepisów stanowionego prawa.

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze