Tego lata pogoda wręcz rozpieszczała urlopowiczów. Zwłaszcza sierpień, który powoli zbliżał się ku końcowi. Mniej szczęścia mieli ci, co na wywczas wybrali się na początku lipca. Do tej grupy należał również porucznik Mirosław Notecki.

Gdy spędzał urlop nad jeziorem, lało prawie bez przerwy. Teraz by sobie poużywał, a tymczasem musi się kisić w komendzie. „Może jesienią wyrwę się na kilka dni na grzyby” – rozmarzył się milicjant. Miłe plany przerwało mu pukanie do drzwi.

– Syn do pana – oznajmił dyżurny.

– Wpuścić – powiedział Notecki, uśmiechając się pod wąsem.

„Ten młody, to niezły służbista” – pomyślał. Inni wpuszczali Piotra Noteckiego do ojca bez anonsowania. Wszyscy go znali i cyrki z meldowaniem nie były potrzebne.

Kiedy 19-letni Piotrek trochę ochłonął, zaczął opowiadać, co się stało. Od niedawna miał prawo jazdy. Ojciec od czasu do czasu pozwalał mu brać swojego poloneza, aby młody wprawił się w jeździe. Warunek był jeden, miał „trenować” w okolicy, dopóki jest widno. Najlepiej w towarzystwie ojca lub za jego każdorazowym przyzwoleniem.

– Stało się nieszczęście, bo ja… wziąłem „poldka”… – Piotrek nie zdołał dokończyć zdania.

– Co??? – ryknął czerwony ze złości Notecki.

– Chciałem przewieźć Jolkę. Tylko po okolicy. Myślałam, że o niczym się nie dowiesz, bo planowałem odłożyć kluczyki na miejsce, zanim wrócisz z pracy… – zawiesił głos syn.

– I…? – dopytywał ojciec, zaciskając pięści.

– No wyrzuciło mnie na zakręcie… – odważył się wreszcie powiedzieć Piotrek. – W sumie nie to jest najgorsze…

– Weźcie mnie, bo zaraz mnie rozerwie! Uszkodziłeś samochód?

– Nie. To znaczy tak, ale mogło być gorzej, bo mogliśmy uderzyć w drzewo. Tymczasem wpadliśmy tylko do rowu. Nie mogłem wyjechać, chyba coś się zepsuło.

Porucznik Notecki policzył w myślach do dziesięciu.

– Za mną – rzucił do syna, wychodząc z pokoju. – Musimy tam pojechać, zabrać samochód. Załatwię to z właścicielem posesji.

– Dobrze, bo Jola tam została i pewnie umiera ze strachu.

– Weźcie mnie, bo zaraz mnie rozerwie – Notecki powtórzył swoje ulubione powiedzonko.

Notecki obszedł auto, oszacował straty. Na szczęście nie było tak źle, jak sobie wyobrażał. Trochę mu ulżyło. Żeby wejść do samochodu, musiał odsunąć fotel. Poprawił lusterka. Spróbował uruchomić silnik. Udało się za trzecim razem. Znać było wprawną rękę prawdziwego kierowcy z dużym doświadczeniem.

– Od dzisiaj szlaban na samochód! – poinformował Notecki. – I nie uśmiechaj się tak głupio. Może nie jesteś jednak takim złym kierowcą, jak myślałem, ale chyba nie powiedziałeś mi całej prawdy.

– Tatuś, ale o co ci chodzi? Było, jak mówię, jak bonie dydy. Jolka może potwierdzić.

Dlaczego porucznik Notecki posądził syna o kłamstwo?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze