Na ciele zamordowanego artysty ujawniono rany rąbane okolic głowy i szyi. Przyczyną zgonu był uraz wielonarządowy. W pierwszych chwilach po odkryciu ciała podejrzewano, że mężczyznę zamordowano toporkiem. Komu naraził się Wojciech S.?

W nocy z piątku na sobotę, 17 września 2016 roku, w powiecie toruńskim wydarzył się tragiczny wypadek. Pierwsze komunikaty brzmiały: „W nocy z piątku na sobotę, na krajowej dziesiątce, w miejscowości Czernikówko zderzyły się dwa samochody osobowe. Jak wynika ze wstępnych ustaleń policjantów, 19-latek kierujący hondą podróżował w kierunku Lipna. Z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z renault clio, które prowadził 21-latek”. Obaj mężczyźni nie przeżyli zderzenia. Z życiem uszła jedynie 17-letnia pasażerka hondy.

Podczas wyjaśniania przyczyn i okoliczności tego wypadku do policjantów wpłynęła inna tragiczna informacja. W lesie w okolicach miejscowości Smogorzewiec, w gminie Obrowo, odnaleziono zwłoki 60-letniego Wojciecha S., lokalnego artysty.

 

Policja szybko powiązała obie sprawy. Okazało się, że kierowcą renault był Tomasz S., syn zamordowanego Wojciecha S.

***

Wojciech S. „Solari” urodził się w Rypinie. Ukończył Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i od lat 80. był związany ze środowiskiem toruńskim. Od 2001 roku był członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. Tworzył, wykorzystując różne techniki graficzno-malarskie. Nie bał się wykraczać poza schematy, jego prace można zaliczyć do abstrakcji aluzyjnej. Jego obrazy są niedopowiedziane, a autor celowo nie nadawał im tytułów. Czy chciał, aby każdy mógł sam nazwać to, co widzi, nie sugerując się wizją twórcy?

30 września 2016 roku w Toruniu miało odbyć się otwarcie jego wystawy z okazji 40-lecia pracy twórczej. „Solari” niecierpliwie wyczekiwał tej daty, było to ważne dla niego, autorskie przedsięwzięcie. Niestety, nie doczekał się… 20 września jego zwłoki znaleziono w lesie koło Smogorzewca. Bez wątpienia ktoś go zamordował. Natychmiast pojawiły się plotki na temat stanu zwłok. Jedni mówili, że miał odrąbaną głowę, inni, że był cały zmasakrowany. Nie tylko miejscowość, gdzie mieszkał artysta, ale i okolice wrzały od plotek. Sąsiedzi „coś tam” o Wojciechu wiedzieli, ale w sumie niewiele…

„Solari” sprowadził się w okolice w 2000 roku (wcześniej mieszkał pod Ciechocinkiem) i jak każdy „nowy” trzymał się raczej na uboczu. Być może wynikało to z jego charakteru? Wiadomo – artysta. Wrażliwy i żyjący w swoim świecie… Kupił dom, kilka hektarów łąki. Rodzina mu się rozpadła. Żona odeszła, dwie córki wyjechały za granicę. W rodzinie S. nie działo się najlepiej.

– Żona Wojciecha kilkakrotnie wyprowadzała się od niego. Potem wracała. Czasem przychodziła się poskarżyć, że mąż ją bije i poniża. Już na początku znajomości z tą rodziną zauważyłam, że relacje w niej są toksyczne. Przy nas, obcych przecież jeszcze ludziach, Wojciech wulgarnie wyzywał i żonę, i dzieci – mówiła jedna z sąsiadek.

Kiedy z domu wyprowadziła się żona i córki, Wojciech S. został na gospodarstwie tylko z synem, Tomaszem. Chociaż chłopaka często nie było w domu…

– Tomek prawdopodobnie nagminnie przebywał na leczeniu. Zresztą obaj leczyli się psychiatrycznie – zdradził jeden z dalszych sąsiadów rodziny S.

Potwierdzili to inni, nie kryjąc, że obaj byli z kategorii tych nieobliczalnych. Ktoś powiedział, że „Solari” raz wpadł do niego na działkę i groził mu. Zachowywał się dziwnie, jakby był pod wpływem „jakiejś substancji”.

Jeden z sąsiadów był z nim mocno skonfliktowany:

– Ale nie tylko ja miałem z nim sprawy w sądach. O co? Na przykład o to, że rozwalił mi latarnię. Skończyło się umorzeniem, bo Wojciech S. miał zaświadczenie od psychiatry o niepoczytalności.

Zdaniem mężczyzny, Wojciech S.
często zachowywał się agresywnie. Trudno zliczyć, ile razy musiał wzywać do niego policję. Chodziło o groźby, wyzwiska, jazdę samochodem pod wpływem alkoholu czy zakłócanie ciszy.

– To wszystko chyba przez alkohol. Wódka źle na niego działała. Jak się napił, to rozrabiał. Stawał się agresywny. Wyzywał, kopał, groził, potrafił stół przewrócić. Bywało, że na drugi dzień się kajał i przepraszał. Potrafił mnie nawet prosić o wybaczenie i całować w rękę. Policja wiedziała, co tu się wyprawia. Wiedzieli wszystko, co dzieje się u Wojciecha S., nie kryliśmy tego – opowiada sąsiad.

Czy rzeczywiście mundurowi byli wzywani do domu malarza?

– W 2016 roku w domu Wojciecha S. interweniowaliśmy trzy razy. Raz z powodu nieporozumienia z ekipą budowlaną. Dwa razy natomiast ojciec zgłaszał nam, że syn się oddalił, nie wiadomo dokąd. Za każdym razem jednak syn się po jakimś czasie znajdował. W tym roku nie mieliśmy żadnych zgłoszeń dotyczących konfliktu ojciec – syn. Nie było też żadnych sygnałów, świadczących o jakichkolwiek konfliktach Wojciecha S. z sąsiadami – informowała Komenda Miejska Policji w Toruniu.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze