Pewien wpływ na ten szkolny prestiż miała ciągła obecność jej męża, świadomość, że Roger za chwilę wpadnie do szkoły i spojrzy na wszystko swym czujnym, służbowym okiem.  Różnił się znacznie od mężów innych nauczycielek składaniem Michelle nieoczekiwanych i krótkich wizyt. Wpadał w porze lunchu, posiedział, pogadał i już go nie było. Czekał na Michelle  pod szkołą, z początku – jako policjant mundurowy – w wozie patrolowym, później – jako detektyw – w swoim nieoznakowanym samochodzie służbowym. Wymieniali kilka słów, po czym rozjeżdżali się  w swoją stronę. Ale na ludziach robiło to wrażenie.  Otoczenie rozumiało to tak: Roger zachowuje się tak dziwnie, bo nie potrafi wytrzymać bez niej nawet kilku godzin.

Sielanka, dosłownie sielanka… Roger i Michelle mieli już wszystko, a nawet znacznie więcej niż typowe małżeństwo policjanta i nauczycielki. Mieszkali w ogromnym domu, w bogatej dzielnicy miasta Denton.

Nie kryli, że nie stać by ich było na tak wystawną posiadłość, gdyby nie znaczne wparcie finansowe otrzymywane od matki Michelle, która miała swoją część domu, a w zamian pomagała w spłacaniu kredytu hipotecznego. Przez wiele lat po ślubie nie mogli doczekać się dziecka, lecz w końcu uśmiechnął się do nich los: w listopadzie 2001 roku na świat przyszedł synek. Przyjaciele od razu zaobserwowali, że Michelle i Roger przeżywają kolejny etap wielkiej miłości.

Mike Stiller, policjant stanowy, jeden z wielu bliskich przyjaciół zakochanej pary: – Zawsze, a tym bardziej teraz, byli szczęśliwym małżeństwem. Nawet w towarzystwie  nie tracili najmniejszej okazji, by siedzieć blisko siebie i żartując z nami trzymać się za ręce, dotykać czule, szybko pocałować. Tylko pozazdrościć…

 

Pokryta zastygłą krwią

5 lipca 2002 roku Michelle i Roger obchodzili szesnastą rocznicę ślubu. Pojechali na kolację do najlepszej restauracji w mieście. Któż mógł się spodziewać, że ten szczęśliwy bieg wydarzeń przyjmie tak tragiczny obrót, a wyjątkowo celebrowana kolacja będzie ostatnią w ich wspólnym życiu…

Nazajutrz, 6 lipca, tuż przed dziewiątą wieczorem, Roger zatelefonował pod alarmowy numer 911: – Potrzebny ambulans! Moja żona otrzymała postrzał. Nie oddycha. Cała zalana krwią!

Policjant stanowy Richard Brown, najlepszy przyjaciel nieszczęsnej pary, był akurat na dyżurze i to on przyjął to wezwanie. – Patrzę na numer telefonu i stwierdzam, że jest to numer doskonale mi znany – mówił niemal z płaczem w wywiadzie telewizyjnym. – Podnoszę słuchawkę, a na linii mój przyjaciel! Tak wiele razy otrzymuję wezwanie do interwencji w sprawach ludzi zupełnie mi obcych. W takich przypadkach jadę na ratunek prosząc Opatrzność o pomoc: Boże, proszę, pomóż mi i tym ludziom! Modlę się na wszelki wypadek, bo nigdy nie wiadomo, co mnie czeka na miejscu. Teraz modliłem się tym bardziej żarliwie, lecz w niczym to nie pomogło. Do dziś nie rozumiem: dlaczego Michelle, kobieta znana z typowo nauczycielskiego zamiłowania do porządku, graniczącego wręcz z pedanterią, poszła z tym rewolwerem i przybornikiem do łóżka?

Natychmiast po przyjęciu wezwania Richard Brown pojechał pod dobrze sobie znany adres. I oto co zastał na miejscu: Michelle leżała martwa w głównej sypialni domu, na skraju ogromnego małżeńskiego łoża, podczas gdy w materace wsiąkała wielka plama zastygłej krwi, z rany znajdującej się pośrodku klatki piersiowej.

Już na pierwszy rzut oka wyglądało to na postrzał. Otwór rany wlotowej był malutki, natomiast rana wylotowa ogromna, świadcząca o straszliwych spustoszeniach, jakie pocisk wyrządził  w rejonie serca i płuc.

Roger, mąż denatki, zarazem kolega z pracy i przyjaciel, w obliczu tej tragedii zachowywał się  zadziwiająco spokojnie – relacjonował policjant stanowy Richard Brown kilka lat później. –  Na moje pytanie , co się stało, powiedział, że poprzedniego dnia obchodzili rocznicę ślubu. Rano on wstał pierwszy, udał się do pracy, potem wieczorem wrócił do domu, pojechał na krótko do solarium, a gdy wrócił tuż po dziewiątej,  zastał Michelle w małżeńskim łożu z raną postrzałową. Natychmiast podjął akcję ratunkową, bezskutecznie  próbując przywrócić ją do życia metodą usta-usta.

Policjant Brown osobiście znajdował się w niezbyt zręcznej sytuacji. Zapisując w notatniku pierwsze słowa męża denatki nie potrafił pozbyć się wrażenia, że przesłuchuje świadka, a zarazem najbliższego przyjaciela. Nie potrafił jednak wyzbyć się również zawodowego krytycyzmu, toteż w sposób nabyty jeszcze w szkole policyjnej, filtrował słowa przyjaciela próbując oddzielić prawdę od kłamstwa. I choć na widok tej tragedii oczy zachodziły mu łzami, odnotowywał pierwsze spostrzeżenia, układające się następnie w zadziwiającą konkluzję: Coś tu jest nie tak…

Cierpliwie jednak przesłuchiwał przyjaciela patrząc mu prosto w oczy i  próbując wycisnąć z niego całą prawdę o przyczynie śmierci Michelle. Pytał o to, kto ją zastrzelił. Roger odpowiedział, że nikt. Był to wypadek przy czyszczeniu broni.  Żona nacisnęła przypadkowo na spust, czyszcząc jeden z jego rewolwerów. – Akurat na jutro mieliśmy zarezerwowany czas na strzelnicy – wyjaśnił Roger tym samym spokojnym głosem, lecz brzmiało to jak wyjaśnienie marne i naciągane.

Policjant Brown widział teraz na własne oczy ten rewolwer oraz pudełko przybornika do czyszczenia broni. Oba przedmioty spoczywały w zasięgu rąk zmarłej. „Coś tu jest jednak nie tak…” – myślał intensywnie policjant Brown.

Dlaczego kobieta, mająca na głowie dom, męża, dziecko i swoją wyjątkowo poważnie traktowaną pracę zawodową, bierze się wieczorem za czyszczenie rewolweru, zamiast pisać plany lekcji? Dlaczego Michelle, znana z typowo nauczycielskiej pedanterii, poszła z rewolwerem i przybornikiem do łóżka, między te wszystkie delikatne tkaniny pokrywające kołdry i poduszki?

„Oczywiście, coś tu jest nie tak…” – porozumiewali się ze sobą znaczącymi spojrzeniami sanitariusze z pogotowia, bezradnie rozkładając ręce nad zwłokami. Uważnie i podejrzliwie przyglądali się natomiast mężowi denatki. Rzadko kiedy zdarza się akcja w domu policjanta stanowego, w sprawie zwłok znalezionych w małżeńskiej sypialni. Zapamiętali każdy szczegół. Detektyw Roger Hunter właściwie bez emocji stał nad małżeńskim łożem, na którym spoczywał trup jego żony. Nikt nie spodziewał się po nim ataku histerii, ale mężowie przeważnie rozklejają się nad trupem zgrabnej blondynki, ukochanej i wciąż młodej. Detektyw Hunter zeznał do notatnika policjanta Browna, że próbował reanimować żonę metodą usta-usta.

 

Tadeusz Wójciak

 

Jesteś ciekaw jaki jest ciąg dalszy tej tajemniczej historii? Już jutro zaprezentujemy kolejną, drugą część tekstu o Rogerze Hunterze. Nie przegap!

 

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]