Wzgórze przy ulicy Sobótki w Gdańsku nazywane jest diabelskim. Niegdyś był to niewielki pagórek otoczony gęstym lasem, grzęzawiskami i krętymi dróżkami, które upodobały sobie czarownice. Przybywały w te rejony kuszone błędnymi ognikami migającymi na wzgórzu.Taka sceneria sprzyjała odprawianiu tajemniczych rytuałów, w których miały uczestniczyć także demony.

Potwierdzeniem tego ma być kamień usytuowany na środku wzniesienia – ponoć przytaszczył go jeden z diabłów, by wiedźmy mogły mu się na nim oddawać…

Kilkaset lat później to samo miejsce upodobali sobie masoni. Podobno zaczęli się tam spotykać około 1925 roku. Oczywiście w tym czasie tamtejsza sceneria już nieco się zmieniła. Opinie, w którym dokładnie budynku mieściła się loża masońska, są podzielone. Zdaniem jednych – w okazałym pałacyku, którego ostatnim gospodarzem była Telewizja Polska. Inni twierdzą, że masoni spotykali się w pobliskim budynku dawnej restauracji „Wzgórze Zinglera”. Pałacyk TVP przejął legendę, bo był efektowniejszy, działał na wyobraźnię i budził skojarzenia z tą tajemniczą organizacją.

Po zakończeniu II wojny światowej, gdy w Gdańsku nastąpiła wymiana ludności, pojawiało się wiele plotek i pogłosek o miejscach owianych tajemnicą. Restauracja niejakiego Zinglera powstała w 1886 roku. Od nazwiska jej właściciela zaczęto nazywać także wzgórze, na którym się znajdowała. Po przejęciu terenu przez TVP w 1959 roku krajobraz urokliwego miejsca nieco się zmienił. Budynek dawnej restauracji znacząco przebudowano, tak że dziś nie przypomina przedwojennego pierwowzoru. Po wyprowadzce telewizji w 1996 roku zabytkowe budynki niszczały. Zainteresowani byli nimi przede wszystkim złodzieje i chuligani. Nic nie robili sobie z pogłosek, że w budynku straszy.

 

Agnieszka Kozak

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze