Województwo śląskie to nie tylko kopalnie. Nie brakuje tam również pięknych zamków i pałaców. Chyba najbardziej znanym i najpopularniejszym wśród turystów jest zamek Ogrodzieniec. Można w nim napotkać zjawę – czarnego psa. Pod tą postacią kryje się okrutny i pazerny właściciel Ogrodzieńca – Stanisław Warszycki. Podobno już za życia został porwany przez diabła do piekła. Powraca nocami pod postacią czworonoga, aby bronić swych skarbów.

Równie nietypowe zjawy można spotkać w jednym ze śląskich pałaców, który mieści się w malowniczej wsi Krowiarki. Pałac należał niegdyś do rodów Strachwitzów, Gaschinów oraz Donnersmarcków. Budowla została wzniesiona w 1826 roku w miejscu dawnego drewnianego dworu, pochodzącego z XVII wieku. W latach 1852-1896 majątek kilka razy przebudowywano. Od 1939 roku należał do Hansa II Grafa von Henckel-Gaschina. Właściciel uciekł stamtąd na rowerze, gdy zbliżały się oddziały Armii Czerwonej. Po wojnie, którą pałac przetrwał w nienaruszonym stanie, mieściły się w nim kolejno: Szkoła Aktywu Politycznego, Państwowy Dom Dziecka oraz przedszkole. Od 1963 roku przez 7 lat funkcjonował w pałacu Szpital Rehabilitacyjno-Ortopedyczny. Później budynek trafił w prywatne ręce i rozpoczęły się prace remontowe.

Pałac w Krowiarkach został zbudowany z rozmachem, o czym świadczy chociażby fakt, że jego podziemia składają się z 30 piwnic, a na parterze i piętrach jest łącznie 115 sal! Wyjątkowo okazale prezentuje się pełna przepychu sala balowa czy Sala Mauretańska, której wystrój nawiązuje do tradycji islamu.

Wyjątkowość tego miejsca ma także związek z nietuzinkowymi postaciami, które niegdyś zamieszkiwały pałacowe komnaty. Jedną z nich była hrabina Wanda von Goschin, słynąca z nieokiełznanego i okrutnego charakteru. Owa dama uwielbiała galopować przez pola w towarzystwie psiej sfory składającej się z 200 psów. Skąd tyle czworonogów? Otóż pewnego razu hrabia von Goschin został poproszony przez cesarza o przyjęcie i zakwaterowanie w pałacu oddziału żołnierzy. Za namową swej żony odmówił jednak monarsze. Kobieta stwierdziła, że woli mieć na utrzymaniu 200 psów niż oddział pruskich żołdaków. Słowa te dotarły do cesarza.

Oburzony nakazał kupić Wandzie von Goschin taką liczbę zwierząt. Hrabina była zachwycona. Chętnie w psim towarzystwie wyruszała na polowania. Podczas jednego z nich odstrzeliła sobie dwa palce. Mimo tej przykrej przygody wcale nie zraziła się do krwawego hobby. Natychmiast kazała sobie wykonać protezy z czystego złota. Po nieszczęśliwym wypadku wydawała się jeszcze bardziej żądna wrażeń i bez oporów galopowała po okolicznych kniejach w poszukiwaniu dzikiego zwierza. Hrabina daje o sobie znać nawet po śmierci. Jej dusza do dzisiaj nie zaznała spokoju. Podobno miała na sumieniu śmierć swojej służącej, lecz jako osoba wyższego stanu uniknęła kary.

Miejscowi mówią, że nocą w pobliżu pałacu można spotkać jej ducha galopującego na koniu. Czasami snuje się także po przepięknej pałacowej Sali Mauretańskiej. Podobno kiedy tylko pojawia się w Krowiarkach, wszystkie psy w okolicy zaczynają wyć. Skąd pewność, że to zjawa Wandy von Goschin? Zdradzają ją dwa połyskujące w ciemnościach palce, wykonane z cennego kruszcu.

Niedowiarki mogą nie wierzyć w legendę o duchu hrabiny von Goschin. Faktem jest, że w małym kościółku na skraju Pietrowic Wielkich, gminy w której usytuowany jest pałac w Krowiarkach, zachowało się wotum dziękczynne hrabiny złożone pod cudownym wizerunkiem Jezusa. Ks. Jan Jureczka, który spisał historię tej świątyni wspominał, że był to żyrandol szlifowany kryształami w kształcie graniastosłupów, zawieszony w prezbiterium jako dowód łaski nawrócenia na czynienie dobra, jakiej dzięki modlitwie doznała zła i zgorzkniała szlachcianka. Ksiądz opisał też historię śmierci służki, do której miała się przyczynić hrabina.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze