Tuż przed zamknięciem sklepu pani Zofia myła podłogę. To wtedy do środka wszedł zamaskowany mężczyzna z przedmiotem przypominającym broń.

– Myślałam, że klient wchodzi, nawet po pierwszym słowie nie zrozumiałam, co mówi – opowiada pani Zofia, właścicielka sklepu w Pinczynie (pomorskie). – Chciałam go obsłużyć, ale patrzę, że trzyma pistolet i podchodzi bliżej, więc ja, trzymając mopa w wiadrze, bez chwili zastanowienia, zaczęłam go nim uderzać. On tylko wołał: „siano, siano!”.

Kiedy zorientowała się, że mężczyzna nie ma dobrych zamiarów, zaczęła się bronić.

Jak widać na nagraniu z monitoringu, kobieta najpierw oblała złodzieja wodą. Później, kiedy ten mimo wszystko podszedł do szafki z pieniędzmi, zaczęła uderzać go mopem.

– Tak jakby wiedział, gdzie jest szuflada z pieniędzmi, próbował się do niej dostać, więc ja podbiegłam przed niego z tym mopem oczywiście. Ręką złapał tam, gdzie leżą papierosy. Nie wiem, może jedną, dwie, trzy paczki wziął. Ja sięgałam ręką po telefon, jakbym chciała wzywać pomocy – opowiada właścicielka sklepu.

Napastnik w końcu dał za wygraną.

–  Szybko wybiegł ze sklepu, ja jeszcze za nim i tylko usłyszałam, wybiegając na schody, pisk kół samochodu. Samego samochodu nie widziałam – mówi kobieta.

Pani Zofia od razu pobiegła po męża. Razem zawiadomili policję.

– Około godziny 22 dyżurny starogardzkiej komendy otrzymał zgłoszenie o napadzie na sklep. Policjanci, którzy przybyli na miejsce po rozmowach z ekspedientką ustalili, że rzeczywiście kilka minut wcześniej do sklepu wszedł zamaskowany mężczyzna, który w ręku trzymał przedmiot przypominający broń – mówi  mł. asp Małgorzata Szweda z policji w Starogardzie Gdańskim.

Dodaje, że mężczyzna podczas ucieczki zdążył ukraść trzy paczki papierosów.

Śledczy zabezpieczyli już ślady, monitoring i przesłuchali świadków. – Trwają czynności w celu ustalenia sprawcy tego zdarzenia. Prowadzone są pod nadzorem prokuratury w Starogardzie Gdańskim – mówi.

Sprawcy napadu grozi do 12 lat więzienia.

Pani Zofia przyznaje, że działała impulsywnie, ale teraz tego nie żałuje.

– Niektórzy mówili, że źle postąpiłam, że za takie pieniądze, jakie tutaj są w kasie, nie warto życia tracić – opowiada. – Bałam się, nie ukrywam. Nie wiedziałam, co może być, ale z bronią czy bez niej zrobiłby pewnie to samo – dodaje.

Źródło: www.tvn24.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze