2 listopada 1988 roku 29 osób  wsiadło na pokład samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT Antonow An-24 o znakach SP-LTD „Dunajec”. Maszyna wystartowała z lotniska Warszawa-Okęcie. Leciała na lotnisko Rzeszów-Jasionka.

Podczas lotu doszło do awarii obu silników. Na polach między Rogóżnem a Białobrzegami miało miejsce lądowanie awaryjne samolotu pasażerskiego. Zginęła 69-letnia mieszkanka Rzeszowa. Reszta pasażerów po lądowaniu ewakuowała się. Kilkoro zostało poważnie rannych, pozostali odnieśli drobne obrażenia. Chwilę później samolot doszczętnie spłonął. Wypadek „Dunajca” przyspieszył podjęcie decyzji PLL LOT o wymianie wyeksploatowanych już samolotów Antonow An-24.

Awaria silników nastąpiła w wyniku błędu pilota, który nie włączył instalacji przeciwoblodzeniowej.

Jedna z ocalałych, pani Joanna, zamieściła relację z tego wydarzenia na jednym z forów internetowych: „Tak szybko spadaliśmy w dół, że trzymałam się obiema rękami fotela, bo unosiło mnie mocno do góry. O czym myślałam? Jestem za młoda, żeby umrzeć, i będzie to dziwne, ale miałam straszne pretensje do Pana Boga. W samolocie nie było paniki. (…) Skakaliśmy jak piłka pingpongowa. Miałam problem z odpięciem pasa bezpieczeństwa, a gdy już mi się to udało, w samolocie było ciemno od dymu. (…) Brakowało mi tlenu, starałam się nie oddychać i pewnie byłam w szoku, było ciemno, zauważyłam otwór (światło) i palące się skrzydło samolotu. Ten otwór uratował mi życie. Po wydostaniu się i odbiegnięciu klęczałam z zaciśniętymi palcami w ziemi, nie mogąc złapać tlenu, i przyglądałam się wybuchom (były dwa) samolotu. Dopiero po 15 latach odważyłam się opowiedzieć rodzinie to, co teraz napisałam na forum. Po roku wsiadłam do samolotu, strasznie to przeżyłam i już nigdy więcej tego nie zrobię”.

Wśród pasażerów na pokładzie samolotu znajdował się także dziennikarz Tomasz Beksiński (syn malarza Zdzisława Beksińskiego). Scena z samolotu została utrwalona również w filmie „Ostatnia rodzina” opowiadającym o rodzinie Beksińskich.

„Przez okienko z prawej strony zobaczyłem płomienie. Jakaś kobieta siedząca przede mną błagała, by ktoś jej odpiął pas. Zrobiłem to. W tym czasie pozostali pasażerowie starali się wydostać z samolotu. W samolocie pojawił się coraz gęściejszy dym koloru czarnego. Usłyszałem wołanie o pomoc kobiety przytłoczonej wyrwanymi fotelami. Próbowałem ją wydostać i usunąć te fotele. Było to jednak niemożliwe, gdyż zaklinowały się tak, że nie mogłem ich odsunąć. Dym był coraz gęściejszy, nie było czym oddychać. Nie mogąc jej pomóc, sam zacząłem szukać wyjścia. Po stercie wyłamanych foteli dobrnąłem do drzwi i wydostałem się z samolotu z prawej strony. Zobaczyłem gromadkę pasażerów znajdujących się kilkadziesiąt metrów od samolotu. Pobiegłem w ich kierunku. Pytali mnie, czy ktoś jeszcze został. Odpowiedziałem im, że na pewno została jedna kobieta” – relacjonował później Tomasz w prokuraturze.

Po tym zdarzeniu dziennikarz nigdy więcej nie wsiadł na pokład samolotu.

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze