Ciało 74-letniej Anieli Wysockiej ujawnili listonosz i dozorca kamienicy. Splądrowane mieszkanie sugerowało rabunkowy motyw przestępstwa.

Okolica, gdzie rozegrał się dramat, nie wzbudzała zaufania. Komisarz wszedł do mieszkania denatki i po przywitaniu się z ekipą dochodzeniowo-śledczą skierował się do salonu, gdzie leżała denatka. Oczy miała otwarte, jej usta wykrzywiał grymas bólu.

– Kobieta została uduszona. Do śmierci, na pierwszy rzut oka, doszło dwie doby temu. Więcej szczegółów, jak zawsze, po sekcji – lekarz pogotowia nie miał nic więcej do powiedzenia.

Korcz przeszedł do kuchni, gdzie przy stoliku siedział listonosz. Obok niego stała pusta popielniczka. Mężczyzna akurat tarł zapałkę o draskę, próbując zapalić papierosa, ale jakoś mu to nie wychodziło. Nie był w stanie ukryć zdenerwowania.

– Może pomóc? – policjant sięgnął do kieszeni spodni, wyjął zapalniczkę i podał ją listonoszowi. – Wiem, że to paskudny nałóg, ale sam z nim walczę, bez efektów…

Mateusz Słomczyński lubił pracę listonosza. Przepracował w tym zawodzie ponad 30 lat. I choć ręcznie pisane listy wydają się dzisiaj przeżytkiem, bo coraz więcej ludzi ma dostęp do internetu, a telefon komórkowy posiada prawie każdy, to jednak jego torba zawsze była pełna i ciężka. Większość to listy polecone, druki urzędowe i rachunki. Chodząc od domu do domu, dostarczał długo oczekiwane przesyłki. Do mieszkania Wysockiej zaglądał kilka razy w miesiącu. Najbardziej lubił 10. dzień każdego miesiąca, kiedy dostarczał emeryturę. Kobieta zawsze czekała na niego ze świeżo upieczonym ciastem i filiżanką pachnącej kawy. Robił sobie u niej małą przerwę, zawsze miło pogawędzili. Dzisiaj Aniela Wysocka nie otworzyła mu drzwi.

– To pan, razem z dozorcą, odnaleźliście ciało? Jak to się stało?

– Normalnie… Miałem do niej list polecony. Kobieta nie otwierała, zastukałem do mieszkającego po sąsiedzku dozorcy, by zostawić u niego przesyłkę. Pan Adam, to znaczy dozorca, powiedział, że nie widział jej od dwóch dni i że za jej drzwiami panuje cisza. Trochę go to niepokoiło. Zaproponował, że pójdzie zajrzeć do mieszkania od strony podwórka. Gdy wrócił, powiedział, że musi wybić szybę, bo chyba stało się coś złego. Minutę później wpuścił mnie do mieszkania. Aniela Wysocka leżała na podłodze. Obok niej zauważyłem kilka przedmiotów, które zostały strącone z regałów. Może starała się jakoś wstać, podnieść się z podłogi. Albo upadając, próbowała się czegoś chwycić, żeby utrzymać równowagę. Jak nic, zawał serca, straciła przytomność, no i koniec. Może, gdyby w mieszkaniu ktoś był, zadzwonił w porę po lekarza, udałoby się ją uratować. Szkoda kobiety, ale cóż, takie życie – listonosz snuł swoje dywagacje, które dla policjanta nie miały żadnego znaczenia.

Relacja listonosza pokrywała się z zeznaniami dozorcy, Adama Pilcha:

– Najpierw zapukał do mnie listonosz, czy nie wiem, co się dzieje z panią Anielą. Dzwonił do drzwi jej mieszkania, ale nikt nie otwierał. Poszedłem sprawdzić od strony podwórka. Zastukałem w szybę, ale nikt nie odpowiadał. Zapukałem ponownie, tym razem mocniej. Cisza. Okno było całe oszronione. Przetarłem je ręką, spojrzałem do środka. Zobaczyłem, że leży na podłodze. Przez chwilę krzyczałem do niej, jednak ona nie reagowała. Wróciłem do domu, owinąłem łokieć ręcznikiem, wybiłem szybę. Ze stróżówki wziąłem drabinę, wszedłem do środka. Drzwi od wewnątrz były zamknięte na zasuwkę. Otworzyłem ją, wpuściłem listonosza. Kobieta nie dawała oznak życia. Zadzwoniłem po policję i pogotowie. To wszystko, co mam do powiedzenia.

Komisarz spojrzał na dozorcę:

– Kłamie pan, przynajmniej w jednym szczególe. Będziemy musieli dokładniej i szczerze porozmawiać na komendzie. Jest pan zatrzymany!

 

Dlaczego komisarz Korcz zarzucił Adamowi Pilchowi kłamstwo?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze