Co się mogło stać? Telefon od „Rudego” powinien dzwonić wczoraj. Parę godzin opóźnienia to niby nic wielkiego, ale zawsze coś mogło pójść nie tak…

Tłumaczył sobie, że takie rzeczy już się zdarzały. Przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile czasu będzie się czekać na granicy. To jednak niewiele pomagało. Chodziło przecież o forsę! Dużą forsę!

Za każdym razem, gdy „Rudy” przywoził mu kasę, obiecywał sobie, że to już koniec. Ale kiedy zjawiał się z propozycją spółki w następnym transporcie, nie mógł się oprzeć pokusie. Po odliczeniu kosztów, na każdym przemycie szlugów zyskiwał ponad osiemdziesiąt koła. Co prawda do banku takiej forsy się nie włoży, oszczędności zeżre inflacja, ale za to podatku od interesu się nie płaci. A co zrobić z kasą, to się będzie martwił potem… Na razie najważniejsze, by wszystko poszło po jego myśli.

„Rudy” odezwał się dopiero następnego dnia przed południem. Obiecał przyjechać za kilka dni. Czyli wszystko poszło jak trzeba i przybędzie mu oszczędności. Razem to już ponad pół melona, niezły grosz.

 

Inni mają więcej!

– Dlaczego chcesz się pozbyć tego merca? Ma lewe papiery? To trzeba spuścić z ceny – Patryk Jabłko podejrzliwie przyglądał się nowiutkiemu mercedesowi, jakim do jego komisu przyjechał Maciek Zastawny.

– Chyba zgłupiałeś. Dwa tygodnie temu kupiłem go dla Matyldy. No wiesz, babie niespodziankę chciałem zrobić.

 

I już jej się znudził, co?

– Nawet do niego nie wsiadła. Kolor, mówi, niemodny, a obicia czarne jak w trumnie. Poza tym wolałaby audicę albo beemkę. No to nie ma wyjścia, trzeba sprzedać. A kobitka niech sobie sama wybierze, co tam chce.

– Jak się zachciało mieć nową żonę i w dodatku taką laskę, to trzeba bulić… – zaśmiał się złośliwie Patryk. – No to chodźmy do biura, wypiszemy kwity.

– Jest tylko taka sprawa… Matylda chce jechać do teściów i pochwalić się nowym autem. To wiesz, zależy mi na czasie, bo ostatnio zdrowo przegiąłem pałkę i mam lekkie kłopoty z płynnością. Inwestuję przecież nie tylko w żonkę.

Patryk zagryzł wargi prawie do krwi. O nowej inwestycji jego szkolnego kolegi plotkowano w całym mieście. Wygrał przetarg na nieczynny browar z dużym placem blisko centrum miasta i zaczął tam budować luksusowe apartamenty. Taki to, cholera, ma szczęście! A tu „Rudy” wziął większość zysku na nowy transport, na którym przebitka miała być znacznie większa. I denerwuj się człowieku, czy interes wypali…

Właściciel komisu nie od dziś zazdrościł Zastawnemu życiowego farta. Po skończeniu technikum obaj przejęli rodzinne interesy. Podczas gdy firma Maćka świetnie prosperowała, to Patryk ledwie wiązał koniec z końcem. Gdy się wreszcie odbił od dna, żona znalazła sobie amanta i wystąpiła o rozwód, na czym stracił połowę kilkuletniego dorobku. Całe szczęście, że odziedziczony po rodzicach dom stanowił jego własność odrębną…

Niedługo potem rozwiódł się też Maciek, ale mimo że zostawił żonie dom i płacił na córkę wysokie alimenty, jeszcze bardziej rozwinął skrzydła. Nawet gdy w budownictwie zapanował kryzys, jemu wiodło się zupełnie dobrze – ożenił się z 10 lat młodszą studentką i postawił nowy dom. Wybranka natychmiast rzuciła studia i zamiast nauki projektowania wnętrz zajęła się gorliwie czyszczeniem mężowskiego konta, co jednak wcale zdawało się Maćka nie martwić.

„Pakt z diabłem ten cholernik zawarł, czy co?” – wściekał się Patryk. „Kilka razy w roku wypady na Majorkę, coraz to nowe kontrakty, jego lalunia lata na zakupy do Paryża i Londynu, a i tak na wszystko mu starcza! A ty człowieku haruj jak wół, kombinuj, nie śpij po nocach… Ech, mieć wreszcie tyle szmalu, by leżeć na plaży, gdzieś daleko stąd, popijać dobrą whisky i nie martwić się o nic…”.

Daleka perspektywa, bo interes z fajkami okazał się mocno ryzykowny, a jego była ślubna hetera rozstała się z kolejnym narzeczonym. I jak to się zdarzało regularnie, znów wystąpiła o podwyżkę alimentów na dzieci, licząc na zyski eksmęża w komisie samochodowym. A przecież płacił co miesiąc na dzieci, a raczej na tę jędzę i jej kochasiów 2 tys. zł! Rok temu Aneta nic nie wskórała, ale teraz ta zdzira zażądała ni mniej ni więcej, tylko 4 i pół kafla na miesiąc.

 

Przezorny nie zawsze ubezpieczony

Aneta rok temu przegrała sprawę o podwyższenie alimentów, bo nie miała bladego pojęcia, że Patryk przezornie założył firmę nie na siebie, ale na swego dalekiego kuzyna. Kuzyn zdrowo popijał i do roboty żadnej się nie nadawał, a poza tym nie był zbyt rozgarnięty. Podpisał jak trzeba wszystkie papiery, w tym także pełnomocnictwo dla Patryka. W ten sposób Patryk Jabłko formalnie zarabiał 4 tys. zł brutto. Teraz jego była małżonka wywąchała, że firma działa „na słupa”. Wpadła do firmy i oznajmiła, że jak nie będzie się stawiał w sądzie, to doniesie na niego do skarbówki i na policję.

– Dziećmi się nie interesujesz ani trochę, nawet na Mikołaja i święta od ciebie nic nie dostają! Pazerność na mózg ci już padła i chyba ze skąpstwa chleb z kaszanką tylko wpieprzasz! Ale ja nie pozwolę, by dzieci przez ciebie głodowały – krzyczała na całe biuro, nie zwracając uwagi na klienta.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze