Urooj Khan wygrał pod koniec czerwca 2012 roku milion dolarów w popularnej za oceanem „zdrapce”. Kupon loteryjny kosztował 30 dolarów.

Gdy go zdrapywał, powtarzał sobie, że wygrał milion. Kiedy jego marzenia się spełniły, wrócił do sklepu i wręczył sprzedawcy 100-dolarowy napiwek.

Szczęśliwiec przyjechał do Stanów Zjednoczonych z Indii w latach 80. Wkrótce potem otworzył swoją własną pralnię chemiczną. Był spokojnym człowiekiem, bez nałogów i uzależnień. Czasami tylko w lokalnym sklepie kupował losy na loterii. Kiedy dowiedział się o wygranej zadeklarował, że część pieniędzy przeznaczy na finansowanie jednego ze szpitali dziecięcych. Reszta wygranej miała dofinansować jego biznes. Planów nie zdążył zrealizować. Zdecydował się pobrać wygraną od razu w całości, kosztem wysokiego podatku. 19 lipca 2012 roku, po niezbędnych formalnościach, odebrał wygraną w wysokości 425 tysięcy dolarów.

Wieczorem zjadł kolację w towarzystwie najbliższej rodziny, po czym położył się spać. Kilka minut później bliscy usłyszeli krzyk z jego sypialni. Khan był nieprzytomny. Przewieziono go do szpitala, gdzie zmarł. Sekcja zwłok nie wykazała żadnych urazów ani zawartości substancji odurzających we krwi. Jako przyczynę śmierci wskazano atak serca. Rodzina mężczyzny nalegała jednak na wykonanie dodatkowych badań. Dzięki nim w jego organizmie wykryto śmiertelną dawkę cyjanku. Ponad wszelką wątpliwość został otruty. Pomimo kilkuletniego śledztwa w tej sprawie są same znaki zapytania. Nie wiadomo, kto i dlaczego podał mu zabójczy specyfik. Wiadomo, że spadkobiercy do tej pory toczą sądowe batalie o podział spadku po mężczyźnie, który nie miał okazji nacieszyć się wygraną.

Roman Bartosiak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze