Pewnego grudniowego wieczora razem z 16-letnim Dominikiem R. wybrali się do Piotra N. Tego dnia chłopak miał być sam w mieszkaniu i zapraszał ich. Zresztą zawsze tak było, że jak któryś miał wolną chatę pozostali przychodzili do niego, zwłaszcza kiedy była zima lub padał deszcz. Koledzy nie szli z pustymi rękami, mieli ze sobą kilka piw, ale wiedzieli, że Piotrek nie posmakuje już zimnego browara. To było dla nich, jak już będzie po wszystkim. W plecaku mieli też ekspandera (przyrząd do rozciągania połączony sprężynami) i kij bejsbolowy.

Przywitali się z kumplem jak zawsze, a kiedy ten przekroczył tylko próg pokoju został mocno uderzony w tył głowy. Chłopak upadł na podłogę, a wtedy jego oprawcy „przystąpili do dzieła”. Dusili go sprężyną od ekspandera, później bili drewnianą pałką po całym tułowiu. – Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł. W pewnym momencie rozebraliśmy go do pasa, chcieliśmy zobaczyć, czy będą ślady na ciele – mówił podczas śledztwa Patryk W.

– Trochę mu zmasakrowaliśmy twarz, denerwował nas ten widok, dlatego założyliśmy mu czapkę na głowę.

Piotr N., który nie raz włóczył się po najniebezpieczniejszych ulicach K., został zaatakowany we własnym mieszkaniu. Koledzy skakali po nim aż mu się klatka piersiowa zapadła, połamali mu ręce. Po pewnym czasie, kaci zmęczyli się biciem ale ich ofiara nadal żyła. Wpadli na pomysł, że położą belkę na szyi Piotra i będą kolejno stawać na niej, zapierając się o sufit – aby nacisk był silniejszy. Jak postanowili, tak zrobili. Ze znalezieniem belki nie było problemu, ponieważ chłopak mieszkał na zaadoptowanym strychu i trochę różnych dziwnych rzeczy tam się walało.

Gdy nastolatek zmarł chwilę zastanawiali się co zrobić z ciałem. Postanowili wywieźć go do pobliskiego parku i wrzucić do stawu.

– Młody skocz na chatę po drewniany wózek, widziałem że masz taki, twój stary wozi nim złom – powiedział Patryk W. do Dominika R.

Chłopak nawet nie dyskutował, wybiegł z mieszkania nie zakładając nawet kurtki, mimo że był grudzień. Niedługo później pojawił się z wózkiem. Następnie koledzy wypili po piwku i zaczęli krępować sznurem ciało Piotra N. Chodziło im o to, aby zajmowało jak najmniej miejsca. Potem wyciągnęli z jego łóżka prześcieradło, w które zawinęli ciało, a następnie w koc i znieśli do pozostawionego na klatce schodowej wózka. Było już bardzo późno, ulice były puste, nie rzucali się nikomu w oczy, ciągnąc na zmianę wózek. Kiedy dotarli do parku zrzucili zwłoki na brzeg stawu i przykryli gałęziami. Wypalili jeszcze niespiesznie po papierosie i rozeszli się do domów. Następnego dnia spotkali się i poszli się napić.

Po tej zbrodni zabójcy zostali szybko zatrzymani przez policję. Okazało się, że ofiara i osiemnastolatkowie byli wcześniej notowani m.in. za kradzież samochodów.

 

Bez wątpliwości

 Na wiosek prokuratury Sąd Rejonowy w K. zadecydował o tymczasowym aresztowaniu młodych oprawców. Michała P., Patryka W. i Dominika R. oskarżono o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 16-letniego kolegi – Piotra N. Sąd zadecydował, że Dominik R. mimo młodego wieku, będzie odpowiadał jak dorosły. Dodatkowo Michał P. i Patryk W. mieli odpowiadać za zamordowanie sąsiada – Zbigniewa S. Cała trójka została poddana obserwacji psychiatrycznej – okazało się, że w chwili popełnienia zbrodni wszyscy byli poczytalni.

Przed sądem Patryk W. przyznał się do winy. Natomiast Michał P. przyznał się jedynie do tego, że trzymał za nogi mordowanego kolegę. Dominik R. zeznał, że tylko trzymał Piotra N. za ręce.

Mężczyźni podczas śledztwa nie byli zbyt rozmowni ale to, co wyznał Patryk W. mroziło krew w żyłach: – Chciałem zobaczyć jak to jest, kiedy nóż wchodzi w ciało – tłumaczył motywy morderstwa Zbigniewa S. Natomiast przy sprawie dotyczącej zamordowania kolegi zeznał: – Wiedziałem już, jak umiera człowiek od noża, teraz byłem ciekaw, jak umiera duszony…

To, czego dopuścili się nie wzbudzało w nich emocji. Nie rozumieli, „po co tyle krzyku” w temacie morderstwa Zbigniewa S. – On i tak miał nędzne życie, nie miał pracy ani perspektyw. Skróciliśmy mu męki, teraz chociaż ma spokój – powiedział jeden z oprawców.    W sądzie zachowywali się bardzo swobodnie, mieli co prawda spuszczone głowy, ale często się uśmiechali.  Obrońca Michała P. wnioskował, aby go uniewinnić, ponieważ nie przyznał się do zarzucanych mu zbrodni. Adwokat Patryka W. przekonywał, aby nie skazywać jego klienta na dożywocie. Natomiast obrońca Dominika R. mówił, że brał on udział w zbrodni, ponieważ bał się o własne życie i odgrywał w morderstwie mniejszą rolę. Wnioskował o nadzwyczajne złagodzenie kary. Wszyscy obrońcy, jak jeden mąż, mówili, że oskarżeni są jeszcze bardzo młodzi. Sąd jednak nie miał wątpliwości, że mimo młodego wieku zwyrodnialcy zasługują na najwyższy wymiar kary.

Wyrok zapadł dwa lata po dokonaniu tych okrutnych morderstw. Narada składu sędziowskiego trwała bardzo krótko.

– Nikt ze składu sędziowskiego nie miał wątpliwości na jaką karę zasługują oskarżeni i jaka będzie sprawiedliwa – mówił sędzia.

Michał P. i Patryk W. zostali skazani na karę dożywotniego więzienia, o przedterminowe zwolnienie będą mogli się starać dopiero po 35 latach odsiadki. Będą wtedy mieli po 55 lat. Natomiast Dominik R. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności. Dopiero po odsiedzeniu 20 lat będzie mógł się starać o opuszczenie więziennych murów.

– Zbrodnie których dopuścili się są bez motywu, bo przecież trudno stwierdzić, że motywem może być chęć dowiedzenia się jak umiera człowiek. Takie zachowanie świadczy o tym, że oskarżeni nie posiadają jakichkolwiek ludzkich odruchów. Dla nich człowiek jest przedmiotem, na którym eksperymentują – mówił sędzia.

– Młody wiek oskarżonych nie może być w tej sytuacji okolicznością łagodzącą i wytłumaczeniem tego, czego się dopuścili. Kara ma pełnić funkcję wychowawczą, ale musi to być też zapłata za to, co zrobili.

Od wyroku odwołali się obrońcy oskarżonych, którzy domagali się złagodzenia kar. Sad Apelacyjny w K. utrzymał kary dla Michała P. i Patryka W., zmienił jedynie wyrok dla najmłodszego z oskarżonych, decydując że Dominik R. będzie mógł starać się o przedterminowe, warunkowe zwolnienie, po 15 a nie po 20 latach. Zdaniem sądu zachowanie oskarżonych było bez precedensu i innych kar w tym przypadku nie mogło być, bo działanie sprawców „przerasta wszelkie wyobrażenia”.

Zmieniając wyrok dla najmłodszego ze sprawców sąd wziął pod uwagę m.in. fakt, że wyraził skruchę za to co zrobił. Sąd uznał, że jest szansa na jego poprawę i trzeba mu dać nadzieję, że opuści więzienne mury po 15 latach.

Matka Zbigniewa S. nie potrafi wybaczyć mordercom. Bała się stanąć twarzą w twarz z tymi, którzy odebrali życie jej dziecku. Dla niej najsprawiedliwszą karą, byłaby kara śmierci. – To bestialstwo. Oni nie mieli żadnego powodu, aby zabić własnego kolegę i sąsiada. Co z tego, że dostali najwyższy wymiar kary, ale ja już syna nie będę miała – mówiła przez łzy kobieta.

Anna Kotowska

Zmieniono personalia i niektóre szczegóły.

 

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]