Rzeczywiście. Mąż i ojciec Karoliny mieli bardzo dziwne miny, gdy dowiedzieli się o sprzedaży sadu. Ojciec, zwykle milczący, zaklął nawet brzydko, a potem poczuł się tak kiepsko, że za trzy dni Wiesiek musiał go zawieźć do lekarza.

Karolina, mimo żalu do brata i siostry, swoim zwyczajem nie załamywała rąk, tylko ze zdwojoną siłą wzięła się do roboty. Wyliczyła sobie, że jak weźmie nieduży kredyt i zaciśnie pasa, to uda jej się powiększyć inspekty i jakoś będą sobie radzić. Musiała też przeboleć, że brat i siostra zupełnie przestali ją odwiedzać. Nie odpowiadali nawet na życzenia świąteczne. Przyjechali dopiero na pogrzeb ojca. Zaraz po stypie poprosili Karolinę o rozmowę „w interesach”.

Karolina zdziwiła się po raz kolejny. Jakie interesy jeszcze do niej mają?

– No – jakże to! Przecież chodzi o spadek! – obruszył się Janusz.

– Chyba żartujesz. Przecież nie dawniej, jak dwa lata temu sprzedałeś sad! Nawet nie wiem, ile za niego wziąłeś, bo nie widziałam z tych pieniędzy ani grosza! Wówczas twierdziłeś, że to należna wam część ojcowizny! – wkurzyła się na dobre Karolina.

– Ale i tak jesteśmy pokrzywdzeni. Same inspekty są więcej warte, a jest jeszcze przecież dom, garaż, zabudowania.

– Ty chyba zwariowałeś!

– Nie, siostrzyczko. Nie zwariowałem. Zamierzam założyć sprawę spadkową i to, co należało do ojca, zostanie podzielone na trzy części. I albo dobrowolnie nas spłacisz, albo trzeba będzie wszystko sprzedać, by każdy dostał swoją część…

Po tych słowach Karolina zbladła. Jej brat, który dzięki niej skończył prawo, wiedział z całą pewnością, jak się załatwia sprawy spadkowe. Ona i Wiesiek byli bez szans. Nie spała z tego powodu przez wiele nocy. Nie miała żadnych oszczędności, więc spłata rodzeństwa nie wchodziła w ogóle w rachubę. Wyglądało na to, że brat i siostra mogą odebrać jej wszystko! Cały dorobek życia i źródło utrzymania rodziny!

Gdy przyszło zawiadomienie o terminie sprawy spadkowej, nie mogła znaleźć sobie miejsca. Kręciła się po domu, nie mając ochoty doglądać ani inspektów, ani nawet zająć się obiadem. Jaka przyszłość czeka jej rodzinę? Ze łzami w oczach poszła do pokoju ojca i zaczęła wkładać do kartonów niepotrzebne już ubrania. A gdy wyjęła ostatnie podkoszulki, na dnie szuflady znalazła zalakowaną i adresowaną do siebie kopertę. Po jej rozerwaniu zrozumiała, że jej ojciec nie był ani tak słaby na umyśle, ani tak oderwany od rzeczywistości jak sądziła. Przyglądając się i przysłuchując z boku wszystkiemu, co się działo w domu, wyrobił sobie opinię na temat młodszych dzieci, a znając dobre serce i naiwność Karoliny, sam zadbał o jej interesy…

     W kopercie był notarialnie poświadczony testament ojca, w którym zapisywał cały majątek Karolinie.

Przyglądając się dacie sporządzenia testamentu Karolina upewniła się, że ojciec sporządził go po sprzedaży sadu. Był wówczas w mieście u lekarza i widocznie w tajemnicy przed nią odwiedził przy tej okazji również notariusza.

 

* * *

Nadzieja Karoliny, że prawomocny testament ojca zakończy raz na zawsze sprawę ojcowizny i pozwoli jej uwolnić się od chciwego rodzeństwa okazała się jednak płonna. Gdy przedstawiła w sądzie testament, jej brat co prawda na chwilę stracił rezonans i zapomniał języka w gębie, ale już nazajutrz po sprawie zadzwonił do niej.

– Lepiej dla ciebie będzie, jak się ułożymy. Ewelina nie musi o niczym wiedzieć. Dasz mi dwie stówy, a ja dam ci spokój – oświadczył.

– Dwie stówy? Nie bardzo rozumiem?

– Dwieście tysięcy polskich złotych. Może być w ratach.

– Mowy nie ma. Dostałeś już swoją część, a nawet więcej! – rozzłościła się Karolina.

– Siostrzyczko, przemyśl to sobie. Zapewniam cię, że jest wiele sposobów, by obalić testament. Za parę groszy albo flaszkę wódki znajdę w tej twojej wsi świadków, którzy potwierdzą że ojciec w chwili sporządzenia testamentu nie wiedział co robi, bo cierpiał na starczą demencję… No, a poza tym mam nadal jego pełnomocnictwo. Chyba nie chcesz, bym wystawił na sprzedaż dom i resztę?

Karolina nie słuchała dłużej i z trzaskiem odłożyła słuchawkę. To ma być jej ukochany brat, który jej wszystko zawdzięcza?

Nie zlękła się też groźby sprzedaży domu. Testament został sporządzony po wystawieniu pełnomocnictwa, więc je automatycznie unieważniał. No, a to co mówił jej brat, brzmiało jak szantaż.  Powiedziała mu o tym, gdy zadzwonił po kolejnych dwu dniach. Postraszyła go także, że poprzednią rozmowę nagrała na dyktafon i jeśli nadal będzie jej groził, zgłosi się z tym nagraniem na policję.

To poskutkowało. Janusz zrozumiał wreszcie, że z siostry nic już nie uda mu się wyciągnąć i ładny kawałek grosza z ojcowizny przeszedł mu koło nosa.

 

Laura Smokowicz

Wszystkie personalia zmieniono.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]